Strony

sobota, 6 lutego 2016

Taki jakby prolog do AkaKuro..;-;

Ano..etto..T-Tak więc...Wiem, że powinnam pisać zamówienia..a-ale..
Ale jakoś nie miałam n-na nie weny..:c
Chciałabym też przeprosić, że nie czytam w-wpisów na blogach..*ukłon*
Aiko jest troszkę chora i-i...jakby..t-tak zgonię wszystko na chorobę..;-; P-Przepraszam..! *ukłon*
Wszystko nadgonię, z-zobaczycie..! Obiecuję..!

Um..t-teraz coś o tym...Pisałam to k-kiedy mi się nudziło..:c
Kiedyś wymyślałam w-wiele historii...
Niedorzeczne, ogólnikowe..;-; Różnie b-bywało...Ale pomyślała, że skoro mam na coś pomysł..
Przepraszam za ten wstęp...Ogólnie przepraszam za całość..*ukłon*

**********************************************************


Miałem sen. Przerażający sen. Dlatego próbowałem Cię objąć. I mimo że Cię tu brak, poszukuję komfortu, który to oferuje -jeszcze tylko raz.  Bądź ze mną, zawsze i wszędzie, by pozbyć się tych przerażających zjaw. Nie chcę Cię stracić, chcę się upewnić, że jesteś i będziesz ze mną. Po to...by móc pewnego dnia zauważyć tę chwilę błędu...Gdybyś tylko poznała mnie od prawdziwej strony, nie zakończylibyśmy tego w taki sposób. Uśmiechnij się, już po wszystkim.

Pamiętam...

Letni, ciepły wieczór. Lato zbliżało się ku końcowi, śpiew ptaków z każdą chwilą przycichał coraz bardziej. Przybierający na sile ciepły wiatr bawił się materiałem szarej marynarki. Szkarłatna krew rozkładała zbruzgane ciało, niczym robactwo w pogrzebowej trumnie -rozrywające duszę nieszczęśnika. Miarowy oddech niesiony przez głuchą ciszę rozchodził się niemym echem po ciemnym zaułku. Odgłos charczenia i ostatnich próśb ofiary stał się kojącą melodią dla moich uszu. Chłód ostrza, zapłakane kasztanowe oczy, rozgrzany chodnik, poranione ciało. Wyszczerzyłem zęby w triumfalny uśmiech, promienie zachodzącego słońca umiarkowanie oświetlały moje przepełnione nienawiścią, a także euforią spojrzenie. 

Coś, do czego od samego początku byłem stworzony...

Błagałaś, płakałaś, próbowałaś przekupić i ponownie uwieść. Cieszyło mnie to, podniecając jeszcze bardziej. Nieopanowany śmiech dotarł do Twych delikatnych błon bębenkowych, podrażniając je. Nóż umiejscowiony za paskiem od spodni opuścił miejsce swego dotychczasowego pobycia, aby chwilę później delikatnie przejechać po półnagim ciele. Od podbrzusza, aż do gardła. Ponawiałem czynność, a za każdym razem ostrze przyciskane było mocniej. Mocniej, mocniej, jeszcze bardziej...
-Zostaw, proszę...Kocham Cię...
-Kochasz? -brew specyficznie uniosłem w górę, szczerząc zęby. Z trudem powstrzymując się od parsknięcia śmiechem pokręciłem głową z politowaniem. 
-Kochanie...?
-Giń suko -skwitowałem z pogardą na twarzy. Jednym szybkim, płynnym ruchem dokończyłem wcześniejsze poczynania -rozcinając jej brzuch do końca. Wyszarpałem ostrze z obszernej rany, aby po chwili wbić je w gardło blondwłosej piękności. Cóż za urodziwy widok.

Nie żałuję...

******************************************************************************

Niewinne istoty skażone krwią obcych im osób już nigdy nie będą takie same. Okrucieństwo z jakim odbierali życia przechodzić mogło ludzkie pojęcie. Od setek lat, Noa No Ichizoku -jak raczyli się nazywać- wykonywali zlecenia, jakim było mordowanie ludzi. Jednak na śmierć z ich rąk, zasłużyć mogli sobie jedynie Ci najgorsi. Rzekomo. Klan ten nie pociągnął by długo bez dobrego przywódcy, jakim był Kuroko Taisuke.  Czterdziestoletni mężczyzna z charyzmą -doskonały zabójca. Miał on żonę, która podczas porodu niestety zmarła. Jedyną bliską osobą dla Taisuke stał się jego malutki syn -Tetsuya. Obiecał sobie chronić go za wszelką ceną, wychować jak należy, oraz wytrenować na jednego z nich. Na zimnego drania, nie wiedzącego co to strach i empatia.  W piąte urodziny chłopca, Taisuke zabrał go na jedną ze zleconych mu misji. Działo się tak przez następne 10 lat.  Błagalne spojrzenia ofiar skierowane w stronę młodego Kuroko wyryły mu się w pamięci, aż nazbyt dobrze. Pod tak długim czasie jednak...członkom klanu, oraz samemu przywódcy udało się jedynie przyprawić Tetsuyę o hemofobię*.  Mimo tego niekorzystnego obrotu spraw, uparty ojciec postanowił spróbować raz jeszcze. 
-Tato? Wzywałeś mnie..? -u progu wejście pojawił się chłopak z błękitną czuprynką. Niepewnie zerkając na poważnego mężczyznę w fotelu, wszedł do środka pomieszczenia. 
-O, jesteś. Tak, tak siadaj Tetsuya.
-Coś się stało? -spytał, zajmując miejsce na skórzanej sofie.
-Nic szczególnego. 
-Ach...Więc dlaczego? -przekrzywił głowę w bok, odrobinę zbity z tropu. Taisuke powoli wstał ze swego wygodnego tronu, po czym podszedł do obszernej szafy. Wyjął z niej ozdobne pudełko.
-Mam dla Ciebie prezent, Tetsuya -uśmiechnął się przekazując paczkę w ręce syna. 
-Och...Czy dziś jest jakieś święto..?
-Święto? Dlaczego? Czy ojciec nie może dać czegoś od czasu do czasu swojemu dziecku?
-N-Nie to miałem na myśli...To miłe...
-Nie otworzysz?
-Ach, oczywiście...-pokiwał głową i wziął się za rozpakowywanie prezentu. Ozdobny papier wylądował na podłodze w mgnieniu oka. Tetsu przez dłuższą chwilę wpatrywał się w pudełko, zastanawiając się, czy aby na pewno powinien je otworzyć. Ostatecznie jednak aby nie zrobić przykrości ojcu, zrobił to. 
-Nóż..? 
-Owszem. Dostałem go od Twojego dziadka kiedy miałem 10 lat -Tetsuya niechętnie chwycił przedmiot w dłoń. Oglądając ostrze ze wszystkich stron doznał szoku. Natychmiastowo odrzucił nóż daleko od siebie. Rękę zacisnął na materiale białej koszuli oddychając ciężko. Źrenice jego błękitnych oczu zmniejszyły się ukazując ewidentny strach. 
-...krew..kr..ew..-powtarzał cicho przerażony.
-Tak, krew. Przepraszam Cię, ale nie byłem w stanie tego wyczyścić. Przynajmniej choć część Twego dziadka została z Tobą -zaśmiał się pod nosem, na to błogie wspomnienie. 
Napad młodzieńca minął dopiero po kilkunastu minutach. Serce uspokoiło się, oddech zwolnił. Powieki zostały zamknięte, a zęby zaciśnięte. Samo myślenie o krwi, przyprawiało go o mdłości i zawroty głowy. Bardzo często dochodziło również do takowych napadów lęku.  Wziął głęboki wdech, aby mieć pewność, że na pewno się uspokoił. Nie czekając na to co powie przywódca, Tetsuya opuścił pomieszczenie ze spuszczoną głową. Doskonale zdawał sobie sprawę, że ojciec za wszelką cenę próbował będzie uczynić swego syna jednym z najlepszych. Jednak...
-To nie moja bajka...
Tymczasem w gabinecie Taisuke...
-Udało się?
-Co to za pytanie młodzieńcze?
-Trafne. Z pańskich opowiadań wynikało, iż nie będzie łatwo.
-Bo nie będzie. -odpowiedział spokojnie, przestawiając kolejną figurę szachową. Rozległo się pukanie do drzwi. Chwilę później uchyliły się, a w ich progu pojawiła się różowowłosa dziewczyna.
-Przepraszam za najście mistrzu -uklękła na jedno kolano, spuszczając głowę. -Tetsu-kun zamknął się w swoim pokoju...Odmawia rozmowy z kimkolwiek i nie chce nic jeść...
-Hah, spokojnie. Nic mu nie będzie. 
-Jesteś pewny mistrzu..? -w odpowiedzi otrzymała skinięcie głową, po czym powolnym krokiem wycofała się do wyjścia.
-Figury rozstawione. Szach mat, Tetsuya.

niedziela, 31 stycznia 2016

Tanjōbi omedetō, akachan! Anata no watashi no tanjōbi! Kuroko, subete no saikō!

