Strony

niedziela, 20 grudnia 2015

Tanjōbi omedetō, Akashi-kun!

Wygrałem!
Dziś nasz Akaś ma urodzinki..! Aiko miała wstawić z tej okazji coś fajnego..a-ale niestety to coś fajnego..chyba nie wyszło fajnie..A-Ale chciałam wstawić coś na urodzinki n-naszego Akashiego..;-; M-Mam nadzieję, że się w miarę spodoba...^^"
Wszystkiego najlepszego, Akashi-kun..! <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Eeee? Ale jak to niemożliwe? -jęknął Kise, odchylając głowę do tyłu i bawiąc się przy tym piłką od koszykówki. Aomine patrzył na niego z niedowierzaniem. 
-No raczej, że niemożliwe. Tetsu, bez poker face na twarzy? Nie ma szans! 
-Prawda -odezwał się zielonowłosy okularnik, poprawiając swe zacne oprawki na nosie.
-Przy mnie, czasami się uśmiecha -oznajmił Kagami, podnosząc rękę w górę, na znak zwycięstwa.
Dzień był chłodny i pochmurny. Pomimo to, Pokolenie Cudów i Kagami do kompletu,
spotkali się na starym boisku do koszykówki
niedaleko liceum Seirin. Był wekeend. Kto by pomyślał, że tak wyjątkowe lenie jak
kucyki ponny, zechcą dobrowolnie opuścić
swe ciepłe mieszkanka. No kto? No nikt.
*Aiko podnosi łapkę w górę, wymachuje nią*
--Aiko, Ty jesteś narratorem...--
Kontynuując...Cała piątka koczowała na ławeczkach obok boiska, czekając na jedną,
jedyną brakującą osobę. Kuroko Tetsuya, wciąż nie przybył.
-Kuro-chin zawsze jest taki poważny..Może jak dam mu trochę słodyczy, to się uśmiechnieee~ -wydukał i ziewnął przeciągle.
-Wątpię, aby to wypaliło, Murasakibarachi..
-To może urządzimy konkurs? -ozwał się Akashi.
-Konkurs? Jaki, jaki? -zapytał rozpromieniony perspektywą cudownej rywalizacji Kise.
-Kto wywoła u Tetsuyi największą "zmianę mimiki", wygrywa. Co wy na to?
-Ja jestem za! -krzyknęli Ahomine i Kise jednocześnie.
Do gry dołączyła również reszta. Czekali jeszcze około 15 minut, aż w końcu, na boisko wbiegł
niebieskowłosy chłopak. Wyglądał na zmęczonego. Podbiegł do przyjaciół.
-Przepraszam..! -ukłonił się najgłębiej jak tylko potrafił.
-E..?
-Pociąg się zepsuł..Dlatego jestem tak późno..-spojrzał w bok i zamknął powieki. Przygotował sie już mentalnie na prawienie kazania.
-Nic się nie stało, Tetsuya -uśmiechnął się lekko i podszedł do Kuroko -Ważne, że już jesteś.
-Dziękuję..
-A więc, może zagramy? Ale zanim to się stanie...-ujął twarz niższego w dłonie i pocałował namiętnie. Reszta wpatrywała się w niego wybałuszonymi oczyma.
Kiedy mały sadysta skończył, odsunął się odrobinę od Tetsuyi, aby chwilę później uśmiechnąć się szeroko i oznajmił...
-Wygrałem!

