Strony

niedziela, 26 lipca 2015

Eren x Levi

To wszystko bez sensu...?
A oto "Eren x Levi" dla Kill-chan!! ^^
Mam nadzieję, że Ci się spodoba ^^ Zapraszam do czytania, kochani ^^

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
"Uśmiechnij się, kapralu." Najczęstsze co słyszę z ust członków oddziału. Lecz czy to potrzebne? Czy warto przyozdabiać twarz w promienny uśmiech, kiedy każdego dnia, nasze życie wisi na włosku? Czynność ta, kompletnie nie pasuje do mojej osobowości.W ogóle nie pasuje do całego mnie. Nie zasługuję na szczęście. Nie zasługuję. Członkowie drużyny Leviego, jak to ich zwano, nie żyją. Zginęli podczas walki z kobietą-tytanem. Gdybym tylko wtedy wydał rozkaz. Gdybym zezwolił Erenowi na zmianę w tytana...Możliwe że wszystko potoczyłoby się inaczej...prawda? Wiem, że sam stwierdziłem iż nie możemy przewidzieć skutków naszego działania, ale gdybym choć przez chwilę pomyślał w inny sposób...Ech. Czyżbym właśnie zaczął wątpić w moje poczynania? Ja? Levi Ackerman? Potrzebuję odpoczynku...Już dawno go nie miałem...Zawsze z tego rezygnowałem, ale teraz...Hm, dziwne. Wydaje mi się, że tym razem jednak powinienem zwyczajnie odpocząć. Choć jeden dzień. Tylko tyle...Ech, kto by pomyślał, że z własnej woli tak po prostu zamknę się w swoim pokoju i będę miał wszystko w głębokim poważaniu. Tak właściwie to nie do końca. Dość myślenia...
Zmęczony dniem udałem się prosto do swego azylu. Nareszcie, odrobinę ciszy, spokoju...Ani żywej duszy, oprócz mnie. Podszedłem do okna. Spojrzałem przez nie. W dalszym ciągu świeciło słońce. Westchnąłem cicho i usadowiłem się na łóżku. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Chciałem się podnieść i je otworzyć, ale ciało odmówiło posłuszeństwa. Nie miałem siły nawet na najprostsze czynności. Wziąłem więc wdech i krzyknąłem.
-Otwarte! -drzwi uchyliły się i do pokoju wszedł dość wysoki brunet, Eren Jaeger.
-Kapralu Levi...
-Eren? Coś się stało?
-Nie. Przyszedłem zobaczyć jak się czujesz. Ostatnio nie wyglądasz za dobrze, kapralu Levi...-stwierdził i posłał mi przenikliwe, pełne troski spojrzenie.
-Wyglądam jak zwykle. Nic mi nie jest, Eren -odpowiedziałem i spojrzałem w bok, aby uniknąć jego wzroku. Skubany...Nie wiem jak to jest, ale zwykle kiedy ze mną jest coś nie tak, to zauważa to automatycznie. To odrobinę niepokojące...Moje powieki stawały się coraz cięższe, ale nie mogłem sobie w tej chwili pozwolić na sen. Nie kiedy Eren był w moim pokoju...
-A ja uważam inaczej -skwitował i usiadł tuż obok mnie, na brzegu łóżka. Nie odezwałem się. Szczerze to nie wiedziałem nawet co powiedzieć. "A niech sobie siedzi. I tak mu się prędzej czy później znudzi" -pomyślałem. Lecz najwyraźniej byłem w błędzie. Szczeniak w dalszym ciągu wlepiał we mnie te swoje ogromne seledynowe ślepia. To stawało się coraz bardziej irytujące.
-Eren, mógłbyś stąd wyjść? Skoro uważasz, że "nie wyglądam najlepiej", to powinieneś dać mi odpocząć, prawda? -spytałem wzdychając głośno. To dziecko czasami swoimi czynami, zaprzeczało słowom. Już nie rozumiałem, czy on jest głupi czy tylko takiego udaje. Ech, tak jak na to spojrzeć jestem od niego dużo starszy. Mam większe doświadczenie jeżeli chodzi o życie.
-Mógłbym to zrobić, ale zbyt bardzo się o Ciebie martwię, kapralu...-odpowiedział i przybliżył się do mnie. Złapał moją dłoń i delikatnie musnął ustami moje wargi. Zaskoczył mnie. Odepchnąłem go od siebie i posłałem pełne grozy spojrzenie. Może gdybym czuł się lepiej, zareagował bym inaczej, ale w tamtej chwili...
-Eren, wyjdź.
-Ale, kapralu!
-WYJDŹ -zmieniłem ton głosu, a Jaeger zniknął za drzwiami. Potarłem skroń opuszkami palców i położyłem się do łóżka. Sam nie wiem kiedy, zasnąłem. Byłem potwornie zmęczony...
Obudziłem się następnego dnia, w miarę wypoczęty. Ale nie żebym czuł się lepiej. Cholera, zaraz mi głowa odpadnie. Wziąłem szybką kąpiel, zjadłem śniadanie, które oczywiście po jakimś czasie zwróciłem...Standard. Nie było się czym przejmować. Udałem się do Erwina, który ochrzanił mnie za to że nie odpoczywam i zaprowadził mnie z powrotem do pokoju. Szanowałem go jak nikogo innego, więc nawet nie odważyłem się sprzeciwić. Ale...nie miałem ochoty odpoczywać. Właściwie w ogóle na ten odpoczynek nie zasługiwałem. Lepiej byłoby się wykończyć na treningu, niż 'zdychać' w łóżku. Zresztą, sam już nie wiem.
Usiadłem na parapecie i wyjrzałem przez okno. Padał deszcz. Pośród ludzi przemieszczających się w tą i z powrotem, dostrzegłem Erena, Mikasę, Armina i Kristę. Armin? Spoko dzieciak, bardzo mądry i jak trzeba to pokazuje że ma jaja. Nie dosłownie, ale no. Krista, urocza dziewczyna, ale czasami zbyt tchórzliwa.
Eren...Eren to Eren. A na koniec ta chodząca maszyna zagłady. W każdym razie nie taka jak ja. Nienawidzę dziewuchy. Cały czas kręci się wokół Jaeger'a. Nie obchodzi mnie to, że jest jego przyjaciółką. Mnie nie oszuka. Wyraźnie widać, że się w nim zabujała.
-Co u diabła oni...-otworzyłem oczy szerzej. Mikasa właśnie pocałowała Erena. A z jego strony nie było widać sprzeciwu. Zacisnąłem pięść, a po moim policzku spłynęła samotna łza. Kurwa, kiedy ja ostatnio płakałem? Już zapomniałem jak to jest, kiedy ktoś nieświadomie lub świadomie Cię rani....Przecież Eren mówił mi...A zresztą. Zobaczyłem wystarczająco dużo, aby przekonać się o tym, że po prostu kłamał mówiąc mi to magiczne: "Kocham Cię, Levi".
Zacisnąłem zęby i zasłoniłem okno, a drzwi zamknąłem na klucz. Usiadłem przed pianinem. Nacisnąłem pierwszy klawisz, a do moich uszu dotarł kojący dźwięk. Naciskałem kolejne, aż moje ręce zaczęły poruszać się odruchowo, a z pojedynczych dźwięków, układała się pełna goryczy melodia.
https://www.youtube.com/watch?v=vVTP0DOL_2Q (proszę o przesłuchanie tego, apotem dalsze czytanie ^^)
Goryczy? No tak, ja w dalszym ciągu płaczę. Świetnie. Dziękuję Ci, Eren. Właściwie to można uznać, że płaczę przez własną głupotę. Jak mogłem choć przez chwilę pomyśleć, że możemy być razem? Jestem od niego o wiele starszy, a do tego fakt że obaj jesteśmy mężczyznami....Przestałem grać. Otarłem łzy. Zza paska wyjąłem żyletkę. Miałem parę, tak na wszelki wypadek. Różne rzeczy się teraz w mieście dzieją, ale nieważne. Spojrzałem pustymi oczyma na metalową rzecz w dłoni. Kilka szybkich ruchów. Zrobiłem to.