Ai wa utsukishii desu

Dziś urodziny Kurokooo!!!! <3 Radujmy się! <3 Aiko się cieszy bardzo bardzo bardzo..*^* upiecze nawet ciasto! *^* I-i w ogóle..! Kuroko-kun wszystkiego najlepszego! <3
A tak...jakby mówiąc o tym tekście...N-Nie jest na wysokim poziomie ani nic...:c A-Ale chciałam napisać coś, na urodziny Kuroko i-i...:c
W każdym bądź razie, m-mam nadzieję, że nie jest aż tak źle...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Szczery uśmiech, rumiane policzki, roześmiane oczy, radosny chichot. To co chciałbym ponownie ujrzeć i usłyszeć, a jednak niekoniecznie tak się stanie. Idę ulicą, pośród innych ludzi mojego pokroju. Chowam zmarznięte dłonie do kieszeni ciemnego palta, szukając dla nich ciepłego schronienia. Ze spierzchniętych ust wydobywają się białe obłoczki, rozpływające się gdzieś w powietrzu. Jest zimno, pada śnieg, a temperatura postanowiła znacząco obniżyć się. Jednak nie odczuwam tego w nadmierny sposób. Wargi wyginają się w delikatny uśmiech na myśl o nim. Tak, o Tobie. Gdybym mógł powiedzieć to na głos. Chociaż szepnąć, dotknąć Cię, zatopić się w Twoich różanych ustach. Gdyby mogło być mi to dane. Dlaczego jest na odwrót? To moja wina. Nie widziałem Cię od tak długiego czasu przez swe dziecinne zachowania i humorki. Przegrana z Teikou przebiła moje serce na wylot, lecz nawet to nie jest wystarczającym wytłumaczeniem. Nie byłeś po ich stronie. Płakałeś. Cierpiałeś. Przeżywałeś. Bolało Cię tak samo jak i mnie. Ucieczka od porażki, była jednym z moich egoistycznych zachowań. Chciałem zapomnieć. Pragnąłem obudzić się w ciepłym łóżku, we własnym pokoju i uświadomić sobie, że to tylko i wyłącznie zły sen. Tymczasem koszmar trwa nadal. Budzę się z poczuciem winy, ze strachem w oczach. Nadal te same wspomnienia, ta sama presja, ten sam Ty. Ty, który tak bardzo się zmieniłeś. Uśmiechasz się teraz? Zapomniałeś już o wszystkim? Żyj własnym życiem, proszę. Nie rozpamiętuj przeszłości, ona za bardzo rani. Mnie, Ciebie, Twoich przyjaciół...Twoich teraźniejszych przyjaciół. Dbają o Ciebie? Zatrzymuję się na środku ośnieżonego chodnika, którym najwyraźniej nikt poza mną nie zamierza podążyć. Głowa spuszczona w dół, oczy wpatrują się w białe podłoże, a do uszu dobiega odgłos bicia serca. Mojego serca? Kręcę głową, unosząc ją wolno w górę. Ta dziwna myśl...Chcę Cię znów ujrzeć. Podczas Winter Cup...wtedy ostatnim razem...Chciałbyś ponownie? Kuroko? Uśmiechałeś się, płacząc przy tym. To przeze mnie? Ze szczęścia, czy żalu? Byłeś szczęśliwy prawda? Wszystko przez jedno spotkanie? Kuroko...pokaż mi ten uśmiech ponownie. Pozwól mi go ujrzeć, ten ostatni raz. Odwracam się i biegnę jak najszybciej potrafię. Muszę zdążyć. Oddech przyspiesza, płuca pracują na największych obrotach. Przemieszczam się potrącając innych przechodniów, krzyczą abym uważał, ale nie słucham ich. Pospiesznie podwijam rękaw, spoglądam na zegarek. 
-Proszę zaczekać! -krzyczę, dostrzegając właściciela zamykającego drzwi kwiaciarni. 
-Chłopcze, już zamknięte -oznajmia oschle.
-Ale ja muszę! Proszę, niech pan będzie człowiekiem! -spojrzeniem niemalże błagam go na kolanach, a serce wali jak oszalałe. 
-Powiedziałem już, zamknięte. Przykro mi -powtarza po raz kolejny, zabijając cząsteczkę mnie. To nie tak ma być. Wczorajszy dzień...
-Błagam pana! Zapłacę ile będzie trzeba! Nie mam zbyt dużo, ale nie da się czegoś zrobić...? Proszę! -z nerwów trzęsą mi się ręce, oddech ponownie przyspiesza, a nogi nie mogą ustać w miejscu. Odrywają się od podłoża, to w górę to w dół oczekując na odpowiedź. 
-Aż tak bardzo Ci na tym zależy? -kiwam głową, na co mężczyzna reaguje cichym śmiechem. Wyjmuje srebrny klucz do sklepu. Przekręca go w zamku, otwarte. Szybkim krokiem wchodzę do środka, staję przy różach, później zwracam uwagę również na lilie, storczyki i tym podobne. Na kwiatach, florystyce, ani na niczym innym w tą stronę się nie znam. Nie znałem nigdy i raczej tak pozostanie. Spoglądam niepewnie na każdy klejnot z osobna, nie mogąc wybrać czegoś odpowiedniego. Co jeden to lepszy, ładniejszy...Każdy z nich w jakiś sposób przykuwa moją uwagę. Na ramieniu odczuwam dziwne ciepło. Głowa obraca się w bok, a orzechowe tęczówki dostrzegają niskiego sprzedawcę. Uśmiecha się delikatnie, patrząc mi w oczy.
-Prezent?
-Tak, dla bardzo wyjątkowej osoby.  Chciałbym ponownie ujrzeć jej uśmiech...
-Och, rozumiem. Więc to tak -kiwa głową na znak zrozumienia. -W takim razie, najlepsza będzie Lilia Nilu. Rzadki okaz -spojrzał z dumą na kwiat, który chwilę wcześniej wyciągnął z zaplecza. 
-Lilia Nilu..? Całkiem ładna.
-Prawda? Idealna na prezent dla ukochanej osoby.
-U-Ukochanej? Kto powiedział ż-że ukochanej? -zakłopotany zerkam w bok.
-No dobrze, dobrze. W każdym bądź razie, Lilia Nilu w mowie kwiatów oznacza: "Kocham Cię". 
Usłyszawszy wypowiedź wpatruje się w egzotyczny kwiat. Doskonała pod każdym względem, a i wyraża to co chcę przekazać. Bez dłuższego już zastanawiania się energicznie kiwam głową, usta wyginają się w szeroki uśmiech. Płacę, po czym dziękuję i przepraszam mężczyznę. Wybiegam z budynku, kierując się w stronę metra. Wyczekiwane przeze mnie długą chwilę pojazd w końcu nadjeżdża. Wsiadam do niego, zajmuję miejsce przy oknie. Wbijam wzrok w szybę obserwując opadające płatki śniegu. O ile w ogóle je widzę...Przed oczyma co jakiś czas migają kolorowe światła, powodując gwałtowne zwężanie się źrenic i zmrużenie powiek. Niespokojnie przebieram nogami, przygryzając co jakiś czas dolną wargę. Co ja właściwie Ci powiem? I czy w ogóle dopuścisz mnie do słowa? Zawsze byłeś tym spokojnym, a ja entuzjastycznym. Zawsze wysłuchiwałeś moich bełkotów, śmiejąc się, a niektórymi czasy karcą. Za każdym razem byłeś przy mnie, bez względu na wszystko, aby tak bardzo się rozczarować. W chwili kiedy to Ty tak mnie potrzebowałeś, uciekłem.  Czy będziesz potrafił mi wybaczyć? Pojazd zatrzymuje się. Wstaję i powolnym krokiem -jak reszta pasażerów- wychodzę na peron. Rozglądam się dookoła, szukając najtrafniejszej drogi do wyjścia.Telefon opuszcza kieszeń spodni, zerkam na książkę kontaktów. Kuroko...
-Nie...-po opuszczeniu dworca, zatrzymuję się gdzieś na ulicy. -Właściwie co ja wyprawiam..? -wzrok przenosi się na kwiaty spoczywające w prawej dłoni. Klnę cicho pod nosem, po czym rzucam roślinę o ścianę budynku obok. Opieram się o niego plecami, osuwając powoli na ziemię. Zimna dłoń ląduje na twarzy, zakrywając zapłakane oczy. 
-Przepraszam...wszystko w porządku..? -słyszę tuż obok mnie. Chwilę później opuszki czyichś palców -równie bardzo lodowatych, jak moje, może i bardziej- dotykają mojej ręki. Głowa delikatnie unosi się w górę.
-Tak, wszystko w porząd-...Kuroko? 
-Ogiwara-kun..-Twój zaskoczony wyraz twarzy...Jak mam zareagować? Co powiedzieć?
-Hej, Kuroko! Co Ty odstawiasz?! Spóźnimy się! -tuż za niebieskowłosym, pojawia się wysoki chłopak, chyba w tym samym wieku. 
-Przepraszam, ale...chciałem sprawdzić, czy wszystko w porządku i..-spogląda na mnie, po czym podaje mi rękę. Pomaga wstać, po chwili podnosi kwiaty. Niektóre połamane, niektóre bez płatków, a niektóre...na szczęście zachowały dawną formę. Podaje mi je do rąk. Kuroko...Dlaczego patrzysz takim smutnym wzrokiem? 
-Hejka, Kuroko...
-Dzień dobry -płytki, szybki ukłon z Twojej strony, wyraża zbyt wiele szacunku dla mojej osoby...
-Dawno się nie widzieliśmy -mówię z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Owszem, Ogiwara-kun -odwzajemniasz gest, jednak ironicznie. Z kieszeni kurtki, wyciągasz chusteczkę. Podajesz mi ją, z tym samym smutkiem w oczach. -Płakałeś...
-Nie, po prostu coś wpadło mi do oka -śmieję się głupkowato, ocierając spływające po policzku łzy. 
-Nie kłam, Ogiwara-kun...
-Nie kłamię! Słowo honoru!
-W takim razie się go pozbyłeś...-oznajmiasz, wpatrując się we mnie. 
-Ej, czy dowiem się kto to taki? -do rozmowy wtrąca się olbrzym.
-Ach, przepraszam, Kagami-kun. To jest Ogiwara-kun, mój przyjaciel, który nauczył mnie gry w koszykówkę. Opowiadałem Ci o nim..-Kuroko przekrzywia głowę, jakby zastanawiając się czy aby na pewno jest tak jak powiedział. 
-A, ten -Kagami zerka na mnie, a po plecach przechodzą mnie ciarki. Wygląda jak tygrys, który planuje rozszarpać na strzępy swą bezbronną ofiarę. Nastała cisza. Co chwilę zerkam niepewnie na niebieskowłosego, który nie wie co powiedzieć. W pewnej momencie jednak, postanawia odezwać się. 
-Te kwiaty...To dla dziewczyny? 
-A...nie. Nie dla dziewczyny. W każdym razie dla kogoś, ale teraz...Nie nadają się na prezent, prawda? -przeczesuję palcami swoją brązową czuprynę, uśmiechając się. 
-Cóż, ja myślę, że liczą się chęci i uczucia.
-A więc tak. Hm...Przepraszam, za to co teraz zrobię -klękam na jedno kolano, tuż przed Tobą. Źrenice błękitnych oczu rozszerzają się, a z blado-różanych ust, trudno jest wydostać się jakimkolwiek słowom. Powiesz coś? Proszę, zrób to.
-...Ogiwa-
-Kuroko, nie musisz nic mówić, ale proszę, przyjmij je. To taki...spóźniony prezent urodzinowy. Były wczoraj, prawda?
-Tak...Ja...dziękuję, cieszę się, że pamiętałeś...-przekazuję "bukiet" w zmarznięte ręce Tetsuyi, a na jego twarzy zauważam nikły uśmiech. Nie taki...Nie taki chciałem zobaczyć...
-Ja...To chyba tyle, przepraszam -wstaję i odwracam się. Robię krok w przód. Kolejny i następny.
-Z-zaczekaj..! -krzyczy podbiegając i łapiąc moją rękę. Nie bardzo wiem, co powiedzieć, co zrobić. Nie wygląda tak jakby miał mi za złe to, co stało się wcześniej. Za to, że go opuściłem...-Ogiwara-kun...P-Pójdziesz z nami..? -pyta niepewnie. 
-Ech? Ale, dokąd? 
-Idziemy na spotkanie z Pokoleniem Cudów. Kuroko wczoraj źle się czuł, więc wypad urodzinowy robimy dzisiaj. 
-Ach...Pokolenie Cudów..? Chyba nie powinienem. 
-Ogiwara-kun...wiem, że nie wiążesz z nimi ciekawych wspomnień...A-Ale..
-No, nie wiążę...Ale skoro chcesz, to mogę iść -uśmiecham się szeroko, na co reagujesz natychmiastową zmianą nastroju. Rękoma opatulasz bukiet kwiatów, po czym zadowolony wskazujesz drogę, którą będziemy podążać. Idziemy kilka, może kilkanaście minut, aby zatrzymać się przed barem szybkiej obsługi.
-Maji Burger? -zdziwiony wbijam wzrok w budynek.
-Ta, a co? -Kagami wzrusza ramionami, wchodząc do środka. Kuroko idzie za nim. Przy jednym z większych stolików siedzi piątka chłopaków z kolorowymi czuprynami. Doskonale ich pamiętam. Nie wyglądają jak wtedy. Nie patrzą z wyższością, czy pogardą. Jedyne co widzę w ich oczach, to zaskoczenie. 
-Tetsuya, kto to?
-Ogiwara-kun -odpowiada niebieskowłosy, spoglądając na mnie.
-Nie, nie. Nie o tego pytam. Chodziło mi o niego -Akashi kręci głową z politowaniem, wskazując palcem na Taigę. Rozdwojone brwi marszczą się, a żyłka na skroni zaczyna pulsować. 
-Doskonale wiesz kim jestem! Kurduplu! 
-Coś powiedział? 
-Te, Bakagami! Do grobu Ci się spieszy? -Daiki -który dopadł się do Kuroko i oparł rękoma o jego ramię -szczerzy zęby w szyderczy uśmiech. 
-Kurokochiiiiii!!!!!! Wszystkiego najlepszego jeszcze raz!!! -blondyn rzuca się w stronę Tetsuyi, jednak wpada na ścianę, ponieważ ciemnoskóry diabeł odsuwa się gwałtownie wraz ze swoją podpórką. 
-A-Aominechi! Jesteś okropny! 
-I sam na to wpadłeś? 
-Ty mnie nie kochaaaasz..! -Kise siada na ziemi i z załzawionymi oczyma kuli się.
-Tsk, okres masz czy jak?! 
-Jesteście upierdliwie głośni, nanodayo! 
-Midochiiin~! Ty też jesteś głośnooo...
Wszyscy kłócą się, płaczą, śmieją z innych. Ale nie uważam to za coś złego. Wyglądają jak prawdziwi przyjaciele, co oczywiście na pewno zgadza się z prawdą. Wzdycham cicho, przenosząc wzrok na Kuroko, który uwolnił się z uścisku Aomine. Stoi przy zielonowłosym okularniku, rozmawiają ze sobą.
-Od kogo dostałeś te kwiaty, Kuroko? 
-Ach, te? Od Ogiwary-kun..-uśmiecha się lekko.
-Rozumiem. Lilia Nilu, czyż nie?  Jeśli chcesz, mogę powiedzieć Ci, co wyraża w mowie kwiatów.
-To...wyraża coś..?
-Owszem. Lilia Nilu, w mowie kwiatów oznacza: "Kocham Cię". 
-Och...-kiedy do niebieskowłosego dociera przekaz Shintarou, robi się cały czerwony i nie ma odwagi spojrzeć mi w oczy. Zresztą ja podobnie. Nie sądziłem, że to się wyda! 
Jestem zakłopotany, mam ochotę zapaść się pod ziemię, ale...jednocześnie nie żałuję, że dowiedział się. Mówi się trudno i żyje się dalej. 
Po dłuższej chwili Tetsuya wyciaga telefon i coś w nim pisze. Chciałbym wiedzieć co takiego. Czyżby pamiętnik? Kuroko, przepraszam. 
W pewnym momencie telefon w kieszeni zaczyna wibrować. Wyciągam urządzenie, dostałem wiadomość. Wchodzę w skrzynkę odbiorczą, nadawcą jest...Kuroko. 
"Ja Ciebie też" -Tetsuya, co to ma znaczyć..? 
Błyskawicznie unoszę głowę, wbijając wzrok w Twoją osobę. W dalszym ciągu jesteś cały czerwony, ale coś się zmieniło. Na Twojej twarzy gości szeroki, szczery uśmiech. Po rumianym policzku spływa pojedyncza łza. Właśnie takiego Ciebie chciałem zobaczyć. Dziękuję. 
-Wszystkiego najlepszego, Kuroko...-mówię cicho, po czym podbiegam do reszty.