sobota, 12 grudnia 2015

AoKuro

Trucizna cz.2
Konbanwa...^^ Ano..Jak tam u was..? Aiko jak to w weekend bywa, siedzi, pije herbatkę...i pisze na bloga...Z-Znaczy dziś kończyła AoKuro, tak więc...Po skończonej pracy d-dodaję drugą część "Trucizny"..^^ M-Mam nadzieję, że niczego nie zepsułam...Za-zapraszam do czytania...^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Ciemna, spokojna noc. Świat oświetlały liczne gwiazdy, oraz srebrzysty księżyc, dając nadzieję wszystkim zagubionym. Płaczące chmury przesłaniające niebo już dawno zniknęły, pozostawiając po sobie jedynie niemiłe wspomnienie. Lukę po nich zastąpił porywisty wiatr, wzmagając na sile z każdą chwilą. Pomimo tego, Tetsuya po tym kiedy Akashi wyszedł do ogrodu, natychmiastowo opuścił dom tylnymi drzwiami. Sam nie do końca wiedział czemu. Bał się spotkać Daiki'ego ponownie, spojrzeć w jego oczy i nie odnaleźć drogiego jemu sercu przyjaciela, a zamiast tego...ujrzeć kogoś tak odległego...Biegł jak najszybciej potrafił, co chwilę potykając się o własne nogi. W pewnej chwili gwałtownie zatrzymał się. Przy wejściu do parku, stał wysoki, umięśniony chłopak o ciemnej karnacji. Na jego widok, Tetsuya odruchowo cofnął się do tyłu. Zarówno oddech, jak i serce przyspieszyło, a ciało drżało. Wszystko co Daiki mu zrobił, wszystko co się stało i co mogło...Wróciło...Jedynym co w tej chwili siedziało mu w głowie, była jedna zasadnicza myśl..:"Uciekaj!". Jednak nogi miał jak z waty i jakby przybite do podłoża. Mimo iż możliwym było że potencjalnego zagrożenia ze strony Aomine nie było wcale, niebieskowłosy był najzwyczajniej w świecie przerażony. Trudno się dziwić...Postać przed nim, ruszyła w jego stronę, tym samym zmniejszając dystans pomiędzy nimi.
-Tetsu, przyszedłeś..-spróbował zacząć rozmowę, lecz na próżno. Drobniejszy młodzieniec trząsł się jak osika, zarówno z zimna jak i z przerażenia...

~~~
Tymczasem Seijuro, który skończył jakże zacną rozmowę z Taigą Kagamim, wrócił do pokoju swego najdroższego przyjaciela. Był pusty. Chłopak rozejrzał się jeszcze dokładnie po pomieszczeniu, aby sprawdzić, czy aby na pewno jest tam sam. Nie mylił się .Zacisnął zęby i przeklął w myślach.
-Tsk. Mogłem nie zostawiać go tu samego...-telefon ponownie opuścił kieszeń. Akashi szybko sprawdził godzinę po czym wybiegł z domu.Z każdą chwilą przyspieszał coraz bardziej. Mijał znajome mu sklepy spożywcze, oraz kwiaciarnie i restauracje. Szukał w ciemnych zaułkach, a także barach. Niestety, Kuroko w żadnym z tych miejsc nie było. Dlaczego szukał akurat tam? Jeżeli Tetsuya przebywał z Daikim, zawsze kończyło się na upiciu niebieskowłosego i zaciągnięciu go w jakieś podejrzane miejsca...Seijuro może i po części był nieczułym dupkiem, ale nie jeżeli chodziło o jego najlepszego przyjaciela, z którym jako jedynym potrafił normalnie rozmawiać, oraz przede wszystkim utrzymywać kontakt. Tetsuya był dla niego jak swego rodzaju Anioł Stróż i to dosłownie. A więc on, postanowił odwdzięczyć się tym samym. Obdarzyć go miłością (nie taką jak niektórym na myśl przyszło ;-;) i opieką...Uczucia i gesty okazywane względem Kuroko, były co najmniej niespotykane ze strony Akashiego tym samym obniżając jego autorytet. Wiązało się to z "niskim" poziomem społecznym, do którego należał niebieskowłosy. Ojciec Seijuro był jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Japonii, a także poza jej granicami. Pokazywanie się na ulicy wraz z Tetsuyą, właśnie z wyżej wymienionego powodu, zostało zakazane Akashiemu, przez jego ojca. Mimo to, czerwonowłosy nie zamierzał przestać utrzymywać kontaktu z przyjacielem, a wręcz przeciwnie. Uważał to za słuszne, a gniew wpływowego mężczyzny nie obchodził go wcale.