Z obojętnym już wyrazem twarzy, ponownie zacząłem grać. Cholernie bolało, ale o to chodziło. Ból pozwala zapomnieć. A melodia docierająca do mych wrażliwych uszu nie była już tak smutna. Jakby przez ciemne chmury przedzierały się drobne promyki słońca. Czyli już nic nie będzie tak samo, racja? Ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Usłyszałem znajome mi głosy. Erwin i Eren...Eren...Eren....Jego głos całkowicie zagłuszył dowódcę. "Czego oni chcą?".
-Levi, otwórz natychmiast! -krzyknął najwyraźniej poddenerwowany Erwin.
-Kapralu otwórz! Co się z Tobą dzieje?! Kapralu Levi!
-Levi do cholery! Dlaczego się nie odzywasz?!
-Zostawcie mnie w świętym spokoju! -krzyknąłem, lecz nie do końca tak donośnie jak oczekiwałem. Mój głos załamał się pod koniec zdania.
-Miałeś odpoczywać, ale nie pojawiłeś się ani na obiedzie, ani na kolacji co się dzieje?!
-Erwin do cholery daj mi spokój....-wyszeptałem do samego siebie. Nie miałem siły krzyczeć. Traciłem coraz więcej krwi. Stawałem się coraz bardziej bledszy, a obraz powoli zamazywał się.
-Kapralu otwórz! Martwimy się o Ciebie! Ja się martwię! Levi!
"Martwisz się? A Mikasa? Ją kochasz prawda? Więc nią się zajmij. Ja w ogóle nie powinienem Cię w tej chwili obchodzić..." Przed oczyma pojawiły się czarne plamy. Rozszerzały się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu...straciłem przytomność...
**********************
Po tym jak kapral Levi wyrzucił mnie ze swojego pokoju, udałem się na trening. Strasznie wyczerpujący. Armin prawie zemdlał. Za dużo wysiłku jak dla niego. Za to Mikasa jak zwykle najlepsza. Nie dziwię się...Taki sześciopak na brzuchu sobie wyhodowała, że o matko i córko...Po tym jakże bardzo wyczerpującym dniu, udałem się do swego pokoju i dosłownie, nie wiedzieć kiedy, zwyczajnie zasnąłem. Zwykle miewam koszmary, ale tym razem kompletnie nic mi się nie śniło. To może nawet lepiej? W każdym razie, rano obudziłem się nad podziw wyspany. Wyjrzałem przez okno. Padał deszcz. Dosłownie lało jak z cebra. Ale cóż, na trening trzeba było się udać. Tego dnia, Mikasa miała urodziny. Wyjątkowo o nich nie zapomniałem. Ale nie bardzo było co jej dać. Właściwie, to nie wiedziałem co by chciała. Więc zwyczajnie, złożyłem jej życzenia.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Mikasa.
-Och, w tym roku nie zapomniałeś, Eren -uśmiechnęła się delikatnie i wyciągnęła ręce przed siebie.
-He?
-Prezent.
-Ach no tak..Sorki, ale nie mam...Nie wiedziałem co byś chciała dostać...
-Och, rozumiem. Nic się nie stało.
-W zamian zrobię co tylko chcesz.
-Wszystko? -spytała specyficznie unosząc brew w górę.
-Tak, tak, wszystko. Wszyściutko. Możesz mnie nawet upokorzyć przed wszystkimi z oddziału.
-Pozwól mi Cię pocałować.
-C-co? -spytałem zszokowany tym co powiedziała. Przez chwilę nawet myślałem, że się przesłyszałem...
-Pozwól mi Cię pocałować. Powiedziałeś, że zrobisz wszystko, prawda?
-No tak, ale..Ach, nich będzie. Całuj. Tylko szybko.
-Okej -pokiwała głową i złączyła nasze wargi w pocałunku. To było...Przyjemne. Ale nie wyjątkowe.Nie tak jak z kapralem Levi'm...Właśnie, gdzie on jest? Od rana go nie widziałem. W sumie, wczoraj bardzo źle wyglądał. Może źle się poczuł i został u siebie? Odepchnąłem Mikasę, kiedy przedłużyła swój "prezent urodzinowy". Posłała mi pełne urazy spojrzenie. Bałem się jej czasami. Nawet kiedy była smutna....Tak wiem, wiem. Dziwne. Ale to moja przyjaciółka. Kontaktu z nią nie zerwę. Westchnąłem głośno i odszedłem.
Postanowiłem sprawdzić co z kapralem. Martwiłem się. Bardzo. Po drodze spotkałem również kapitana Korpusu Zwiadowczego, Erwin'a Smith'a. Jak się okazało, on również szedł w stronę pokoju ciemnowłosego kurdupelka. Hm, gdybym tak przy nim powiedział to możliwe, że już nie miał bym głowy...
Udaliśmy się razem pod ów pomieszczenie. Zapukałem. Żadnej reakcji. Spróbowałem jeszcze raz. Znowu nic? Uderzyłem z całej siły, ale ponownie nie odzyskałem żadnej odpowiedzi.
-Levi otwieraj! -krzyknął dowódca marszcząc brwi. Niby był zły, ale widać było że również zaczyna się poważnie martwić. Krzyczeliśmy, uderzaliśmy w drzwi, ale odpowiedź uzyskaliśmy jedną: "Zostawcie mnie w świętym spokoju!"...Tylko tyle. Przez chwilę słyszeliśmy też dość smutną melodię. Kapral grał na pianinie..
-Kapitanie, musimy tam wejść! Na pewno coś mu się stało!
-Wyważymy drzwi -powiedział i oddalił się od wejścia. Poszedłem w jego ślady, gdyż było ono dość obszerne. Rozpędziliśmy się i razem w nie uderzyliśmy. Udało się za pierwszym razem. Zebrałem się z ziemi i spanikowany spojrzałem w stronę jeszcze niedawno grającego instrumentu. Nikt przy nim nie siedział.
-Tam jest! -usłyszałem nagle i przeniosłem wzrok na miejsce, które wskazywał palec kapitana Erwin'a. Na podłodze leżał nieprzytomny, ciemnowłosy mężczyzna. Wokół nadgarstków rozlewały się kałuże krwi. Oczy zaszły mi łzami. Dlaczego on to zrobił?!
-Kapralu Levi! Kapralu obudź się! -krzyczałem przytulając do siebie jego ciało -Obudź się, proszę! Levi!!!
****************
Obudziłem się. Zaraz, czyli ja..ja nadal żyję? Ale czemu? Jak? Przecież w pokoju byłem sam, a drzwi były zamknięte. Zamyśliłem się na chwilę. No tak. Erwin i Eren dobijali się do pokoju.
Spenetrowałem wzrokiem całe pomieszczenie. No, może nie do końca całe. Nie miałem siły się podnieść.
Nadgarstki miałem zabandażowane.
-Czyli jednak. Wyważyli mi drzwi...-westchnąłem cicho.
-Levi, obudziłeś się -usłyszałem nagle. Przeniosłem wzrok na wejście do pokoju.
-Erwin...
-Po co to zrobiłeś? Wiesz jak wszyscy przeżywali to co się stało?
-Nie trzeba było im tego rozpowiadać. Poza tym, po kiego żeś mi pomógł? Prosiłem się o to?
-Nie rozpowiedziałem. Eren tak ryczał, że nie trudno go było usłyszeć na dziedzińcu. I udajmy, że nie zadałeś tego pytania.
-Eren...? Nie rozumiem. Po co te łzy...-obróciłem głowę w drugą stronę. Erwin westchnął jedynie, po czym wyszedł. Leżałem tak jeszcze przez jakiś czas, lecz w końcu postanowiłem się ubrać. Później udałem się na dziedziniec. Wiele osób pytało, czy ze mną już wszystko w porządku. Oczywiście zapewniałem ich, że wszystko jest okej. No bo co miałem zrobić? To że sobie ze samym sobą poradzić nie mogę, to już nie ich sprawa. Jednak nie natknąłem się na Erena. Czyżby miał dzisiaj wolne czy coś? A zresztą, to nie moja sprawa. Niech sobie robi co chce. Ma Mikase, kiedyś stworzą razem wspaniałą rodzinę...Tak...Tak być powinno od samego początku. Jednak...to, że tak się starałem aby nasz "związek" przetrwał jak najdłużej...Abyśmy już zawsze byli szczęśliwi..Na zawsze razem. To wszystko bez sensu...? "Ach, Levi zachowujesz się jak nastolatek..." Pokręciłem szybko głową i wróciłem do pokoju. Stanąłem przed oknem. Zupełnie jak wtedy co? Heh...
-Kapraluuuu!!! -odwróciłem się. Eren. Chciał mnie przytulić, ale odepchnąłem go.
-Eren? Czego chcesz?
-Jak się czujesz? Już wszystko okej? Wiesz jak nas wszystkich wystraszyłeś? Po co to w ogóle zrobiłeś?!
-Po pierwsze, nie krzycz na mnie. Po drugie, czuje się wyśmienicie. Po trzecie, nie powinno Cię to obchodzić, a po czwarte...zwracaj się do mnie z należytym szacunkiem.
-Levi...co się z Tobą dzieje? -spytał lekko zaniepokojony tą sytuacją.
-Nic do jasnej cholery. Wyjdź stąd, chcę odpocząć.
-Nie wyjdę! Co Cię gryzie co?! Jesteś jakiś dziwny!
-Nie jestem! Wyjdź! Idź sobie do Mikasy! -ups...wymsknęło mi się...
-Do Mikasy? -zdziwił się. Przekrzywił głowę w bok. Nie bardzo wiedział o co chodzi. Ale nagle jakby go olśniło -Czyżbyś widział scenę na dziedzińcu? Jak Mikasa mnie pocałowała?
-Z-zamknij się...
-A więc jednak...Ech, to był jej prezent urodzinowy. Nic jej nie kupiłem więc powiedziałem, że zrobię co tylko będzie chciała. No a ona zażyczyła sobie mnie pocałować...-pokręcił głową załamany. To o to chodziło? A więc dlatego z jego strony nie było sprzeciwu? Dlatego, że to był "prezent urodzinowy"?
-Kłamiesz!
-Jak mógłbym oszukać osobę, którą tak bardzo kocham? -ucałował moją dłoń. Mimowolnie zarumieniłem się. Jakie ja mam wstydliwe reakcje na takie rzeczy...Uwierzyłem mu. Dlaczego? Nie wiem. Może dlatego, że go kocham? Dlatego, prawda? Raczej tak. Uśmiechnąłem się delikatnie. Spojrzałem mu w oczy.
-Kocham Cię, Eren...-wyszeptałem. Na twarzy bruneta pojawił się rumieniec, nachylił się i lekko musnął moje wargi.
-Ja Ciebie też, Levi.