wtorek, 5 stycznia 2016

Trochę nie zgodne z tematem bloga, ale...


Ano..za zgodą Mine-san wstawiłam ten screen..^^" XD Przepraszam, Mine-san..;-;
Musiałam..XD T-Ten moment..Po prostu pierwszy raz w życiu, śmiałam się do łez...;-;
Kurocajs i jego żona Aiko, która milczy jak grób...XD
Ona ma coś po tym swoim mężu, heh..^^" <3 <3 <3 <3 <3 <3
A więc, Mine-san n-naprawdę proszę więcej takich t-tekstów..! ^^
A...w-wszystkich którzy to przeczytali...z-zapraszam na herbatkę...^^ Dom mały, a-ale chyba będzie oki..;-; ^^"
Ach n-no i w imieniu Mine-san, zapraszam na j-jej bloga..! ^^
Blog Mine-san czeka! ^^ T-To..to tyle..^^" Przepraszam, m-musiałam dodać ten screen..;-;

poniedziałek, 4 stycznia 2016

KasaNiji (Na zamówienie!) dla Sugi Senpai ^^


Brwi drogą do szczęścia~!
Ano..Jedno z zamówień w-wykonane..*lekki uśmiech*
Mam nadzieję, że w jakimś stopniu Suga Senpai będzie...z-zadowolona..
Troszkę trudno było..coś wymyślić do tego bardzo n-nietypowego paringu...Ale jakoś się udało..
Tak myślę...^^" W gruncie rzeczy...nawet nie zauważyłam kiedy to skończyłam..^^"
Zapraszam do czytania i-i...I ocenienia..Szczerze, dobrze..? Wytykanie błędów też mile widziane..;-;