~~~
-Tetsu...-wyciągnął rękę do przodu, aby dotknąć nią, choć opuszkami palców, delikatnej skóry Kuroko. Jednakże na próżno. "Karzełek" cofnął się, prawie upadając. Wiatr wzmagał na sile, bawiąc się jego niesforną grzywką, przydużymi ubraniami, oraz pożółkłymi liśćmi, pozostałymi na niektórych drzewach. Pomimo chęci spotkania się z Aomine, Tesuya...nie potrafił myśleć o nim jak o kimś przyjaznym..czy jak o kimś, przy kim czułby się bezpieczny. Kochał go, gdzieś głęboko w sobie dalej czuł to uczucie, które z każdym dniem narastało i dawało o sobie znać. Nie przestało nawet po wielkiej krzywdzie, jaką wyrządził mu Daiki, jednak ten fakt dobijał go w najgorszy możliwy sposób. Po dłuższej chwili, niebieskooki przygryzł wargę, obrócił na pięcie i pobiegł przed siebie. Jak najszybciej się dało, byle tylko uciec. "Biegnij, biegnij dalej!" -powtarzał sobie w myślach, zaciskając powieki z pod których wypływały słone łzy. Dlaczego uciekł? A może inne pytanie. Dlaczego poszedł na spotkanie, tak bardzo się bojąc? Skoro wiedział, że to dla niego za wiele? Błąd. Miłość, była silniejsza niż strach, który przesłonięty został wizją odnalezienia dawnego mistrza. Pana jego serca, Daiki'ego Aomine. Zwolnił dopiero po jakimś czasie, kiedy upewnił się, że znalazł się wystarczająco daleko. Najwyraźniej znajdował się w samym środku parku...
-...-normalnie rozejrzałby się jeszcze wokół siebie, jednak tym razem spuścił głowę w dół, po czym oparł ręce o kolana.
-Kuroko! -znajomy głos obił się o uszy Tetsuyi, powodując natychmiastowe obrócenie się licealisty w tył. W błękitnych tęczówkach odbiły się sylwetki dwóch czerwonowłosych chłopaków. Jeden wysoki, drugi zaś wzrostem nie grzeszył, bynajmniej w oczach towarzysza. Kagami Taiga, który dobiegł jako pierwszy położył dłonie na ramionach Tetsuyi.
-Kuroko, wszystko w porządku?! -pytał co chwilę, potrząsając niebieskowłosym. Zanim jednak zdążył powtórzyć to po raz setny, został zmuszony do usadowienia się na zimnym podłożu -za sprawką Seijuro, oczywiście. Sadysta z heterochromią chwycił kościste ręce i patrząc w oczy przyjaciela, począł zadawać pytania.
-Tetsuya czemu tu jesteś? Z kim się spotkałeś? Nie zadawaj pytań, najpierw odpowiedz na moje.
-E-E..Ano...Ja..
-Tak?
-...
-Aomine Daiki, czy tak brzmi jego imię? -spytał marszcząc brwi. Było to oczywiście pytanie retoryczne. Źrenice oczu Kuroko zmniejszyły się gwałtownie. Skąd Akashi wiedział..? Przygryzł wargę, odrobinę zdenerwowany.
-T-Tak...ale ja..
-Tetsuya, czy to co stało się w gimnazjum, niczego Cię nie nauczyło?
-Nauczyło...-chciał dodać coś jeszcze, lecz nie zdążył. Na policzku, poczuł coś mokrego. Łzy..?
Zaczął je nerwowo ocierać rękawami kurtki. Akashi westchnął jedynie, a chwilę później przytulił niebieskookiego, głaszcząc go po głowie. Miał zdecydowanie zbyt miękkie serce w stosunku do Tetsu...ale uważał to za normalne. Spojrzał na Taigę, marszcząc brwi -jednocześnie dając mu znak, że zaraz odsunie się od Kuroko, a Kagami ma zająć jego miejsce. Licealista głośno przełknął ślinę, a jego twarz przybrała kolor dojrzałego pomidora. Przecież na taki gest musiałby przygotować się psychicznie! Akashi odsunął się od niebieskowłosego i uśmiechając się lekko otarł pozostałe łzy z jego twarzy.
-Spokojnie, ważne, że nie namącił Ci znów w głowie. Prawda? Kagami?
-A, tak! -odpowiedział. Zrobił pierwszy krok w stronę niskiego przyjaciela, ale...Nie mógł tak po prostu wykorzystać tego momentu...Seijuro zirytowany jego postępowaniem zmarszczył brwi.