~~Aiko

niedziela, 12 lipca 2015

Uwaga kochani! ^^

 Już 26 lipca, mijają 4 miesiące, odkąd Aiko założyła bloga :3
Miesiącznicy bloga, nie świętowałam...Bo nie bardzo było co ;-;
Ale teraz, te 4 miesiące to już coś ^^
Z tej okazji, Aiko postanowiła zebrać od was zamówienia ^^ Napisze ff, nawet z najbardziej niedorzecznymi
paringami, takimi jak np. Nigou x Kuroko XD
Więc jeżeli macie jakieś specjalne życzenia, to śmiało mówić ^^
Tylko pamiętać, Aiko ma czas tylko do 26 lipca, więc najlepiej składać te zamówienia teraz *kiwa głową*
Tak tak...Bardzo szybko sobie Aiko o tym przypomniała....Ale ostatnio miała dużo na głowie ;-;

~~Aiko





Kiseki no Sedai x Kuroko cz.3

Rada na przyszłość...
Oczy miał zamknąć tylko na chwilę i poczekać, aż reszta spanikuje. W rezultacie jednak, po prostu zasnął. Sam nie wiedział kiedy, ani dlaczego. Przecież nie był zmęczony, nie chciało mu się spać. A jednak. Cóż...
Obudził się około dwóch godzin po tym jakże 'niezwykłym' incydencie. Podniósł się do pozycji siedzącej. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Pokój Kise. Pewnie on go tu przyniósł. Ponownie spenetrował wszystko dookoła wzrokiem. Na kanapie niedaleko łóżka, dostrzegł śpiącego blondyna. Najwyraźniej miał tu siedzieć i pilnować niebiesko włosego. Korzystając z okazji, Kuroko zszedł z łóżka i po cichutku podszedł do drzwi. I już miał je otworzyć, kiedy tuż za nimi usłyszał znajome głosy. Na korytarzu stali Aomine, Murasakibara i Midorima. Zaraz...a gdzie Akashi?! Odrobinkę przerażony, postanowił ponownie rozejrzeć się po pokoju. Seijura jednak tam nie było...Więc to oznacz, że został w jego pokoju...Blady chłopak westchnął cicho i spojrzał na okno. To była jedyna droga ucieczki. Podszedł do niego i biorąc wdech, wszedł na parapet. Bał się. Okropnie, ale cóż było poradzić? Jedynym plusem tej 'wycieczki', było to, że pokój Kise znajdował się tuż obok pokoju niebieskookiego. Przedostał się tam w dość szybkim tempie. Nie licząc poprzednich prób, przy których panikował i ponownie wchodził do pomieszczenia w którym znajdował się blondyn.Zeskoczył z parapetu, po czym wstał i rozejrzał się dookoła. Było zbyt ciemno, aby cokolwiek zobaczyć....A światła nie mógł zapalić, bo nie chciał ryzykować tym, że 'kucyki ponny' ponownie wparują do jego azylu. Wyjął telefon z kieszeni i włączył w nim 'latarkę'. Światło było słabe, ale to nawet lepiej. Nagle o coś się potknął. Upadł na ziemie, przy okazji uderzając głową o róg łóżka.
-A-auć...-obejrzał się za siebie. Był baaaardzo ciekaw, dzięki czemu zaliczył to bliskie spotkanie z podłogą i zrobił ranę na głowie. Był to nikt inny jak czerwonowłosy chłopak, Akashi Seijuro. Jedną ręką złapał się za głowę, a drugą szturchnął Akashi'ego w ramię. Nie poskutkowało. Ponowił czynność. Znowu nic. Westchnął cicho i uszczypnął partnera w rękę. Reakcja nie była taka jakiej się spodziewał, ale przynajmniej poskutkowało. Jego chłopak uchylił powieki ukazując swą heterochromie.
-Pieprzone komary, niby nie czuć ich ugryzień, a i tak potwornie irytują...-stwierdził i przeciągnął się leniwie.
-Akashi-kun....
-Ach no właśnie! Tetsuya gdzie oni są?! Jak ich dorw-hmpfm -nie dokończył ponieważ Tetsuya zakrył mu usta dłońmi.
-Akashi-kun nie krzycz....bo znowu tu przyjdą....-powiedział cichutko i zabrał dłonie z ust ukochanego.
-Okej okej...Tetsuya, krew Ci leci...-przyłożył rękę do obolałego miejsca niebieskookiego -Trzeba to opatrzyć, chodź...-powiedział i chwycił Kuroko za rękę. Delikatnie obmył, a później opatrzył ranę chłopaka.
Niebiesko włosy usiadł na swym łóżku, spojrzał w górę i westchnął głośno. Przynajmniej na chwilę miał spokój, ale na jak długo? Tuż obok zajął miejsce również Akashi. Rozłożył się wygodnie i ziewnął przeciągle.
-Akashi-kun to raczej nie czas na spanie...
-Wiem. Wiesz może o co im do cholery chodzi? Po co oni tak za Tobą ganiają, Tetsuya?
-Nie mam zielonego pojęcia...
-Aha. Wystarczy że wykastruję ich nożyczkami -stwierdził i wstał z łóżka -To gdzie oni są?
-Przed pokojem Kise-kun, a on jest w środku...
-Przed pokojem Ryoty? To teraz się na niego przerzucili?
-Nie do końca...
Czerwonowłosy podszedł do drzwi i otworzył je. Wyszedł na korytarz i stanął naprzeciwko prześladowców jego chłopaka. Kuroko stanął tuż za nim. Na szczęście na początku reszta go nie zauważyła. Nie odzywał się. Czekał tylko na to to co się stanie. Jaki obrót sprawy przyniesie rozmowa Seijura z członkami PC. Spodziewał się szybkiego nawrócenia ze strony prześladowców. Ale czy aby jego oczekiwania nie są zbyt duże?
-No więc? Co maci mi to powiedzenia?
-A niby co mielibyśmy Ci mówić kurduplu? -spytał ciemnoskóry spoglądając na Akashiego.
-Zalecacie się do Tetsuyi gnidy. Ale zapomnieliście o pewnym fakcie....Tetsuya to mój miziak do cholery i macie się od niego odpieprzyć! Jasne?! -krzyknął, a w oczach pojawiły się ogieńki. Spojrzał na wszystkich z ukosa.
-Słuchaj kurduplu, my chcieliśmy przeżyć z Tetsu JEDNĄ noc. Tylko tyle. Doskonale wiemy, że jesteście razem. Ale Ty też miałeś wziąć w tym udział.
-Że niby zbiorowy seks? -uniósł specyficznie brew w górę. Ta propozycja w jakimś stopniu mu się spodobała. Nawet bardzo.
-Coś w tym stylu -uśmiechnął się jak pedofil na widok dziecka.
-Okej, ale ja pierwszy! -krzyknął podekscytowany i obrócił się w stronę niebieskookiego, który był przerażony całą tą sytuacją. Całe Pokolenie Cudów postanowiło go zgwałcić! No czy to można nazwać normalnym?! Cofnął się odrobinę do tyłu po czym zaczął biec. Biegł najszybciej jak potrafił. W ślad za nim poszła reszta. Na szczęście zareagowali odrobinę za późno. Kuroko uciekł na plażę. Wbiegł na molo i rozejrzał się dookoła. Nikogo nie było widać. Wypuścił powietrze z ulgą. Usiadł i spojrzał w niebo. Tyle gwiazd...Podobno one dają nadzieję na lepszy czas. Na lepsze jutro...Ale skrywają też jeszcze wiele tajemnic, których nie dane jest poznać ludziom.
-Ach, no i co ja teraz pocznę? -spuścił głowę w dół zrezygnowany.
-Tutaj jesteś, Te-tsu,ya -usłyszał nagle za plecami. Przerażony upadł na ziemię. Tuż za nim stało całe Pokolenie Cudów. Brakowało jeszcze żeby siebie tam zobaczył, to byłby już komplet....A i sytuacja byłaby jeszcze bardziej niedorzeczna...Chciał się podnieś lecz Akashi mu na to nie pozwolił.
-A więc, Te-tsu-ya..
-I ty przeciwko mnie...? Akashi-kun!
-Przykro mi, ale jeżeli chodzi o seks to na wszystko jestem gotów -uśmiechnął się sadystycznie.
Zaczęli pozbawiać drobnego przyjaciela części garderoby. Robili jeszcze wieeeele rzeczy, o których raczej nie warto wspominać...Akashi doszedł w jego wnętrzu 3 razy...To było okropne...Zaraz po nim miał być Aomine. Tetsuya spojrzał na niego z załzawionymi oczyma.
-Podoba Ci się, Tetsu? Heh...