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~`

Nazywam się Kasamatsu Yukio. Jestem członkiem klubu koszykówki liceum Kaijou na ostatnim roku. Zajmuję pozycję rozgrywającego, równocześnie będąc kapitanem drużyny. Wiosną tego roku do naszej szkoły dołączył jeden z niesamowitej piątki Pokolenia Cudów. Kise Ryouta, silny skrzydłowy, który wspomaga naszą drużynę w najlepszy, a zarazem najgorszy możliwy sposób. Upierdliwy z niego gość, a jego rzęsy są niebywale długie, jak u kobiety! Blond kudły opadają na dziewczęcą twarz, a promienny uśmiech utrzymujący się na niej...Ach, no po prostu samym istnieniem, potrafi mnie porządnie zirytować. Pomimo to, jest bardzo obiecującym zawodnikiem. I jakimś cudem, stał się moim najlepszym przyjacielem. Zrządzenie losu? Ech...Ale niekoniecznie mi to przeszkadza...
-Kasamatsu-senpai! -odwróciłem się i spojrzałem na entuzjastyczną blond ciotę.
-Kise, spóźniłeś się! -zanim zdążył jakoś zareagować, uderzyłem piłką w jego głupią łepetynę. Zasłużył sobie! Nic tylko panienki mu w głowie! Wiem, że jest modelem, ale bez przesady. Jego fanki muszą zrozumieć, że świat nie kręci się wokół nich. Czasami kiedy obserwuję ich reakcje na każdy gest ze strony Kise, robi mi się niedobrze. Współczuję mu roboty, choć...kasy z tego nie mało.
-Auć...K-Kasamatsu-senpia! To bolałooo~
-Miało boleć!
-Kapitanie, zawodnicy już się rozgrzali! -krzyknął Wakamatsu, w nad podziw spokojny sposób.
-Świetnie. Podzielić pierwszy i drugi skład na cztery drużyny. Raz! A Ty, Kise -spojrzałem na modela korcąc go wzrokiem -Dołączysz do nas, kiedy sam się rozgrzejesz.
-Tak jest, kapitanie! -zasalutował, po czym udał się w róg sali. Reszta natomiast zgodnie z moim poleceniem podzieliła się na drużyny. Jakimś cudem znalazłem się w grupie z Kise. Przypadek?
Graliśmy jak zwykle, bez zmian, niepotrzebnych zagrań ze strony "bardziej utalentowanych". Prawdę mówiąc, dzisiejszego dnia nikt nie miał siły na jakiekolwiek ćwiczenia. A tym bardziej na 40 minutowy mecz. Nawet jeżeli tylko treningowy. W pewnym momencie, gra została przerwana. Z jakiego powodu, spytacie. Otóż dlatego, że na salę wszedł wysoki chłopak o czarnych włosach z grzywką, zaczesaną na lewą stronę. Niższy od Kise, skąd to wiem? Bo nasz kochany cudak podbiegł do niego i jak gdyby nigdy nic przywitał się serdecznie. Nie dziwna sytuacja, z tą różnicą, że zdążyłem juz poznać wszystkich przyjaciół Ryouty. Myliłem się?
-Kasamatsu-senpai! Chodź, chodź! Kasamatsu-senpaaai! -krzyczał podekscytowany, skacząc wokół szarookiego. Tak, zdążyłem zauważyć, że ma on szare oczy. Całkiem ponętne, szare oczy. W ich tęczówkach odbijał się blask promieni słonecznych -przebijających się przez szczeliny w drzwiach.
Podszedłem bliżej śmiejącej się od ucha do ucha dwójki, a moja odrobinę skwaszona mina najwyraźniej doprowadziła ich do porządku. Poczułem ogromną satysfakcję z tego faktu. Nie zamierzałem tego jednak okazywać w nadmierny sposób. Skrzyżowałem więc ręce na piersi, bacznie obserwując naszego gościa.
-Kto to, Kise? -spytałem odrobinę surowym tonem. Nie zamierzałem tolerować czegoś takiego podczas treningu. Jeżeli zamierzali się spotkać, mogli zrobić to po jego zakończeniu.
-Ach, to Nijimurachi! Znaczy..Nijimura-senpai -poprawił się, z głupkowatym uśmiechem na twarzy, ewidentnie skierowanym w stronę ciemnowłosego.
-Dobry, kapitanie! -odparł podając mi dłoń. Skrzywiłem się lekko, po czym uścisnąłem ją.
-Mnie też było miło, ale Kise musi wracać na trening -oznajmiłem.
-Mogę do was dołączyć? -wtrącił się ten cały "Nijimurachi".
-Ha?
-O tak! Tak, tak, tak, tak! Kasamatsu-senpia zgódź się! Zgódź się, zgódź! Proszę!
-Hahaha, i to się nazywa entuzjazm Ryouta! -krzyknął rozbawiony postępowaniem blondyna.
-Przymknij się, Kise! Daj mi zebrać myśli!
-A nad czym tu myśleć? Tak, lub nie -spojrzał na mnie z zadziornym uśmieszkiem. Ludu, dopiero go poznałem, a już mam wrażenie, że jego uśmiech doprowadza do zapoczątkowania apokalipsy moich nerwów.
-Okej, niech gra -potarłem skroń opuszkami palców. Zagwizdałem dwa razy, a chwilę później wokół mej osoby zebrali się wszyscy zawodnicy -Dzielimy się na drużyny. A właściwie..-kątem oka zerknąłem na Nijimurę.
-Właściwie..? Kapitanie? -Moriyama wyrwał mnie z zamyślenia.
-Wybacz. Dobra, ja was podzielę -oznajmiłem -Pierwszy skład, kontra 3 osoby ze składu drugiego i...Kise wraz ze swym gościem, pomożecie im, prawda?
-Eeee? Będę w drużynie z Nijimurą-senpai'em? O! Fajnie, ale..myślałem, że będę mógł się z nim zmierzyć..-odparł z żale blondyn.
-Haha, Twój kapitan jest niemożliwy, Ryouta! Ty, w skarpetkach, serio chcesz żebyśmy byli w jednym składzie? -skinąłem głową i stwierdziłem, że dla mnie nie ma to większego znaczenia. Choć...przyznam, że zrobiłem to na złość. Ciekawe co zrobi kiedy przegra ze składem wyjściowym? Dalej będzie taki zarozumiały? Chciałem to zobaczyć...To był główny powód mojego postępowania. Ciemnowłosy rozłożył ręce, pokręcił głową, po czym oznajmił że nie odpowiada za ewentualne załamania nerwowe. Zrozumiałem, że chodzi mu o to, iż zamierza wygrać. I gdyby nie moja duma, może uwierzyłbym w tlący się dla nich cień szansy.
40 minut minęło szybko. Za szybko. Mecz zakończył się niewiarygodnym wynikiem. 180 do 76. Wygrała drużyna Kise. Jak? Sam nie wiem. Zanim zaczęliśmy grę...trudno było mi uwierzyć, że Nijimura posiada jakiekolwiek zdolności do gry w koszykówkę. Choć był dobrze zbudowany i miał do tego niesamowity potencjał. Ale kiedy zobaczyłem, co potrafi wyczyniać na boisku...Matko i córko, tylko za głowę się złapać! Coś wspaniałego, oszałamiającego! I nie mówię tu tylko o stylu gry. Ale ten fakt pomińmy, usuńmy, wymażmy..cokolwiek.
-Nijimura-senpai jak zwykle byłeś niesamowity! -usłyszałem nagle i odwróciłem się. Ryouta skakał uradowany wokół swego "bohatera". Wyglądał całkiem jak pies, który prosi o jedzenie. Z mojej perspektywy oczywiście. Westchnąłem głośno i na powrót spojrzałem w dawny obiekt zainteresowania. Była nim ściana. Ciekawe zajęcie, prawda?
-Uwaga! -nim zdążyłem zareagować, coś twardego uderzyło w moją głowę. Upadłem na ziemię i łapiąc się za obolałe miejsce odwróciłem się w tył.
-Jeb w łeb! Tak się czuje Ryouta, kiedy Ty go bijesz.
-Haaaa?! -w moich oczach pojawiła się chęć mordu. Okej, zrozumiałem aluzję, ale no!
Pomiędzy nami doszło do kłótni. Sam nie do końca wiedziałem, dlaczego tak bardzo się zdenerwowałem. W sumie jak tak na to spojrzeć...Kise musiał przechodzić przez to codziennie. Mimo że jesteśmy przyjaciółmi, nigdy nie powiedział mi że mu to przeszkadza. Ale to nie w tym leżał problem, tylko w moim zachowaniu.
-Hm..-w pewnym momencie Nijimura wlepił we mnie te swoje szare ślepia.
-Co się tak lampisz? -syknąłem przez zęby.
-Twoje brwi...
-He?
-Są takie...seksi -to co powiedział, wprawiło mnie w osłupienie. A szanowny Kise Ryouta parsknął nieopanowanym śmiechem.
-Co Ty gadasz?! Może nie są idealne, ale żeby od razu się ich czepiać?!
-Nie, nie. Ja mówię serio -spojrzał na mnie. Chwilę później zbliżył dłoń do mojej twarzy i jednym z palców, przejechał po prawej brwi. Nie do końca wiem czemu, ale na policzki wskoczył mi rumieniec. Wiem, to głupie, ale co ja poradzę? Gwałtownie odsunąłem się od niego i spojrzałem jak na debila.
-Czemu się czerwienisz? Powiedziałem tylko prawdę -wzruszył ramionami.
Pan od brwi spędził z nami jeszcze duuuużo czasu...Aż do końca treningu. No, prawie do końca. Pół godziny przed, pożegnał się z Kise i opuścił salę. W szatni, kiedy zostałem sam z blondynem, wszystko jakby wróciło do normy gdyby nie...
-Nijimura-senpai był wspaniały prawda?
-Ta...Kim on właściwie jest?
-Ach, on był kapitanem naszej drużyny w Teikou! -oznajmił uśmiechając się szeroko. A więc to tak? Kapitan? Zanim Akashi się nim stał? No no...Tęczowy kapitan, nic dziwnego że jest...taki.
-Aha...A co tu robił?
-Powiedział, że postanowił odwiedzić wszystkich z Pokolenia Cudów. Więc odwiedza.
-Aha -odpowiedziałem, a moja twarz była bez wyrazu. Po wzięciu szybkiego prysznica przebrałem się i zgarnąłem torbę. Wraz z Ryoutą wyszliśmy przed bramę liceum. Skręciłem w lewo, a nie tak jak oczekiwał mój towarzysz -w prawo.
-Kasamatsu-senpai? Twój dom jest w tamtą stronę -wskazał palcem uliczkę naprzeciwko.
-Nie idę jeszcze do domu.
-A dokąd? Dookąd?
-Do kosmetyczki...-odpowiedziałem załamany i ruszyłem w swoją drogę. Szedłem wolno, spokojnie. Wsłuchiwałem się w odgłosy dochodzące zewsząd. Jadący samochód, krzyki dzieci, powiew wiatru, alarm w aucie...Tyle tego było. W pewnym momencie usłyszałem za sobą znajomy głos. Na początku pomyślałem, że to Kise, ale..
-Kasamatsu! Ej no! Ty od brwi! -stanąłem jak wryty i powoli obróciłem się. Mina automatycznie mi zrzedła, kiedy oczom ukazał się Nijimura. Nie czekając na to, aż zbliży się jeszcze bardziej przyspieszyłem kroku. Szedł za mną. Cały czas, krzyczał, zaczął biec. W końcu znalazł sie tuż przed moją osobą. Jak? Kiedy? Nie wiem.
-Zejdź mi z drogi.
-Nie chcę. Dokąd idziesz?
-A co Tobie do tego?
-No jejku, co Ci szkodzi powiedzieć?
-Idę do kosmetyczki, ot co -fuknąłem, próbując go wyminąć. Nie udało się.
-Ale po co? Jeżeli w sprawie brwi to jesteś kretynem.
-Że co?!
-No. Twoje brwi są seksowne, mówiłem to już nie? -uśmiechnął się i zrobił krok w przód, zmniejszając dystans między nami.
-No i co w związku z tym..? -spytałem, lecz nie tak pewnie jak oczekiwałem.
-Bo wiesz...-zbliżył się jeszcze bardziej -Nie tylko Twoje brwi mi się podobają...-szepnął mi do ucha.
-Co Ty..-nie zdążyłem dokończyć. Nasze usta, nie wiadomo kiedy złączyły się razem. Uchyliłem wargi, chcąc jakoś zaprotestować, ale tęczowy kapitan skorzystał z okazji wpychając mi swój język do buzi. Tym samym pogłębił zaaranżowany pocałunek. Policzki przybrały rumiany kolor, do oczu napłynęły łzy. To było takie...miłe, a zarazem okrutne. Okrutne z jego strony.
Jakimś cudem udało mi się go odepchnąć.
-Słodko wyglądasz kiedy się rumienisz..-powiedział oblizując wargi -Twoje usta też są słodkie. Wygląda na to, że teraz nie tylko brwi będą mnie przy Tobie trzymać.