-Tetsuya, wracamy do domu -powiedział kładąc dłoń na ramieniu Kuroko. Ten skinął jedynie głową, ruszając przed siebie. Był niezmiernie wdzięczny Akashiemu za samą jego obecność przy nim. Nie musiał nic mówić. Wystarczyło to, że był, a humor diametralnie poprawiał mu się.
~~~
Kagami pozostał w parku jeszcze około godziny. Mieszkał sam, więc nikt nie wydzwaniał i nie zamartwiał się o niego. Spacerował bez większego celu, aż po pewnym czasie wrócił do swojego pustego mieszkania. Było duże. Za dużo, jak na jedną osobę. Westchnął głośno, szepnął pod nosem smutne "wróciłem" i wszedł do salonu, gdzie usadowił się na kanapie. Włączył telewizor, spojrzał na godzinę. Grubo po północy. Wzruszył ramionami, z grymasem na twarzy. Odchylił głowę do tyłu, przymykając powieki.
-Ach, ile ja bym dał, aby usłyszeć to ciepłe "witaj w domu" z jego ust...

Następnego dnia, kiedy Kuroko obudził się, Akashiego już nie było. Na stoliku nocnym leżała pozostawiona przez niego karteczka, na której napisał:
"Dzieńń dobry, Tetsuya.
Mam nadzieję, że dziś lepiej się czujesz.
Możliwe, że dziś znów wpadnę, więc przygotuj się należycie.
Wychodzimy na miasto."
Tetsu pokręcił lekko głową, a kąciki jego ust nieznacznie uniosły się w górę. Wstał z łóżka i tradycyjnie jak co rano, udał się do łazienki. Po umyciu zębów, spojrzał w lustro, a to co tam ujrzał przeraziło go. Tuż za nim, pojawił się ciemnoskóry chłopak, o granatowych włosach. Tetsuya gwałtownie odwrócił się do tył, lecz tam nikogo nie było. W łazience znajdował się on sam. Nikt poza nim tam nie przebywał, na 100%. Zacisnął dłoń na materiale koszulki, z trudem łapiąc oddech.
Wybiegł z pomieszczenia, szybko zszedł po schodach i wszedł do kuchni. Tam mile przywitała go mama. Przyjrzała się dokładnie roztrzęsionemu synowi. Usiadła tuż obok chłopaka i spojrzała głęboko w oczy.
-Tetsuya, coś się stało? -zapytała z troską wymalowaną na twarzy.
-Nie...Nie, mamo. Wszystko w porządku -uśmiechnął się delikatnie.
Kobieta po dłuższej chwili dała mu spokój. Po szybkim "zjedzeniu" śniadania, Kuroko udał się na przystanek autobusowy. Poranek był chłodny, a ulice puste. Bo w końcu komu chce się wstawać, o tak wczesnej porze? No nikomu.
-Hej, Tetsu -usłyszał obok.
-Ao..mine..-cofnął się do tyłu.
-Tetsu, proszę nie uciekaj tak jak wczoraj...-wyciągnął rękę do przodu, łapiąc błękitnookiego za rękę. Przyciągnął drobne ciało do siebie, po czym łapczywie wpił się w blade usta niższego. Kiedy chłopak chciał krzyknąć, uchylając przy tym wargi, Aomine wepchnął mu swój język do buzi. Dokładnie penetrując wnętrze ust Tetsuyi, zaczął bawić się jego językiem. Podobało mu się to, trudno było tego nie zauważyć. Jednak gdy przerwał, aby zaczerpnąć powietrza, Kuroko odepchnął go od siebie. Dyszał niespokojnie i wpatrywał się w Daiki'ego przerażony. Ten zaś, dopiero po chwili uświadomił sobie, co zrobił.
-Tetsu, ja nie..! -nie zdążył dokończyć. Jego przyjaciel tak jak poprzedniej nocy, po prostu uciekł. Aomine uderzył pięścią w przystanek.
-Cholera...
-Aomine, gnoju.
-Ha? -odwrócił się. Przed sobą, dostrzegł asa drużyny Seirin. Sławnego Kagamiego Taigę z talentem do koszykówki, niczym jeden z Pokolenia Cudów.