*********
-NIEEEEEEEEEEE!!!!!!!!
-Tetsuya, Tetsuya! -usłyszał nad sobą i otworzył oczy. Ujrzał zmartwioną twarz swojego chłopaka. Rozejrzał się. W jego pokoju byli również obecni Murasakibara, Midorima, Aomine oraz Kise. Patrzyli na Kuroko bardzo zaniepokojeni.
-Chłopaki...
-Krzyczałeś przez sen Tetsuya, no i trochę łez poleciało...
-Ach! W-więc to był sen! Co za szczęście...-opadł bezwładnie na poduszki uradowany. Opowiedział wszystkim dokładnie cały ten koszmar. Ich reakcja odrobinę go zaskoczyła. Kise zaczął płakać, Murasakibara upuścił batonik który dotychczas spoczywał w jego dłoni, Midorima zaczął nerwowo poprawiać okulary. Aomine miał szeroko otwarte usta, a Akashi zacisnął pięść. No ta ostatnia reakcja była na miejscu...Spodziewał sie jednak, że zaczną się śmiać. A tu proszę jak przeżywają.
-Kurokochi coś ty robił przed snem?!
-Czytałem książkę, którą Aomine-kun mi dał....-wskazał na lekturę leżącą na stoliku nocnym.
-Hm..."Zakazana miłość" -stwierdził zielonowłosy.
-Tetsuya, przyrzekam Ci, że wszystkie Twoje książki zamknę w szafie na kłódkę.
-Nie możesz ;-;
-Mogę -stwierdził, dumnie wypinając pierś do przodu.
-K-Kise-kun nie pozwól...proszę....

-Akashichi jak możesz tak torturować Kurokochi'ego?!
-Cóż, rada na przyszłość brzmi: "Nigdy nie czytaj książek o miłości przed snem". -rzekła Aiko i tym oto stwierdzeniem zakończyła tą jakże niewiarygodną historię.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
KONIEC.
Skończyłam *^* Choć nieudolnie...Heh ^^" Ale to chyba mój znak rozpoznawczy ^^"
Jeżeli ktoś dobrnął do końca, to jestem z tej osoby dumna *^*

~~Aiko

środa, 8 lipca 2015

AkaKuro

Weselna gorączka <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A oto i AkaKuro dla Kill-chan~! ^^
Gomene, że tyle musiałaś czekać :c
Zapraszam was kochani do czytania!!! ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