czwartek, 31 grudnia 2015

Akemashite Omedetō Gozaimasu! ^^

Wielkie bum!
Um...dodaję to teraz, bo później...wy-wyganiają mnie  z domu i-i..;-;
A więc! Bywa, że każdy człowiek, ma jakieś postanowienia na nowy rok.
Niekiedy są one nie do spełnienia, w jego mniemaniu.
Jednak możecie osiągnąć to, co sobie postanowiliście!
Wystarczy odrobinę wiary i determinacji ^^
Jeżeli już macie jakieś plany, nie zawahajcie się wcielać tego w życie!
Na pewno życzono wam już wielu rzeczy. Od szczęścia, aż po dobrego chłopaka/dziewczynę czy masę pieniędzy. A Aiko...
Aiko chciałaby życzyć wam, aby wszystko co sobie postanowiliście się spełniło.
Aby ten rok był jednym z najlepszych..! Zero smutku, tylko i wyłącznie szczęścia związanego zarówno ze stanem uczuciowym, jak i w szkole czy życiu codziennym! ^^
Więcej wspaniałych serii anime, mang oraz słodyczy..*śmiech* Słodycze najważniejsze! ^^
Hm...Jest tu ktoś jeszcze...Oni również chcieliby złożyć wam życzenia..^^
Kuroko: Witam *ukłon* Na początek, tradycyjnie, szczęśliwego nowego roku. Nie jestem zbyt dobry w składaniu życzeń...Ale chciałbym dodać coś od siebie...Dlatego, oprócz szczęścia, życzę wam więcej weny, przyda się prawda? *lekki uśmiech*
Aiko: K-Kuroko-kun..t-tak ślicznie wygląda jak się uśmiecha..*siedzi obok i paczy*
Kuroko: Aiko-chan..*rumieni się* To może oprócz tego...Więcej shake'ów waniliowych..?
Akashi: Shake waniliowy dla Tetsuyi jest jak telewizyjne porno dla Daikiego. *kręci głową*
W takim razie czas na mnie. Więcej par nożyczek w swym asortymencie drodzy bracia/siostry sadyści/sadystki! W nożyczkach siła! *patrzy na Rei, tak na tą Rei*
Aomine: Ta...Zdrowia, szczęścia, pomyślności...co tam jeszcze było..*zerka na kartkę* Słodyczy też.
Kise: Teraz ja, teraz ja!!! No więc, więcej uśmiechu! Radości z wykonywanych czynności! Więcej Kurokochiegooo!!! I mnie i Aominechiego! I Akashichiego, Midorimachiego, Murasakibarchiego--
Aomine: Skończ już! *pac w głowę Kisi*
Kise: A-Aominechi to bolałooo!! ;-;
Murasakibara: No to..tego..eee, więcej słodyczy!
Midorima: Mógłbyś się bardziej wysilić, Murasakibara. Ech...Teraz ja? Analizując poprzednie życzenia, sądzę iż wszystko czego chciałem wam życzyć zostało wymienione..*myśli* Ale...W gruncie rzeczy..c-chyba..*zmieszany* C-Chciałbym powiedzieć, że życzę wam sukcesów związanych z waszymi talentami, oraz sukcesów w kwestii uczuciowej...
Aiko: To..t-to wszystko..? *patrzy niepewnie*
Kuroko: Wygląda na to, że..że tak, Aiko-chan..*kiw kiw*
Aiko: W takim razie, zapraszamy do przeczytania krótkiego tekstu sylwestrowego..! ^^

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Od samego rana miasto tętniło życiem. Ludzie biegali w tą i z powrotem, uśmiechali się, życzyli sobie wszystkiego co najlepsze. Wszyscy, oprócz Kuroko, który siedział w swoim cieplutkim domu, pod kocykiem z książką w ręku. Nie planował na Sylwestra niczego szczególnego, poza czytaniem i popijaniem herbaty, bo na shake było za zimno. Nie lubił hałasu, a co za tym szło -imprez również. Jedyne na jakie chodził, to te organizowane przez Kiseki no Sedai, jednak...Tym razem, o żadnym takim przyjęciu nie było mowy. Przeziębił się i to nie na żarty. Rodzice nie wypuszczali go z domu, od dobrego tygodnia...Kiedy Tetsuya poinformował organizatorów o tym, iż nie zjawi się na imprezie wszyscy byli okropnie zawiedzeni. W końcu planowali to już od dłuższego czasu...Ale nie naciskali, nie próbowali czegokolwiek wymyślić. Kuroko zawsze był słabego zdrowia, więc nikt nie chciał, aby mu się pogorszyło.
-Ach...-spojrzał na Nigou, który właśnie wskoczył na łóżko. Pogłaskał pupila, uśmiechając się delikatnie pod nosem. Odłożył książkę na szafkę nocną.
-Tetsuya! -usłyszał nagle i odruchowo odwrócił się w stronę drzwi. Stała tam jego mama, krzyżując ręce na piersiach.
-Mama..? Coś się stało..?
-Wołam Cię od dobrych paru minut. Ech, zawsze jesteś tak bardzo rozkojarzony...
-Przepraszam...Prawda, zamyśliłem się...
-Nic się nie stało. Jak się czujesz?
-Um...D-Dobrze...-na tę odpowiedź kobieta pokręciła głową z politowaniem. Podeszła do syna i przyłożyła dłoń do jego czoła.
-Czujesz się dobrze, a gorączka ma być tego dowodem, tak? -spojrzała w zaszklone oczy chłopaka i uśmiechnęła się czule -Leż i odpoczywaj, Tetsuya -ucałowała rozpalone czoło i wyszła z pokoju.
Kuroko westchnął głośno. Naprawdę czuł się dobrze. No..bynajmniej lepiej, niż poprzedniego dnia. A gorączka...To tylko gorączka. Tak przynajmniej myślał.
Przez jakiś czas siedział wpatrując się w błękitną pościel, kiedy nagle...
-Wiadomość..? -wziął telefon do ręki i sprawdził skrzynkę odbiorczą.