-Co To miało być? Czego chcesz od Kuroko?
-A co Tobie do tego?
-O wiele więcej, niż Ci się wydaje, Ahomine -syknął przez zęby i zacisnął pięść.
-Czyżbyś się w nim zakochał? -zażartował szczerząc się zadziornie.
-Nie zbliżaj się do niego, bo pożałujesz.
-Doprawdy? A od kiedy możesz wydawać mi rozkazy?
Kagami nie wytrzymał. podszedł do Aomine i przyłożył mu z pięści w twarz. Ten nie pozostał mu dłużny. Rozpoczęła się zacięta bójka, której żaden z przechodniów nie odważył się przerwać. Taiga korzystając z lekkiego rozproszenia Daiki'ego, uderzył go w brzuch, powodując skulenie się chłopaka.
-No to się doigrałeś...-wysyczał ciemnoskóry wstając, po czym odwdzięczył się za wcześniejsze uderzenie ze zdwojoną siłą. Kagami upadł na chodnik, z trudem łapiąc oddech. Obydwoje byli już okropnie zmęczeni, jednak ani jeden, ani drugi nie zamierzał kończyć tego co rozpoczęli.
~~~
Tetsuya biegł przed siebie, bez najmniejszego zamiaru zatrzymania się. To co zrobił Aomine...To było nie do pomyślenia. Jak on mógł! Po tym co się stało..Po tym co Kuroko przeszedł z jego winy...
-Czy ja...nie wyolbrzymiam tego..zbyt bardzo..? -zatrzymał się, spuszczając głowę w dół. Akashi zawsze powtarzał mu, że Daiki zrobił coś niewybaczalnego...Ale to nie była całkowicie jego wina...Przynajmniej tak uważał Tetsu...Mimo tego, strach nie ulatniał się, a przybierał na sile.
Nagle, jego telefon zaczął wibrować. Wyjął urządzenie z kieszeni, odebrał.
-Halo..?
-Kurokochi, jesteś w domu? -w słuchawce usłyszał znajomy głos Ryoty.
-Nie..
-Ach, chodźmy razem na pizze!
-E..?
-No! Ja, Ty, Midorimachi, Murasakibarachi i Akashichi! -oznajmił entuzjastycznie do słuchawki.
-A-ale...Ja..
-No, Kurokochi! Nie daj się prosić! Przecież dziś nie masz dużo lekcji, nie?
-Ja..N-No dobrze..Ale po szkole...-odpowiedział, cicho wzdychając. Blondyn zaśmiał się wesoło.
-Okej!!! To będziemy czekać na Ciebie przed szkołą! -wykrzyczał po czym pożegnał się i rozłączył.

niedziela, 6 grudnia 2015

Mikołajkowy szał według tęczowej drużyny~!


Prezent
Witam..^^ dzisiaj Mikołajki..! I jak? Odwiedził was Mikołaj, Minna..? ^^  Co tam dostaliście..? ^^
Aiko..Aiko wczoraj uświadomiła sobie, że nie ma nic na dzisiejszą okazję...I-I musiała się spiąć i coś wymyślić...Tak więc było jak z t-tym tekstem na haloween..;-; J-Jeden dzień....P-Przepraszam, za wszelkie błędy, a-ale naprawdę sama nie wiem kiedy je z-zrobiłam..:c  Dziękuję Temari za pomoc..! <3 Chciałam to skończyć n-na dziś, no i...W-W każdym bądź razie, z-zapraszam do czytania..;-;
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chłodny powiew wiatru, rozwiał błękitne kosmyki włosów, zmuszając ich właściciela do chwilowego zatrzymania się. Z kieszeni spodni, wygrzebał dwie spinki. Jedną koloru krwi, a drugą czystego nieba. Spiął nimi niesforne kosmyki włosów, unosząc głowę ku górze. Otworzył dotychczas przymknięte powieki. Znacznie jednak zmrużył oczy, gdy w tęczówkach odbiły się światła latarni. Z prawie że czarnych chmur, spadały drobne płatki śniegu. Malutkie odłamki lodu, połączone w niesamowicie urodziwe dzieło sztuki, którego nawet najzacniejszy krytyk nie odważy się obrazić. Opatulały liczne drzewa, znajdujące się w parku, a także wąskie dróżki. Chłopak