"Wyjdziesz za mnie?"...Wszystko zaczęło się od tych jakże prostych, acz z lekka zawstydzających słów. Radość jaka pojawiła się na twarzy chłopaka wraz z wypowiedzeniem pytania, była wystarczającą odpowiedzią. Jednakże...Zaplanować było dużo łatwiej, niż wykonać....Co powinno się zrobić w takiej oto sytuacji? Oczywiście poprosić o pomoc najlepszych przyjaciół, oraz niektórych zaproszonych gości. Racja.
To raczej niezbyt dobry pomysł, ale jedyny na jaki zdołali wpaść narzeczeni. Cóż, choćby nie wiem jak zły był, choć raz trzeba było spróbować. No i tu się wszystko zaczyna....
-Daiki matole!!! To miała być rzeźba anioła z lodu! A nie jakiejś nagiej baby zboczeńcu!!!
-Nie moja wina, że w moich oczach anioł wygląda właśnie tak! -wskazał na cycatą rzeźbę, która pod wpływem ciepła w pomieszczeniu zaczęła się topić.
Kiedy to Akashi prowadził naprawdę poważną rozmowę z Aomine, tuż obok w kuchni toczyła się zacięta bitwa na jedzenie. Kto ją wywołał? Oczywiście Kise. Nie chciał tego, nie planował. Ale PRZEZ PRZYPADEK, użył słodyczy Murasakibary do dekoracji ciasta, czego chodzący zombie mu nie podarował. Rzucił przygotowanym już deserem w twarz blondyna. Ten oczywiście musiał się odwdzięczyć. W ten oto sposób po cały pomieszczeniu porozrzucane było różnorodne jedzenie. To jakieś owoce na ścianie, to bita śmietana na suficie....Ogromna ilość, choć nie tak duża w jaką się zaopatrzyli.
-Co tu się dzieje?! Jełopy pieprzone!! Wiecie ile zapłaciłem za te zagraniczne owoce i przyprawy?! -usłyszeli nagle tuż przy wejściu do kuchni.
-Przecież i tak jesteś bogaty Midorimachi~~ A poza tym to on zaczął~!!! -wskazał palcem na obżerającego się słodyczami fioletowo włosego giganta. Najwyraźniej nie obchodziło go to, co uczynił razem z modelem. Cóż, mówi się trudno i płynie się dalej! Płynie się dalej, płynie, płynie~~ to co robimy? Płyniemy w dół, w dół~~! Tak....na sam dół...W związku z tym iż wesele miało być zorganizowane na najwyższym poziomie, Akashi postanowił zatrudnić "najlepszych fachowców"...Jednak jak na złość, żaden z nich nie miał czasu. W tym okresie organizowano naprawdę wiele uroczystości....Więc wszystko musiał przygotować zupełnie sam. Później oczywiście dołączyła reszta z Pokolenia Cudów. Do pomocy zgłosili się również Kagami, Himuro, Takao, Mayuzumi oraz Momoi. Zaufani przyjaciele, choć niektórymi czasy okropnie irytujący. Ale zawsze coś, prawda? Każdy miał przydzielone jakieś zadanie. Jak już było na początku przedstawione, Aomine był odpowiedzialny za rzeźbę z lodu i inne wszelkie dekoracje. Kise i Murasakibara zajmowali się wypiekami, oraz resztą jedzenia. Kagami i Himuro załatwiali salę i muzykę. Natomiast Mayuzumi oraz Takao udali się razem z Kuroko na miasto, aby wybrać odpowiedni strój na uroczystość. Akashi postanowił zaoszczędzić stresu ukochanemu, a co za tym idzie, zabronił mu przychodzić do wynajętego lokalu. Sam wszystko nadzorował. Choć nie do końca szło po jego myśli....
-Oi, Tatsuya powiedz Ty mi, który zespół mamy kurna wybrać?
-Cóż, Taiga...Sądzę, ze najlepiej byłoby wybrać zespół, którego kawałki podobają się i Akashiemu i Kuroko.
-W takim razie jesteśmy w ciemnej dupie. Kuroko lubi spokojną muzykę, o głębokim przesłaniu. Natomiast mały zboczeniec woli ostre brzmienie.
-Heh...skoro tak mówisz...Więc może zatrudnimy dwa zespoły? Przecież to dla nich obojga wyjątkowy dzień.
-Ech, racja. Okej niech będzie -stwierdził przeczesując palcami czerwone włosy.
Tak wyglądała sytuacja u ekipy muzycznej. W każdym razie oni w jakiś sposób sobie radzili. Przynajmniej oni....Z jedzeniem i dekoracjami nie było tak kolorowo. Co chwilę dochodziło to jakichś wpadek, a do wesela zostały 2 dni. Szybko się za to zabrali prawda? Ale lepiej późno niż wcale....
-Nie tutaj pacanie! W tamtym rogu!
-Ja pierdole...zdecyduj się kurduplu!
-Coś mówiłeś Daiki? -spytał specyficznie unosząc brew w górę. Zza paska wyjął czerwone nożyczki i ruszył w stronę ciemnowłosego tym samym zmniejszając odległość między nimi.
-Nic nie mówiłem! Odwal się ode mnie! -krzyknął i wrócił do roboty.
-Ech, ciężko jest być panem i władcą...a już szczególnie kiedy chce się urządzić niezapomnianą uroczystość..
Święta prawda, nie sądzicie? Lecz czas mijał i mijał. Trzeba było się sprężać, to już nie były żarty. Jeżeli Akashi zawiedzie, Kuroko będzie smutny. A tego czerwonowłosy nie chciał. Za wszelką cenę chciał tego uniknąć. Nie lubił oglądać zapłakanej twarzy swojego ukochanego, wolał kiedy gościł na niej uśmiech. Taki szczery i radosny. Tymczasem Tetsuya...
-A teraz przymierzymy ten! -krzyknął podekscytowany Takao podając granatowy garnitur niebiesko włosemu.
-Nie, nie, nie! Absolutnie nie! Przymierz ten! -zaprotestował Mayuzumi, wyciągając przed siebie biały garnitur.
-M-myślę, że przesadzacie...Przymierzyłem już około 40...Czy to aby nie lekka przesada...?
-ŻE NIBY CO? -krzyknęli razem spoglądając z ukosa na Tetsuyę.
-Musisz świetnie wyglądać! To naprawdę wyjątkowy dzień! -stwierdził ciemnowłosy, ściągając z niższego marynarkę od garnituru.
-On ma racje. Poza tym Akashi kazał nam porządnie Cię ubrać. Więc musi być idealnie -pokiwał głową przeglądając stroje obok. Spędzili tam naprawdę sporo czasu. Lecz nic nie wybrali. Za każdym razem któryś z nich musiał widzieć coś negatywnego w danym garniturze. Mówi się trudno...Ale strók był potrzebny natychmiast. Więc co teraz? W takich sytuacjach desperacja jest naszym jedynym ratunkiem.
-Już wiem! Robisz za pannę młodą co nie? Więc trzeba Cię wcisnąć w sukienkę! -wykrzyczał, uradowany wspaniałością swego pomysłu, Kazunari.
-C-co...?
-Racja Takao. Kuroko, wybierzemy Ci kieckę, w której będziesz wyglądał tak, że Akashiemu stanie już w Urzędzie Stanu Cywilnego!
-Wolałbym tego uniknąć, Mayuzumi-san.....-stwierdził obracając głowę w bok odrobinę załamany.
Jak postanowili, tak też uczynili. Doskonale się bawili. Nie licząc Kuroko, który z sekundy na sekundę robił się bardziej czerwony...Pełno sukienek jak dla księżniczek, ale brakowało księcia....
W kuchni nie było już tak bajecznie. Pomiędzy Murasakibarą, a Kise panowała napięta atmosfera. Tak...a to wszystko przez głupie słodycze...Dekoracje? Cóż, tutaj kryzys był zażegnany. Cudowny Aomine Daiki jakoś to ogarnął, wraz z Momoi, która później postanowiła dołączyć do niebiesko włosego przyjaciela.
Muzyka i sala załatwione. Zostało tylko to przeklęte jedzenie....
-Co wy wyrabiacie?! Mieliście gotować do jasnej cholery, a nie się na siebie wkurwiać!
-Nie pomagasz, Akashichi...To wszystko przez Murasakibarachi'ego! Nie chciałem użyć Jego słodyczy do ciasta, tak jakoś wyszło! A on wszystko wyolbrzymia! ><
-Hmpf....
-Atsushi radzę Ci natychmiast się ogarnąć bo pożałujesz! -krzyknął zdenerwowany całą tą sytuacją Seijuro. Zacisnął pięść, a jego żyłka na skroni zaczęła niebezpiecznie pulsować. Nagle tuż obok siebie usłyszał znajomy mu głos. Taki delikatny, aczkolwiek odrobinę stanowczy.
-Murasakibara-kun, Kise-kun macie się natychmiast pogodzić i wrócić do roboty. My wam pomożemy.
-Ale to On zaczął! Ja Go już przeprosiłem za te głupie słodycze!
-Nie przeproszę tego kretyna...
-Jeżeli nie będzie nic do jedzenia, to przyjęcie nie może się odbyć...Heh...Przepraszam, że tak na was naciskaliśmy...M-może uda mi się samemu coś zdziałać...-stwierdził i ze smutną miną podszedł do kuchenki. Z szafki u góry planował wyjąc jakąś miskę, lecz "niechcący" wyciągnął ją zbyt szybko, przez co reszta rzeczy z szafki spadła na niego.
-Kurokochi!
-Kuro-chin!
-Tetsuya!
-N-nic mi nie jest -uśmiechnął się delikatnie, po czym wstał i złapał się za głowę. Bolało, ale to nic. Na szczęście, otrzymał takie rezultaty jakich oczekiwał.
-Ne, Kise-chin....Przepraszam...
-Heh, nie ma sprawy, to...wracamy do roboty co nie? Jedzenie się samo nie zrobi!
Kiedy "zwaśnione rody" w końcu się pogodziły, Akashi złapał Kuroko za rękę i razem wyszli na zewnątrz.
Czerwonowłosy spojrzał na ukochanego, westchnął głośno i usadowił go na ławce.
-Tetsuya, czy ja Ci przypadkiem nie zabroniłem tu przychodzić? Mówiłem, że sam sobie ze wszystkim poradzę.
-Właśnie widzę, jak sobie ze wszystkim świetnie poradziłeś, Akashi-kun -pokiwał głową że niby rozumie.
-Ech, okej z tymi dwoma to mi pomogłeś, ale i tak powinieneś się mnie posłuchać. A strój kupiony?
Kiedy niebieskooki usłyszał pytanie, na jego policzku pojawił się znacznej wielkości rumieniec.
-T-tak...-pokiwał głową i podniósł się z ławeczki.
-Okej, to teraz do domu. Ja się tu już wszystkim zajmę. Okej?
-O-okej, liczę na Ciebie, Akashi-kun -uśmiechnął się lekko i odszedł.
Od tej chwili wszystko szło jak z płatka. Wszystko było doskonale przygotowane, zapięte na ostatni guzik.
W końcu nadszedł ten dzień. Ten wyjątkowy. Jedyny. Magiczny. Jako pierwsi w Urzędzie Stanu Cywilnego pojawili się Aomine, Midorima, Murasakibara, Mayuzumi, Kagami oraz oczywiście Akashi. Z niecierpliwością wyczekiwali "panny młodej" i jej "druhen". Stojąc tak przed kobietą z urzędu, Seijuro był tym wszystkim podekscytowany jeszcze bardziej niż kilka dni temu. Nagle w wejściu stanął chłopak, na którego wszyscy od początku czekali, a tuż za nim jego "druhenki". Dwóch chłopaków -Himuro i Takao, oraz dwie dziewczyny -Momoi i Riko. Jednak...czyżby tylko one były w sukienkach...? Wzrok czerwonowłosego skupił się na ukochanym, którego ciało pokrywała piękna biała suknia. Przestrzenna, lecz prosta biała suknia. Na jego głowie spoczywał welon, a w rękach bukiet białych róż. Wszystko białe? Nie do końca, o nie, nie. Na dotychczas białych policzkach, widniał ogromny rumieniec. Był zawstydzony swym wyglądem. Akashi natomiast był nim zauroczony. Serce przyspieszyło, wziął wdech i uśmiechnął się czule, wyciągnął rękę do przodu i złapał dłoń Kuroko. Ten podszedł do partnera i spojrzał mu w oczy.
-Wyglądasz wspaniale -szepnął mu do ucha w dalszym ciągu się uśmiechając.
Zaczęło się. Choć na początku było odrobinę nudno, to nikt nie wyszedł udając zasłabnięcie, jak to zwykle bywa. Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali końcowej sceny...Doczekali się. Nareszcie. W końcu to sobie powiedzą.
-Czy Ty, Kuroko Tetsuya, bierzesz sobie za męża obecnego tu Akashiego Seijuro? -spytała kobieta patrząc w błękitne oczy.
-T-tak, tak biorę.
-A czy Ty, Akashi Seijuro, bierzesz sobie za mę...ekhm, żonę -poprawiła się szybko, stwierdzając że tak to zabrzmi lepiej -...obecnego tu Kuroko Tetsuyę?
-Oczywiście że tak.
-Zatem ogłaszam was mężem i żoną. Koniec tych formalności! Teraz MOŻECIE się pocałować!
Heterochromia wyższego przeszyła Kuroko na wylot. Z delikatnym uśmiechem Akashi nachylił się lekko i złączył ich wargi w czułym pocałunku. Kobieta z urzędu zaczęła piszczeć, zresztą tak jak i reszta obecnych tam osób. Niebiesko włosy zaśmiał się cicho i wtulił w ukochanego.
-Więc teraz...oficjalnie mogę nazywać się Twoją żoną. To wspaniałe..
-Owszem Tetsuya. Ach i pamiętaj, że męża trzeba się słuchać -zaśmiał się i przytulił do siebie drobne ciało.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I koniec ^^ AkaKuro 4ever <3 Haaaai <3
Mam nadzieję, ze komuś się to spodobało ^^ Jeżeli jednak było na odwrót...To cóż ^^" Gomene ;-;
~~Aiko