Od: Kise-kun
Do: Kurokochi~! ;w;
"Ohayo, Kurokochi! :3 Jak tam zdrówko?
Jestem pod Twoim domem~! Jak myślisz, Twoja mama mnie wpuści? ;-;
Powiedz jej, że Twój przyjaciel przyszedł! ;-; Dobrze? Dobrzeee? ;-;"

Tetsu zamrugał kilkakrotnie, po czym odpisał na wiadomość blondyna. Stwierdził, że mama z pewnością pozwoli na odwiedziny, a Kise nie ma się czym martwić. Choć...Już raz go wyrzuciła. Ale kiedy to było...Tylko wtedy, pomyliła go z Aomine. Kuroko sam nie wiedział jak mogło do tego dojść. Dlatego już następnego wieczoru wpoił mamie do głowy jak wyglądają poszczególni członkowie Kiseki no Sedai. Aby już nigdy nie doszło do nieporozumień.
Już chwilę później do pokoju wszedł wysoki blondyn, z promiennym uśmiechem na twarzy.
-Kurokochiii!!! -rzucił się na Tetsuyę, tuląc go do siebie.
-K..K-Kise..kun...D-Dusisz..mnie..-wydukał pomiędzy próbami złapania oddechu.
-Ach, przepraszam! -gwałtownie odskoczył w bok, zakrywając twarz i kuląc się -Nie zdążyłem Cię udusić, p-prawda..?
-Nie..Ale był blisko...-pokręcił głową z lekki uśmiechem.
-Ufff...No, to co tam u Ciebie, Kurokochi? Jak się czujesz? -spytał, siadając przed łóżkiem na krzesełku.
-Ach...Dobrze, tak myślę..
-Tak myślisz? Ajaj, Kurokochi! Kłamczuszku!
-E..?
-Twoja mama powiedziała mi, że masz gorączkę -powiedział jakby z wyrzutem.
-To tylko gorączka..
-To AŻ gorączka! Martwiliśmy się o Ciebie, przez cały tydzień nie dałeś znaku życia!
-Przecież..mówiłem, że jestem chory...A-Ale..mimo to, przepraszam..-spojrzał w bok, ze smutną miną. Kise westchnął i uśmiechnął się delikatnie.
-Nie lubisz nikogo martwić, prawda? -Kuroko w odpowiedzi pokiwał lekko głową -Ach i..Kurokochi, planujesz coś na dzisiejszy wieczór? Będziecie mieć gości?
-Gości..? Nie, rodzice wychodzą...
-A..to nawet lepiej -zaśmiał się wesoło, a Kuroko nie bardzo wiedział jak zareagować. "To nawet lepiej"?
-Co..co chcesz przez to powiedzieć, Kise-kun..?
-A, zobaczysz wieczorem! Tak powiedział Akashichi! -uśmiechnął się szeroko. U Tetsuyi spędził jeszcze dwie godziny, po czym opuścił mieszkanie. Błękitnowłosy znów chwycił książkę. Bo co innego mógłby robić? Około godziny 20:00, rodzice zgodnie ze swymi planami wyszli na przyjęcie do swoich przyjaciół, pozostawiając Kuroko samemu sobie. Tak po prawdzie..nie wyszli by, gdyby nie upór Kuroko. Jego mama uznała, że nie powinni nigdzie iść, bo w każdej chwili Tetsuya może poczuć się gorzej. Chłopak natomiast zapewniał kobietę, że czuje się świetnie i nie trzeba się martwić. Nie chciał, aby rodzice zmarnowali ten wieczór, tylko i wyłącznie dlatego, że on załapał jakieś przeziębienie.
-Nigou..czy Tobie też jest tak zimno..? -spytał pieska, głaszcząc go po łebku. Powieki stawały się coraz cięższe, aż w końcu zamknęły się, a Tetsu zasnął. Śniło mu się, że wraz z reszta Kiseki no Sedai grał na boisku, jak za dawnych czasów. Na ich twarzach gościły uśmiechy, pogoda dopisywała, oby dwie drużyny nie miały zamiaru odpuszczać, aż w końcu zwieńczenie meczu ogłosił końcowy gwizdek -tym samym powodując wybudzenie się niebieskookiego. Gwałtownie poderwał się do góry, chwilę później łapiąc się za głowę.
-Z-Za szybko..się podniosłem..-powiedział do siebie. Kiedy zawroty głowy minęły, zerknął na wyświetlacz komórki. 23:59. Czyli obudził się przed rozpoczęciem Nowego Roku. Ciekawie.
W pewnym momencie w okno uderzył mały kamyk. Potem kolejny i jeszcze jeden. Kuroko niepewnie otworzył okno i wyjrzał przez nie. Jego włosy rozwiał lodowaty powiew wiatru. Temperatura była na minusie. Tuż przed domem, stała piątka znajomych mu osób. Akashi, Midorima, Kise, Aomine i Murasakibara. Wokół rozstawione było fajerwerki.
-C-Chłopaki..? Co wy tu robicie..? -spytał patrząc na każdego z osobna.
-10...9...8...7...6...5...4...3...2...1...-wraz z ostatnią cyfrą w górę wystrzeliły setki fajerwerków, wybuchając i tworząc różnorodne formy, oraz kształty. Tetsuya wpatrywał się w niebo, a napis który powstał z wybuchów doprowadził do przechylenia szali. Po bladych policzkach spłynęły łzy, policzki zaczęły przybierać rumiany kolor, a kąciki ust drgały. "Szczęśliwego Nowego Roku, Kuroko!" -nie powiedzieli tego, ale on to usłyszał i ujrzał.
-Chłopaki...-zakrył usta dłońmi.
-Szczęśliwego Nowego Roku, Tetsuya! Nigdy się nie zmieniaj! -krzyknął Akashi, uśmiechając się szeroko.
-Szczęśliwego, Tetsu!
-Dużo uśmiech, Kurokochi! I poprawy zdrowia!
-Dużo cukieeeeerków~! Kuro-chin!
-Szczęśliwego Nowego Roku, Kuroko!
Niebieskowłosy odwzajemnił uśmiech, po czym...postanowił że dołączy do reszty. Wszedł na parapet i..skoczył...
-EEEE?! -krzyknęli wszyscy naraz.
-Atsushi łap go! -rozkazał Akashi, gdyż Murasakibara, stał najbliżej okna. Gigant automatycznie rzucił się na ratunek. Drobne ciałko wylądowało w jego ramionach już chwilę później.
-Rany Tetsu, przestraszyłeś nas!
-Dziękuję wam..! Tak bardzo wam dziękuję..! -po policzkach dalej lały się łzy, a uśmiech utrzymywał się. Najmłodszy odwdzięczył się za życzenia. Wszyscy śmiali się, radowali. To była wspaniała noc! Nawet jeżeli jej resztę spędzili w domu Kuroko, przed laptopem i telewizorem śpiewając piosenki.


Krótkie i z-znów pisane na złamanie karku...A-Ajaj..Przepraszam, nie wyszło..:c
A-Ale...mam nadzieję, że życzenia to nadrabiają..j-jakoś...
Jeszcze raz: Szczęśliwego Nowego Roku. M-Minna! ^^

sobota, 26 grudnia 2015

Świąteczne ogłoszenia parafialne..! ^^"

Ohayo..^^ Ano...Aiko chciała tylko powiedzieć, ż-że...cóż..Dziś mija 9 miesięcy o-odkąd założyłam bloga..*lekki uśmiech* Może to nic takiego, ale...Cieszę się, że jakoś przetrwał..^^" Gdyby nie wy, już dawno usunęłaby go..Chyba niektórzy jeszcze pamiętają ten n-numer z mojej strony...;-;
A-Ale to nieważne..! Chciałabym p-podziękować wam za to, że jesteście ze mną..^^ Że czytacie te "cosie" co tu wstawiam i komentujecie je..^^
N-Naprawdę, bardzo dziękuję za waszą wytrwałość i wsparcie..! ^^ <3 Jestem wam za to, b-bardzo, bardzo wdzięczna..! <3 N-Nie wiem co jeszcze powiedzieć...Najchętniej popłakałabym się ze szczęścia...Pamiętam jak zaczynałam pisać..;-; To była k-katastrofa..*wzdryg* Teraz też jest, ale chyba..nie aż tak..^^" CHYBA...

Um sama nie wiem..co ja miałam powiedzieć...*zamyśla sie* Ach, racja! Ekhm, tak więc...
Z-Zbiorę od was zamówienia, z tej oto "okazji"...
Jeżeli..ktoś oczywiście będzie chciał cokolwiek zamówić..