przemierzający te tereny, zmierzał właśnie w stronę centrum miasta. Wyprawa spowodowana była chęcią zakupu prezentu, dla ukochanego, a problem był jasny. Tetsuya -ów bohater naszej opowieści- nie miał zielonego pojęcia, co takiego mógłby mu podarować...Już miesiąc przed, próbował wymyślić co takiego mógłby kupić. Lecz na nic się to zdało. Tego dnia, miał ostatnią szansę. Docierając na miejsce, o mało co nie zszedł na zawał. Gdy jego oczom ukazało się tak liczne grono ludzi, serce zaczęło bić w szybszym tempie. Przełknął głośno ślinę, po czym ruszył przed siebie, starając się nie zwracać na nich szczególnej uwagi. Przyglądał się wielu wystawą sklepowym, a każda była inna i na swój sposób wyjątkowa. Jakby każdy produkt z danego sklepu nadawał się na prezent, lecz nie dla Akashiego. Niestety...Nadzieja, która tliła się w błękitnym serduszku Kuroko nagle zaczęła ulatywać, a on sam miał ochotę płakać. Jak mógł być tak głupim i zostawić wszystko na ostatnią chwilę? Przecież oczywistym był fakt, że nie da rady znaleźć czegoś szczególnego w jeden -w dodatku nie cały- dzień. Cóż, czasu nikt cofnąć nie potrafi, a przeciwności losu to chleb powszedni na świecie...
Wędrując zatłoczonymi ulicami Tokio, wśród zabieganych ludzi, Tetsuya dostrzegł znajomą mu twarz. Tak, tylko twarz...Podszedł bliżej i niepewnie wpatrując się oczy przebranego za renifera chłopaka, sprawdzał, czy aby na pewno jest to ten ktoś kogo miał na myśli.
-Midorima-kun..? -zagadał, odrobinę zaskoczony reakcją doskonałego strzelca z Pokolenia Cudów, odsunął się odrobinkę w bok. Zielonowłosy Rudolf ze świecącym nosem o mało co nie dostąpił zaszczytu wstąpienia w orszak aniołów. Co prawda to prawda. Midorima od początku znajomości z Kuroko, uważał, że niebieskowłosy doskonale sprawdziłby się w roli skrytobójcy czy coś ten deseń. Kuroko Tetsuya, niebieskooki gracz widmo, członek Pokolenia Cudów, spec od zawałów. Tyle w temacie...
-Kuroko? Co Ty tu robisz?
-A Ty? I..czemu jesteś przebrany za renifera? Czy to jakaś nowa  moda? -spytał zaciekawiony, jednak czuł że już za moment oberwie mu się za to pytanie.
-Nowa moda? Kuroko, błagam Cię, czy ja trzymam się zasad mody? -potarł skroń opuszkami smukłych palców.
-N-No..nie...-odpowiedział, kręcąc głową z dezaprobatą -N-No to...w takim razie, o co chodzi z tym strojem?
-Ech...Pomagam wypromować nowy sklep z zabawkami Takao.
-Takao-kun ma sklep z zabawkami..?
-Nie do końca...Po prostu w nim pracuje, dorabia sobie, a że zależy mu na tym, aby zrobić dobre wrażenie na szefie, promuje sklep. A ja mu w tym pomagam. N-Nie żeby t-to było z miłości czy coś...-na twarz wskoczył mu ogromny rumieniec. A może to tylko światło z czerwonego nosa?
-Rozumiem -pokiwał głową ze zrozumieniem. Zamyślił się na chwilę. Jak tak na to spojrzeć to Midorima na początku gimnazjum dużo czasu przebywał z Akashim. Możliwe, że miałby jakiś fajny pomysł na prezent, nasz drogi Kuroko też o tym pomyślał. Wziął wdech i spojrzał na ulicę, którą miał ruszyć w dalszą drogę.
-A Ty, Kuroko? Dawno nie widziałem Cię na mieście, w ogóle rzadko kiedy wychodzisz z domu. Co spowodowało tak nagłą zmianę?
-Ano...Poszukuję prezentu dla Akashiego...Jutro Mikołajki, tak więc...-wydukał z siebie.