poniedziałek, 6 lipca 2015

KagaKuro

Upalny dzień
Witam ^^ Aiko wróciła do żywych....A właściwie to tylko dlatego, że obiecała, Kill-chan i Shadow, że napisze coś w miarę wesołego ;-; Więc proszę bardzo, jest ^^
Pierwsze jest KagaKuro dla Shadow ^^
Miłego czytania kochani ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam zgromadzoną widownię. Oto ja, Kagami Taiga we własnej osobie. Aktualnie stoję sobie przed drzwiami do mieszkania mojego przyjaciela, a zarazem chłopaka. Ale nie to, że przyszedłem tu jakieś pół godziny temu...nie nie...Kurna, pukam przez cały czas a i tak nikt mi nie otwiera! Może mu się po prostu dupy ruszyć nie chce...Albo się skurczył przez co jest niższy niż był, a teraz nie może dosięgnąć do klamki? Wszystko możliwe! Wziąłem wdech i z całej siły kopnąłem w drzwi. Szybko tego pożałowałem. Zaatakowany obiekt nie wydawał się być poruszony tym co zrobiłem, a ja tak...Noga mnie boli! Ja pierdole....Ale czego ja się spodziewałem. Przecież to oczywiste, że drzwi nic nie poczują...Ech, jest za gorąco żeby myśleć. Obiecuję, że kiedy dostanę się do środka, to ukręcę temu kurduplowi łeb.
-Kuroko! Otwieraj natychmiast! -krzyknąłem szarpiąc za klamkę.
 -Kagami-kun, mogę wiedzieć co ty robisz? -usłyszałem zza pleców. Natychmiastowo odwróciłem się i pisnąłem przerażony.
-Kuroko, ty...!
-Kagami-kun...mówiłem Ci przecież, że dziś wychodzę na miasto po zakupy...-spojrzał na mnie i kręcąc delikatnie głową, wyjął z torby klucze do domu. No tak. Faktycznie. Mówił mi o tym. Ale nie moja wina no! To przez ten cholerny upał! Jeszcze chwila na zewnątrz i wyparuję!
Weszliśmy do środka. Biegiem poleciałem do kuchni. Z lodówki wyjąłem butelkę wody mineralnej. Z prędkością światła wypiłem całą jej zawartość. Oj tak tego mi było trzeba. Usiadłem na krześle wypuszczając powietrze z ulgą, przenosząc wzrok na ukochanego. Wyjmował zakupione produkty z reklamówek. To wszystko musiało być bardzo ciężkie. Kupił kilka butelek wody, dwu litrowych oczywiście...A reszta, e...Nie chce mi się wymieniać. Ale już same butelki z wodą dużo ważą. A takie chucherko jak Kuroko pewnie ledwo dawało sobie rade z taszczeniem tego do domu. Podniosłem się z wygodnego siedziska i podszedłem do niebieskookiego.
-Mogłeś po mnie zadzwonić. Pomógłbym Ci to nieść -stwierdziłem chowając wodę do lodówki.
-Dałem radę, Kagami-kun. Myślę, że noszenie zakupów jeszcze nikogo nie zabiło.
-Myślisz? A mnie się wydaje, że e...to coś czego użyłeś w niczym nie pomaga...
-Masz na myśli sarkazm?
-Otóż to! -uśmiechnąłem się szeroko i wyjąłem resztę produktów z reklamówki.
-Coś czuję, że nawet nie wiesz co to znaczy, prawda Kagami-kun?
No i ma mnie. Serio nie wiem co to znaczy....No ale dobrze dopasowałem słowo. To jakiś postęp w moim życiu. Jestem z siebie dumny. Po rozpakowaniu zakupów, udaliśmy się do małego salonu. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Akurat leciał mój ulubiony film, "Armageddon". Oj tak. Uwielbiam takie klimaty! Kuroko może niekoniecznie, ale to nawet lepiej. Zawsze jak się czegoś boi, to się tak we mnie słodziuuuutko wtula~. Krew z nosa. Dosłownie. Robiło się coraz goręcej. Woda, którą zakupił niebiesko włosy szybko się skończyła, a wtedy to już była kompletna masakra....
-Mózg mi wypływa...-wydukałem z siebie leżąc na podłodze.
-Kagami-kun, obawiam się że to stało się już dawno temu...
-Oż ty....-próba podniesienia się z ziemi, zakończyła się totalną porażką. Westchnąłem głośno i zdecydowałem, że kurdupel później mi za to zapłaci. Będzie ostro, głęboko i...i będzie bolało, o! Chociaż...nie lubię kiedy on płacze...C-cóż...m-mogę wymyślić inny rodzaj kary. Ale to później. Teraz jest niedysponowany...Przez kilkanaście minut, nie odzywaliśmy się do siebie. To była dość komfortowa cisza. Bardzo. Ale kiedyś trzeba było to zmienić. Spojrzałem na ledwo żywego partnera i uśmiechając się lekko usiadłem obok na łóżku.
-C-coś nie tak...? Kagami-kun..? -spytał cichutko z trudem łapiąc oddech.
-Może pojedziemy nad morze? Co ty na to?
-Nad morze...? A-ale...
-No to postanowione. Pakuj się. Jeden dzień nic nie zaszkodzi. Co nas nie zabije, to nas dobije! Czy jakoś tak...No, raz dwa! -krzyknąłem i wybiegłem z mieszkania. Pobiegłem do domu, spakowałem potrzebne rzeczy i wróciłem do niebieskookiego.On również był już przygotowany. Choć...nie wyglądał na zadowolonego. Cóż, później mi podziękuje za ten pomysł. Postanowiliśmy pojechać pociągiem. Szczerze? Pożałowaliśmy tej decyzji. Nie dość że masakrycznie gorąco to w żadnym z wagonów nie było miejsca! Ludzie! DOKĄD WY WĘDRUJECIE JA SIĘ PYTAM?! Podróż miała trwać dwie godziny...Dwie godziny na nogach..? Byłem załamany. Przy oknach nie było zasłon. Okna były pootwierane dzięki czemu słońce docierało do nas bezpośrednio. Po około godzinie, miałem już dość...
-Zaraz padnę...Gdzie oni się wybierają ja nie mogę....z każdą stacją tylko ich przybywa....-westchnąłem cicho.
-P-pewnie też...też jadą nad..morze....-wydukał z siebie i zamknął oczy.
-Kuroko, coś nie tak? -spojrzałem na niego z troską.
-Nie, nie....w-wszystko w porządku...
-Słabo Ci prawda? Kurcze...-rozejrzałem się dookoła. Dalej nie było żadnych wolnych miejsc. Przytuliłem do siebie niższego -Jeszcze trochę, wytrzymaj okej?
-Och, coś nie tak chłopcze? -usłyszałem za sobą. Odwróciłem się. Głos należał do mężczyzny siedzącego tuż obok nas.
-Mój chłopak źle się czuje, słabo mu -odpowiedziałem. Bo po co ludzi oszukiwać? Kuroko to mój chłopak, koniec kropka. Choć...czasami jestem z lekka zawstydzony mówiąc o tym, ale na pewno mniej niż mój ukochany.
-Rozumiem, ustąpię wam miejsca -wstał, a ja usadowiłem otępiałego partnera na siedzeniu.
-Bardzo panu dziękuję -uśmiechnąłem się, a w odpowiedzi otrzymałem to samo -Kuroko, masz wodę.