Tak..etto..Paringi jakie sobie tam zażyczycie, a-anime..cóż, anime tez możecie wybrać..^^" W końcu..to wasze zamówienia..^^" T-Tylko..jeżeli nie oglądałam danego anime, może..może mi nie wyjść ff..D-Dlatego..proszę wybierać z głową..;-; ^^"
Um, oczywiście..paringi z Kuroko no Basket..m-mile widziane..<3 ^^" XD
A-Ale nie żebym coś narzucała..*śmiech*
Podsumowując..Po prostu, cieszę się i..dlatego z-zbieram zamówienia...
Zbieram zamówienia..;-; 
Kiedy ja to o-ostatnio...robiłam..?
Ktoś pamięta..? *myśli*
Chyba w lipcu...albo w czerwcu..?
N-Nie pamiętam..
--Aiko...nikogo to nie obchodzi..--
Wiem, wiem..p-przepraszam, za tą..g-gadkę, zupełnie bez sensu...
P-Po prostu..chyba za bardzo się cieszę..*lekki uśmiech*


A tak na marginesie, j-jak wam mijają święta? ^^ Macie jakieś plany na Sylwestra..? ^^


















środa, 23 grudnia 2015

Kiseki no Sedai wa anata ni merīkurisumasu o nozomimasu! ;w;


Wszyscy kochamy święta!
Witam wszystkich..! ^^ Jutro Wigilia, z tego też powodu, wstawiam ten tekst dziś, bo jutro nikt n-nie będzie miał czasu, aby to przeczytać..^^" P-Przechodząc jednak do rzeczy..
A-Aiko, chciałaby życzyć wam wszystkim w-wesołych i spokojnych świąt..! Dużo prezentów pod choinką, wielu słodyczy! D-Dużo weny, więcej obserwujących osób n-na blogach i więcej wyświetleń..! J-Jeszcze wielu wspaniałych czytelników, a także anime i mang! S-Spełnienia swoich najskrytszych marzeń! Wielu w-wspaniałych przyjaciół (choć zapewne ich macie..^^), d-dobrych ocen w szkole..^^ Ogólnie, w-wszystkiego co najlepsze..! P-Prawda, Kuroko-kun..?
Kuroko: Owszem, Aiko-chan. Życzymy wam wszystkim, wesołych świąt! Wielu przyjaciół, czytelników, obserwujących. Ale przede wszystkim, dużo wiary w siebie. I pamiętajcie proszę, nie ma rzeczy niemożliwych, szczególnie dla tak wspaniałych osób, jak wy.
Aiko: Otóż to! P-Podpisuję się pod wypowiedzią Kuroko!
Kuroko: Aiko-chan..
Aiko: Tak?
Kuroko: Chyba czas zaprosić do czytania...
Aiko: A! T-tak..! Przepraszam...Z-Zapraszamy do czytania! ^^

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dzień był wyjątkowo ciepły, choć grudniowy. Wyjątkowości nadawała mu atmosfera panująca w domach i na ulicach wielkiego Tokio. Ośnieżone drogi dawały się we znaki podirytowanym kierowcą, spieszącym się do galerii handlowych i supermarketów w celu zrobienia ostatnich przedświątecznych zakupów. Jedną z takich osób, był Akashi Seijurou. 21-letni pracownik jednej z firm swojego ojca -z czego nawiasem mówiąc, nie był dumny. W czarnym, sportowym aucie, oprócz zdenerwowanego sadysty przebywał również ciemnoskóry as byłej drużyny koszykówki -Pokolenia Cudów. Jedyną rzeczą łączącą tę dwójkę, była nienawiść, którą darzyli siebie nawzajem. I gdyby nie fakt, że oboje mieli dotrzeć na Wigilię żywi, już dawno by się pozabijali. Podczas kiedy Akashiemu puszczały nerwy -czemu towarzyszyła pulsująca na skroni żyłka - Daiki wyglądał przez okno pojazdu. Przyłożył dłoń do szkła, aby przetrzeć je i w końcu uzyskać dostęp do części świata. Westchnął głośno, a szyba ponownie zaparowała. Przeklął uderzając w nią i ponownie przecierając kilkakrotnie.
-Daiki odpierdol się od tej szyby! Jeżeli ją porysujesz, upierdolę Ci łapy! -warknął porządnie już zdenerwowany Seijurou.
-Nie bluźnij, kurduplu! Nic Ci nie porysowałem! -odkrzyknął uderzając w fotel kierowcy. Ten zaś jakby to przewidując odwrócił się i z całej siły uderzył "przyjaciela" w szczękę. Ciemnowłosy odchylając głowę do tyłu, złapał się za obolałe miejsce. Wydukał parę przekleństw pod nosem, po czym jęknął głośno spoglądając w dół.
-Oho, no to mamy problem...
-To TY masz problem, masochisto. I pomyśleć, że odczuwanie bólu może Cię podniecić -zaśmiał się i wyszczerzył zęby w zadziorny uśmieszek. Jak on kochał śmiać się z nieszczęść Daikiego. To był jeden z atutów jego życia. Korek w którym stali przez długi czas, zniknął gdzieś, tym samym przywracając na twarzy czerwonowłosego szczery uśmiech. Nacisnął gaz, przez co pojazd gwałtownie przyspieszył. Ciało ciemnoskórego mężczyzny wgniotło się w fotel, a z jego ust wydobywać zaczęły się różnego rodzaju obraźliwe słowa, skierowane do osoby przed nim.
-Daiki, nie przeciągaj struny. Odebrałem Cię z pracy na prośbę Tetsuyi, tylko dzięki temu nie szwendasz się jeszcze po ulicach -oznajmił, tym samym ogłaszając zakończenie rozmowy.
Jechali już od około pół godziny. Towarzysząca im błoga cisza, była niezwykłym ukojeniem dla uszu. Przejeżdżali akurat przez las, kiedy nagle..
-Szlag by to! -krzyknął Akashi wychodząc z pojazdu.
-Co jest? -spytał Aomine, również opuszczając auto.
-Silnik nawalił! Jak nic! Co za grat! - kopnął koło z impetem, chwilę później sycząc z bólu przez zęby. Zacisnął dłoń w pięść. Żeby w takim momencie!
-Że jak?! -Daiki dopadł się do maski samochodu. Poprzeglądał wszystko pospiesznie, po czym zrezygnowany potwierdził przypuszczenia Seijurou. Czerwonowłosy krzyknął najgłośniej jak tylko potrafił, aby odrobinę rozładować emocje. Wziął parę głębokich wdechów. Wyjął telefon z kieszeni spodni. Postanowił zadzwonić do Kuroko, aby powiadomić go o zaistniałej sytuacji. Wtem...spostrzegł, iż pozbawiono go zasięgu. Załamał ręce spoglądając błagalnie na ciemnoskórego policjanta. Ten westchnął i spojrzał na ekran swojej komórki. Tak jak podejrzewał, również brak zasięgu...Pokręcił głową, przenosząc wzrok na Akashiego. Ten zaś usiadł na masce pojazdu.

~~~~

Mrok powoli ogarniał cały świat, a okolicę oświetlać mógł jedynie srebrny księżyc, wraz ze swymi siostrzyczkami -gwiazdami. Małe, niewinne...dopiero poznające to okrutne otoczenie. Ich piękne relacje podziwiał Kuroko Tetsuya, wraz z młodym modelem. Niezwykle cwaną blond ciotą -Kise Ryoutą. Obserwację, można było nazwać chwilą przerwy, wytchnienia. Przygotowywali bowiem wszystkie prace "wykończeniowe" związane z Wigilią. Pomagali im w tym Midorima Shintarou - student medycyny, oraz praktykant w Tokijskim szpitalu, w samym centrum miasta -a także jego partner, Takao Kazunari -wesołkowaty pracownik przedszkola. Tak różni od siebie..Niczym ogień i woda, niczym dzień i noc, światło i mrok...Ale czy o tym ta historia była? Nie do końca. Wróćmy więc do wątku historii...
Podczas przygotowywań, często nie potrafili znaleźć wspólnego języka. Każdy miał swoje zdanie, którego kurczowo trzymał się, jakby myśląc, że to jedyne wyjście z sytuacji.
-Kurokochi, kiedy oni w końcu przyjadą? Sami sobie tu nie poradzimy! -podniesiony głos blondyna rozniósł się po pokoju, obijając się o jego ściany.
-Nie wiem. Nie jestem wróżbitą...Choć z tą pomocą..Masz rację, Kise-kun..-pokiwał głową, siadając  na parapecie, podkulając nogi. Czuł się jakoś nieswojo. Może to przez pogodę? Albo przez atmosferę, panującą w domu przez kłótnie? A może..coś się stało..?
-No właśnie! A Aominechi nie odbiera telefonu i...E..Kurokochi..? Coś nie tak?
-E? N-Nie, nie...Po prostu, zamyśliłem się trochę..-pokręcił głową, z delikatnym uśmiechem na twarzy. Zeskoczył z dotychczasowego siedziska, po czym szybkim krokiem, ze spuszczoną głową udał się do kuchni. A tam? Jedna, wielka katastrofa. Na podłodze rozlane było mleko, po ścianie spływały resztki dżemu malinowego... Chyba, że to nie był dżem...Szafki zostały pozbawione drzwiczek, a zmywarka...zmywarki już nie było..Za to w jej miejscu, usadowił się fioletowowłosy gigant, z kilkoma pocky w ustach. Przy okazji...Jego wcale nie powinno być jeszcze w domu...A JUŻ TYM BARDZIEJ NA MIEJSCU ZMYWARKI.
-Murasakibara zaprzestań swoich poczynań! -krzyknął okularnik, podpierając się o blat stołu.
-C-Co..Co tu się stało..! -niebieskooki nie mógł uwierzyć w to co zobaczył.
-Murasakibara zdemolował Ci kuchnie..Tetsu-chan..-oznajmił Takao, leżąc na ziemi i gapiąc się w sufit, z którego chwilę później -centralnie na jego twarz- skapnęła polewa czekoladowa.
-Ale skąd Ty się tu wziąłeś?! Murasakibarachi?!
-Z zewnątrz~ -skwitował, ziewając przeciągle. Blondyn zaś załamał ręce, podszedł do najbliższej ściany i uderzył w nią głową.
-Kise-kun...
-Cicho, Kurockochi...Właśnie się załamuję..-oświadczył.
-Ale..Twoje włosy..
-Co one  mają do mojego stanu emocjonalnego..?
-Masz w nich klej...Tak mi się wydaje..-wskazał palcem na grzywkę Ryouty, który odsunął się od ściany. Kise natychmiastowo spojrzał w okno, gdzie odbijała się jego sylwetka. Jego blond kosmyki faktycznie były...
-A..aaa..a..
-Pft..-Kazunari zakrył usta dłońmi, aby nie parsknąć śmiechem.
-T-To..To wcale nie jest śmieszne! -warknął model -Co ja mam teraz zrobić!
-Cóż..Możemy je obciąć -powiedział Midorima ze stoickim spokojem.
-C-C-C-C-C-CO?! -złociste tęczówki zaszły łzami. Jego piękne blond kudły nie mogły zakończyć swej kariery w takich okolicznościach!
-To, co słyszałeś -wzruszył ramionami. Po chwili zaczął grzebać w torbie, z zamiarem odnalezienia swego szczęśliwego przedmiotu na dzisiejszy dzień. Dziwnym zbiegiem okoliczności, były to nożyczki. Kise, spanikowany pędem rzucił się w stronę drzwi. Mógł teraz przebywać gdziekolwiek indziej, ale nie w tym domu! Nie tu, gdzie przyszłe katy jego pięknych kosmyków!
-Kise-kun! Wracaj natychmiast! -warknął Kuroko, kierując wzrok na przyjaciela. Ten momentalnie stanął w miejscu. Wiedział, że Tetsuya jest spokojną i miłą osobą, ale jeżeli bardzo się go zdenerwuje to bez kija nie podchodź!