-Ach, no tak. Teraz wszystko jasne -wbił wzrok w zmarznięte dłonie chłopaka -Długo już tak chodzisz?
-Sam nie wiem...M-Mniejsza o to..Midorima-kun, m-masz może pomysł na to, co mógłbym kupić..? -zapytał niepewnie patrząc w szmaragdowe tęczówki, w których odbijały się światła kolorowych lampek wiszących na wystawach. Po zadaniu pytania Shin zamyślił się, po czym zrezygnowany pokręcił głową, a Kuroko który wiązał ogromne nadzieje, zwyczajnie załamał ręce. Przecież miał tyle pomysłów, dlaczego teraz żaden nie wydaje się być w porządku..? Dlaczego wszystkie zaczęły ulatywać..?
-Na pewno uda Ci się coś znaleźć, nie martw się. Przepraszam, ale muszę wracać do pracy.
-Mhm...Powodzenia, Midorima-kun.
-I nawzajem, Kuroko -odpowiedział, po chwili znikając z pola widzenia niebieskookiego. Ten zaś udał się do sklepu z akcesoriami kuchennymi. Po kiego? Zwyczajny akt desperacji. Jeżeli Akashi uwielbia posługiwać się ostrymi przyrządami, to nieważne czy to nożyczki, czy nóż, nawet głupi widelczyk do ciasta. Nie zrobiłoby mu to wielkiej różnicy. Wszystko, byleby ostre...
Dość długi czas szwendał się pomiędzy półkami zapełnionymi sztućcami...Jednak uznał to za kompletną głupotę i już kilka minut po stwierdzeniu faktu, opuścił sklep. Temperatura na zewnątrz znacznie się obniżyła, a śnieg stał się gęstszy. Ledwo można było cokolwiek zobaczyć, nie mówiąc o bezpiecznym przemieszczaniu się. Mimo to, ludzie w dalszym ciągu przepychali się, aby tylko dotrzeć pod drzwi upragnionego budynku. "Skoro teraz tak jest, to co będzie w Święta..?" -pomyślał niebieskowłosy, chowając się w jakimś zaułku. Oparł się o jedną ze ścian i westchnął. To było za wiele...Cholernie bał się wyjść z domu, jak zwykle, ale wyszedł. Dał radę się przełamać. A poległ w takim miejscu...
-Yo, chłopczyku~ -usłyszał nad głową. Powoli uniósł ją w górę, aby spojrzeć na mężczyznę stojącego tuż przy nim. Nie znał go. A może? Nie..na pewno nie...
Cofnął się o krok do tyłu. Później kolejny, a zaraz za nim następny.
-No i gdzie uciekasz? Nie wolałbyś może, bliżej się ze mną zapoznać? -zapytał zadziornie, łapiąc Tetsuyę za nadgarstek. Kąciki ust ciemnowłosego uniosły się w górę, wargi rozszerzyły się ukazując śnieżnobiałe zęby.
-P-proszę puść mnie...-wyszeptał drżącym głosem.
-He? Głośniej, bo nie dosłyszałem~~
-To może ja Ci to powtórzę. Spieprzaj Ty niewyżyty zboczeńcu, łapy z dala od Tetsu! -donośny krzyk rozniósł się echem po ciemnej uliczce. Błękitne tęczówki, powoli zachodzące łzami skierowane zostały w stronę ciemnoskórego chłopaka. Tak, jego Tetsuya znał na pewno.
Kiedy ciemnowłosy wycofał się z grymasem i przerażeniem wymalowanym na twarzy, bohater podszedł do ofiary.
-Tetsu, w porządku? -zapytał kładąc dłonie na ramionach niższego chłopaka.
-T-Tak..d-dziękuję za ratunek, Aomine-kun...
-Co Ty tu robisz tak w ogóle? I że wyszedłeś z domu z własnej woli!
-S-szukam prezentu dla Akashiego...-powiedział patrząc w bok. Był już całkowicie przybity. Niby to co powiedział, było prawdą, ale niemożliwą w tej sytuacji do wykonania...Westchnął i opowiedział przyjacielowi wszystko od początku. Począwszy od wyjścia z domu, a kończąc na obecnej sytuacji.