Po kolejnej godzinie męczarni, w końcu dotarliśmy na miejsce. Po wyjściu z pociągu, w twarz uderzył mnie powiew świeżego powietrza. Było tak przyjemnie...Wziąłem Tetsuyę na barana i ruszyłem w stronę plaży.
Znajdowało się tam już sporo osób. Cudem jednak udało nam się znaleźć miejsce, gdzie mogliśmy się rozłożyć. Niebiesko włosy wyjął ze swojej torby różnorodne kremy. Do twarzy i do ciała. On posmarował mnie, a ja odwdzięczyłem się tym samym. Tylko że ja zrobiłem to bardziej...no. Hehe...Dobra Kagami, ogar. Poczekaj na to do wieczora. Jako pierwszy wskoczyłem do wody. Właściwie zapowiadało się na to, że jako pierwszy i ostatni z naszej dwójki. Kuroko usadowił się na kocu. W dalszym ciągu siedział w bluzie. Znaczy, niby miał nałożone kąpielówki, ale no...bluza ;-; Chciałem podziwiać jego PÓŁ nagie ciało, a tu nic....Noż  kurde! Woda była jeszcze odrobinę chłodna, ale to akurat było wybawieniem. Popływałem trochę i wróciłem na brzeg.
-Oi, Kuroko. Woda Cię nie ugryzie. Choć ze mną -złapałem go za rękę i pociągnąłem za sobą. Oczywiście stawiał opór, ale mnie to nie obchodziło. W końcu nad morze przyjechaliśmy po to, aby się jakoś ochłodzić, a nie siedzieć w bluzie na kocu ja niektórzy...
-Kagami-kun tu jest za głęboko! D-daj mi stąd wyjść!
-Nie ma mowy! Przyjechaliśmy tu razem i razem będziemy pływać!
-Tylko że...
-No dalej dalej! -zaciągnąłem Tetsuyę na głębsze wody. Zanurzyłem się z niebiesko włosym na rękach, po czym puściłem go i wynurzyłem się z wody. Przez chwilę widziałem też jego twarz na powierzchni, ale coś było nie tak.
-Kaga...pomóż m...
-Kurna ty się topisz?! -natychmiastowo wynurzyłem chłopaka z wody. Posadziłem go na pływającym obok niebieskim materacu. Tak, był nasz. Nikomu go nie zabrałem....
Przez dłuższą chwilę kaszlał, próbując złapać powietrze. Później spojrzał na mnie z ogieńkami w oczach.
-K-Kagami.kun....jeżeli mogę dokończyć wypowiedź, której nie zakończyłem ponieważ zanurzyłeś mnie pod wodę...Nie umiem pływać.
-Już zdążyłem zauważyć....sorki..-złapałem się za kark i wskoczyłem na materac. Przytuliłem do siebie ukochanego. Przepraszałem i przepraszałem, ach i przepraszałem...W końcu mi wybaczył, ale nie dziwie się że był na mnie zły. Prawie go utopiłem...Ech, cały ja. Pomijając ten incydent, później było wszystko idealnie.
Poszliśmy na lody, zwiedziliśmy Osakę. Długo by wymieniać. Ale dzień był naprawdę udany.
Do domu wróciliśmy dość późno. Ale nie czułem się ani trochę zmęczony. Wręcz przeciwnie. A poza tym miałem bardzo, bardzo, baaaaardzo, dużą ochotę na coś em...niegrzecznego. Kagami Taiga odczuwa pożądanie! Tygrys w akcji! Udałem się do pokoju gdzie siedziała moja "ofiara". Wyglądał na zmęczonego, ale nie ma spania! O nie!
-Kuroko, dzisiaj nie śpimy..-stwierdziłem i przyłożyłem dłoń do jego krocza.
-C-co...? Kagami-kun...-zarumienił się lekko - M-mógłbyś..aa...zapytać mnie o z-zdanie...
-Hm? Jeżeli mam ochotę, to mogę to zrobić nie sądzisz?
-J-ja nie chcę...! -krzyknął zrywając się na równe nogi. Podbiegł do drzwi. Przykro mi kochanie, ale tygrysek zamknął twą jedyną drogę ucieczki, hehe~~
-Naprawdę? -ruszyłem w jego stronę -Ale on mówi co innego...-przycisnąłem Tetsuyę do ściany i potarłem  nogą o jego krocze.
Nie słuchałem już tego co do mnie mówił. Sprzeciw z jego strony był dla mnie nieważny. Ostatnio przerwaliśmy w połowie bo co szanowny Kuroko Tetsuya zrobił? ZASNĄŁ! Więc to będzie rekompensata za tamto!
Wsuwając rękę pod bluzkę niebieskookiego, zacząłem obdarowywać zagłębienie w jego szyi, czułymi pocałunkami. Przygryzłem płatek bladego ucha.
-Lepiej przejdźmy na łóżko -oznajmiłem i wziąłem chłopaka na ręce. Kładąc go na łóżko, zacząłem pieścić palcami jego sutki. W odpowiedzi otrzymywałem ciche pojękiwanie, to było bardzo satysfakcjonujące.
Pozbyłem się bluzki swojej i Kuroko, po czym zjechałem rękoma w dół. Szybkim ruchem pozbawiłem go również spodni. Zostały tylko bokserki, które w bardzo szybkim tempie, również zniknęły. W dalszym ciągu obdarowując pocałunkami tors niższego, chwyciłem członek Kuroko w dłoń.
-K-Kagami-kun...ach..aa...
-Kuroko...-zaprzestałem dotychczasowej czynności. Usta wylądowały przy męskości ukochanego. Ucałowałem jego główkę, po czym zacząłem go ssać.
-WITAM WSZYSTKICH ZACZYNAMY IMPREZEEEEE!!!! -usłyszałem nagle przy drzwiach. Odwróciłem się i kogo zobaczyłem? Całe Pokolenie Cudów. Był jeszcze Takao i Himuro. WSPANIALE PO PROSTU! I O JAKIEJ IMPREZIE ONI KUŹWA MÓWIĄ?!
-Ryota, czy ty nie widzisz, że oni są zajęci? -stwierdził czerwonowłosy kurdupel.
-Och no tak....-spojrzał na nas i uśmiechnął się - Ale dziś imieniny Kurokochi'ego! Więc impreza musi być!
-No to my urządzimy imprezę na dole, a wy dokończcie to co czyniliście dotychczas -stwierdził były kapitan CG polerując swe nożyczki. -A ty Tetsuya, daj z siebie wszystko! Jak skończycie ze sobą współżyć i przeżyjesz, to dam Ci nagrodę -puścił oczko do niebiesko włosego i wyszedł z pokoju. Reszta poszła w jego ślady. Spojrzałem na Kuroko, którego twarz była jak burak. Na mojej też pojawił się rumieniec. Delikatny. Westchnąłem i usiadłem na łóżku. Teraz to nic z tego! Cały nastrój diabli wzięli!
-Sorki Kuroko, nie dokończymy. To wszystko przez nich. Przepraszam, wiem że będzie Cię teraz boleć, ale...
-J-ja sobie p-poradzę...G-gorzej z Tobą Kagami-kun....
-Fakt...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i tu koniec, bo Aiko nie ma weny ;-; Znaczy, coś by tam jeszcze może napisała ale....Nie wyszłoby ;-;
Mam nadzieję, że ktoś dobrnął do końca ;-;
Ach, Kill-chan, AkaKuro dla Ciebie jeszcze się tworzy ;-; Właściwie było już stworzone...Ale Aiko taka zdolna, że, nie wiedzieć jak, skasowało to....
Jak?
Kiedy?
Nie mam zielonego pojęcia.....Przepraszam ;-;
~~Aiko

czwartek, 2 lipca 2015

Depresja się pogłębia...