~~~~

Zrobiło się całkowicie ciemno, a temperatura znacznie obniżyła się. Z nieba spadł lodowaty śnieg, zerwał się wiatr. Samochód w dalszym ciągu nie chciał ruszyć, silnik odmawiał posłuszeństwa, doprowadzając Seijuro do szału. Miał ochotę wszystkich i wszystko dookoła rozwalić. Nawet jeżeli to tylko drzewa i...no i Daiki. Tego to by zabił z chęcią. Ale nigdy nie miał takiej możliwości, a teraz? Obydwoje skazani są na śmierć. Tak można powiedzieć...Jak go zabije, a potem sam zginie to nie będzie kogo prawnie ukarać. Przekrzywił głowę, wpatrując się w czarne auto.
-Oi, Akashi! Jak z tym autem?
-Nijak.
-He?
-Żadne "he"! Ruszyłbyś ten swój ciemny tyłek i pomógł!
-A jak Twoim zdaniem miałabym?! Silnik nawalił, robi się coraz zimniej! Nie jestem czarodziejem!
-A szkoda.
-Ech...-wyjął telefon z kieszeni. Z tlącą się w sercu nadzieją, zerknął na ekran -Ha! jest zasięg! Jednak jestem czarodziejem! Zajebistym czarodziejem! Bij pokłonu kurduplu! No to...E?! A, szlag by to!
-Coś się stało, o zajebisty czarodzieju?
-Bateria..rozładował się...
-Och, doprawdy? To żaden problem, nieprawdaż? W końcu jesteś czarodziejem, zajebistym czarodziejem, który rozkazał mnie, bić pokłony.
-Daruj sobie ten sarkazm!
-To Ty wiesz co to takiego? Winszuję, Daiki.
-A, zamknij się! A co z Twoim telefonem? -zerknął na urządzenie, spoczywające w dłoni czerwonowłosego. W drugiej też coś było. N-Nożyczki..? Ostre nożyczki...
-Nie ma zasięgu. Zginiemy, Daiki. Zamarzniemy. Oszczędzę Ci tak bolesnej śmierci -oznajmił, podchodząc bliżej ciemnoskórego.
-T-Ty..Ty żartujesz, prawda..?
-Nie do końca. Nie chcę, aby mój najdroższy przyjaciel, umierał w męczarniach. Dlatego Cię zabiję.
-TY JESTEŚ CHORY!!!
-I sam na to wpadłeś?
Kiedy Akashi wycelował ostrze nożyczek w stronę Daikiego, po okolicy rozniosła się "melodyjka" niczym z horroru. Dzwonił telefon..Zaraz..TELEFON?!
Seijuro nie zastanawiając się długo, odebrał. Po drugiej stronie usłyszał głos zrozpaczonego blondyna.
-Ryouta?
-A-Akashichi..? G-Gdzie Aominechi..? Aominechi! Aominechi!
-Nie drzyj się. Daiki, masz. Do Ciebie -podał komórkę swej niedoszłej ofierze.
-Tia?
-Aominechi! Gdzie Ty jesteś?! No gdzie?! I czemu nie odbierałeś?!
-Bo mi bateria padła! Ot co! A no i jestem w jakimś lesie, silnik nawalił i jesteśmy w ciemnej dupie. No przynajmniej ja. Zaraz zostanę wykastrowany...Kise, Tobie przypisuję cały mój dobytek.
-E..? Ale Ty masz tylko świerszczyki..
-Otóż to. Zaopiekuj się nimi.
-Aominechi! Przestań! W jakim lesie jeste- -nie dokończył, ponieważ ktoś zabrał mu słuchawkę.
-Halo? Aomine-kun?
-Tetsu? Gdzie Kise? Żyje?
-Tak, żyje. Ale nie na długo.
-Że co?!
-Żartuję. W jakim lesie dokładnie przebywacie? -spytał.
Aomine zamyślił się na chwilę, po czym rozejrzał dookoła. Zauważył kilka połamanych drzew, a wokół jednego z nich, zauważył przewiązany sznur. Niemożliwe..
-Chyba..w tym, przy domu...
-Ach tak...-w głosie Tetsuyi, można było wyczuć nutkę irytacji -A więc czekamy na was..

~~~~

Po zakończeniu rozmowy, Kuroko odłożył słuchawkę, po czym odwrócił się w stronę zniecierpliwionych przyjaciół. Kiwnął głową, a reszta odetchnęła z ulgą. Taiga Kagami, wraz z Himuro Tatsuyą, wnieśli do salonu wielką choinkę. Tygrys wyszczerzył zęby w wielki, promienny uśmiech i oznajmił, że można zabrać się za dekorowanie drzewka. Kise i Takao natychmiastowo otworzyli pudełka z ozdobami, po czym trajkocząc radośnie, zabrali się za robotę.
-Przyszły święta! I uśmiechu magii czas~ -kolędował pod nosem Kazunari, uśmiechając się radośnie do zielonowłosego chłopaka. Ten zaś nerwowo poprawiał okulary. Przełamał się jednak i postanowił pomóc swojemu najdroższemu partnerowi.
W jego ślady poszła reszta obecnych w mieszkaniu. Kolędowali, ozdabiali, piekli, wyczekiwali...
-Ach, idą! -krzyknął Tatsuya, wyglądając przez okno.
-Nareszcie...-niebieskowlosy wypuścił powietrze z płuc. Tak bardzo się martwił...
Po kilku minutach, drzwi do salonu otworzyły się, a w progu stanęła dwójka "zaginionych". Akashi błądził wzrokiem po pomieszczeniu, aż w końcu napotkał nim tego, kogo właśnie szukał.
-Tetsuya -szybkim krokiem ruszył w jego stronę. Stanął naprzeciw chłopaka i podał pudełko ze sztućcami.
-Ach, kupiłeś je. Dziękuję.
-Ta..Trudno było, ale jakoś się udało. Wiesz, mam jedną prośbę.
-Hm..? Jaką?
-Nigdy więcej nie proś mnie o to, żeby odbierał tego niedoszłego policjanta z pracy.
-No..Okej.
-Coś Ci nie wierzę.
-To dobrze.
-Ech...
-Wesołe niech będą święta! Wesołe niech będą święta, oraz ten nowy rok! Nowinę tę weź i daj wszystkim ją! Niech rozgrzeje nas gwiazdka i rozświetli nasz dom! -ciemnowłosy gracz Shutoku wraz z Kise stali tuż przed choinką, śpiewając kolędy.
-Ano..D-Dołączymy..? Akashi-kun..?
-Ech..Skoro chcesz -uśmiechnął się czule, chwilę później całując chłopaka w czoło. Ten zarumienił się i odwzajemnił uśmiech.
To były najprawdopodobniej najniedorzeczniejsze święta w ich życiu. Najniedorzeczniejsze i najlepsze jednocześnie.
Szablon wykonała Nessa Daere.