Witam. Aiko...Aiko obejrzała dziś ostatni odcinek Kuroko no Basket....A co za tym idzie....załamała się. I to nawet bardzo....Odcinek obejrzała około godziny 15, po czym zaczęła ryczeć. Płakała, płakała, płakała i płacze nadal. Jej koleżanka uznała, że Aiko jest żałosna (z czym się zgadza, ale nie w kwestii Kuroko no Basket) Więc, Aiko chciała wam powiedzieć, że....że możliwe że przez najbliższe dwa tygodnie, nie będzie dodawała postów....Niestety...Gomene...*ukłon*
Postara się jednak, aby przerwa trwała krócej....Ta...przerwa....Uznajmy, że tak można nazwać stany depresyjne....T-tylko tyle chciała powiedzieć więc...To by było na tyle...

~~Aiko

wtorek, 30 czerwca 2015

MidoTaka cz.6

Uśmiechnij się...
Odkąd dowiedziałem się o chorobie Kazunari'ego, moje życie obróciło się o 180°. Dotychczas wesoły i energiczny Takao, leżał teraz w szpitalu, ledwo mogąc się poruszyć...Czym sobie na to zasłużył? Czemu to właśnie ci najbardziej sympatyczni i mili ludzie muszą tak cierpieć? Co dzień wchodząc do jego sali mam nadzieję, że zobaczę na jego twarzy szeroki szczery uśmiech, jaki widywałem dotychczas. Lecz zamiast tego...otrzymuję ironiczne uniesienie kącików ust w górę. Widzę jak cierpi. Z dnia na dzień staje się coraz słabszy...Ale stara się tego nie ukazywać. Próbuje to wszytko zamaskować, aby nie martwić swoich bliskich.
Cały Takao....Kilka dni po incydencie z wysoką gorączką, wszystko "wróciło do normy", można tak powiedzieć. Ciemnowłosy oczekiwał na zabieg wszczepienia pod skórę porta. Urządzenia, dzięki któremu chemia, może być podawana w odpowiednich dawkach i bez komplikacji.  To niby tylko zabieg, ale doskonale widzę, jak on się tego wszystkiego boi....
Kilka godzin przed operacją, siedziałem razem z nim w sali. Uśmiechając się, spojrzałem mu w oczy. Niby były te same, ale malowała się w nich niepewność i strach. Westchnąłem cicho i złapałem Kazunari'ego za rękę.
-Takao, spokojnie. To tylko zabieg, nie musisz się tego bać, naprawdę.
-C-co...? O-o czym ty mówisz? J-ja się boję? Coś ci się chyba pomyliło....Wcale się nie boję....-odpowiedział, odwracając głowę w bok. Ten typowy odruch tylko utwierdził mnie w mych przypuszczeniach.
-Przecież widzę, że jednak tak jest -westchnąłem cicho i objąłem go delikatnie. Przycisnąłem lekko policzek do ciemnych włosów. Siedziałem tak dłuższą chwilę. Najchętniej nie wypuszczał bym go z objęć, lecz kiedyś to musiało nastąpić. Do sali wszedł nie kto inny, jak ojciec Takao, a zaraz za nim jego żona. Uff, chociaż tyle.
Ona da radę go uspokoić. W jego oczach malowała się chęć mordu, zresztą tak jak i w moich. Zawsze byłem spokojnym i cichym człowiekiem, ale przy tym mężczyźnie się nie da. Po prostu to jest niemożliwe i tyle. AMEN. No ale dla Takao się postaram. Postaram się...
-Jak się czujesz Kazunari-chan? -spytała przejęta kobieta.
-Dobrze mamo...-uśmiechnął się i spojrzał na mnie. Zrozumiałem, że mam go puścić. No tak. Jego ojciec obdarowywał mnie znaczącym spojrzeniem...To było dziwne. Natychmiastowo uwolniłem Kazunari'ego z objęć.
-To dobrze...Heh, więc jesteście już parą? To wspaniale. Wiedziałam, że tak to się skończy -zaśmiała się i przytuliła Takao.
-C-cóż, tak mamo...masz rację -pokiwał głową i spojrzał na mnie z uśmiechem.
Nie odezwałem się. Wsłuchałem się tylko w rozmowę matki z synem. Z lekki uśmiechem wziąłem wdech i przeniosłem wzrok na mego wroga. Machnął ręką i wskazał na drzwi wyjściowe z sali. Na początku nie bardzo wiedziałem o co mu chodzi, ale kiedy wyszedł z sali machając ręką, że mam uczynić to samo....Zrozumiałem, że czeka mnie niemiła rozmowa...
-Więc? O co panu chodzi? -spytałem opierając się o ścianę.
-O nic. Chciałbym się tylko zapoznać z chłopakiem, który zgarnął MOJEGO SYNA.
-Ach, no kto by się spodziewał.
-Miałeś kiedyś jakąś dziewczynę? Chłopaka?
-Czy byłem w związku? Cóż, nie wiem czy można to było tak nazwać...
-Czyli jednak. Chłopak? Dziewczyna?
-Dziewczyna, ale co to ma do rzeczy?
-Cóż wiesz, chłopaka zawsze będzie ciągnąc do dziewczyn. Tego nie zmienisz.
-Co pan przez to sugeruje?
-Chcę przez to powiedzieć, że prędzej czy później skrzywdzisz mojego syna. Znajdziesz sobie ukochaną, stworzycie razem cudowną rodzinę. A Kazunari? O nim zapomnisz. Będziesz zachowywał się jakby nigdy nic się pomiędzy wami nie wydarzyło.
Zaniemówiłem. Dlaczego on tak uważał? Przecież on kompletnie nic o mnie nie wie. A już tym bardziej nie wie co czuję. Jak bardzo kocham Takao. Więc czemu mówi takie rzeczy? Dlaczego tak uważa?
-Niech pan słucha uważnie, bo nie powtórzę tego drugi raz. KOCHAM PANA SYNA. I nigdy go nie zostawię dla jakiejś wytapetowanej lafiryndy, która by się tylko puszczała na prawo i lewo. Krótko i na temat. A i jeszcze jedno. Niech pan sobie zapamięta, że nienawidzę kiedy ktoś mówi mi co JA czuję do drugiej osoby. -stwierdziłem i udałem się do sali. Nie wydaje mi się abym za dużo powiedział. Wyraziłem tylko co myślę i czuję. To tyle w temacie.
-Och, Shin-chan. Gdzie byłeś? -ciemno oczy przeszyły mnie na wylot. Najwyraźniej doskonale wiedział co się stało.
Jeszcze około godziny rodzice szarookiego przebywali w sali razem z nami. Ciemnowłosy mężczyzna ani razu się już do mnie nie odezwał. Obraził się? A może po prostu próbuje sobie przemyśleć to co powiedziałem? Oby to drugie...W końcu zostaliśmy sami. Lecz towarzyszyła nam cisza. Żaden z nas nie zaczął rozmowy. Jednak kiedyś ktoś musiał się odezwać.
-Shin-chan, uśmiechnij się...
-Co?
-Uśmiechnij się, proszę...-spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Tak. On ewidentnie wiedział co się stało na korytarzu. Westchnąłem cicho i uśmiechnąłem się do niego czule.
-Kocham Cię Takao.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i 6 część MidoTaka...Heh ^^" Zapraszam do komentowania ^^

~~Aiko
Szablon wykonała Nessa Daere.