-Och, to tak. Ja to bym mu kupił kaftan bezpieczeństwa! O! To jest pomysł!
-Aomine-kun...p-prosze przestań...-upomniał go.
-Okej okej...No ale, to co zamierzasz?
-Szczerze..? N-Nie mam zielonego pojęcia..-spuścił głowę załamany. Jednak nagle, coś jakby go olśniło. Spojrzał na Daikiego, po czym pociągnął za rękaw jego kurtki.
-He? Co jest Tetsu?
-P-Proszę, zaprowadź mnie do Kagamiego...
-Ale po co?
-P-Po prostu zaprowadź...-skwitował, co najwyraźniej poskutkowało. As tęczowej drużyny wyjął telefon z kieszeni kurtki, wybrał numer, zadzwonił. Na odzew czekał około paru minut, aż w końcu usłyszał upierdliwy głos Taigi, który zaczął wykrzykiwać coś do słuchawki. Daiki przerwał jego wywód donośnym krzykiem, przy okazji zaciskając dłoń w pięść. Jak on miał ochotę mu przywalić...
Tak czy siak, już parę minut później spotkali się z Kagamim w jego domu. Mieszkanie było dość obszerne i stanowczo za duże jak na jedną osobę. Jednak, Taiga potrzebował dużo przestrzeni tak więc...
-Nie sądziłem że to prawda, ale faktycznie tu jesteś, Kuroko -uśmiechnął się szeroko i podszedł do Tetsuyi.
-Cóż...-nie bardzo wiedział co powiedzieć. Znudziło mu się już powtarzanie każdemu po kolei tego samego scenariusza.
-No więc, masz do mnie jakąś sprawę, tak? -spytał, wbijając wzrok w niższego.
-Owszem. Chciałbym, abyś...p-pomógł mi upiec ciasteczka dla Akashiego...
-O...-zaniemówił. Stał chwilę w bezruchu, wpatrując się w przyjaciela. Nie sądził, że kiedykolwiek dożyje dnia, w którym Kuroko poprosi go o lekcje gotowania. A jednak tak się stało. W końcu otrząsnął się i zaprosił niebieskowłosego do kuchni. Aomine zaś zdążył się już rozgościć w salonie.
Partnerzy z drużyny dłuuugą chwilę rozmyślali nad tym, jakie by tu smaki wybrać, aby Akashi'emu przypadły do gustu. Seijuro nieszczególnie przepadał na słodyczami, jednak podczas jedzenia niektórych, aż mu się uszy trzęsły. Jednogłośnie zdecydowali, iż przygotują ciasteczka czekoladowe z kawałkami kokosów.
-No dobra, mamy wszystkie składniki więc do dzie...
-Kagami-kun...Ja, chciałbym sam je przygotować..A-A Ciebie chciałbym prosić o..nadzorowanie mojej pracy...Proszę...
-Jesteś pewien? -w odpowiedzi otrzymał skinięcie głową -No dobra, to do dzieła! -krzyknął, tym samym rozpoczynając kulinarny armagedon. Tetsuya o mało co nie wysadził mu kuchni...Ciasteczka próbował piec z 4 razy...Za każdym razem jednak, coś było z nimi nie tak. Albo spalone, albo niedopieczone...Jednym słowem, zwyczajnie katastrofa. Mimo to, nie poddawał się. Wiele razy poparzył sobie dłonie, ale nie zniechęcało go to. Aż w końcu udało się. Wypieki były idealne. Sam Taiga Kagami to stwierdził, tak więc bez wykłócania się! Zapakowali je do ozdobnej torebeczki i przewiązali kokardką. Później, czerwonowłosy opatrzył dłonie Tetsu.
-No, gotowe. gratuluję kuchmistrzu! -wyszczerzył się i poczochrał błękitną czuprynę.
-Mam nadziej, że będą mu smakować...
-Na pewno będą, bardzo się starałeś i--
-He?! Nie.Będziesz.Mi.Rozkazywał! Nie, nie nie! -z salonu do uszu  "cukierników" dobiegł głos Daikiego.
-Co on tam odwala?! -krzyknął Kagami, a już chwilę później uzyskał odpowiedź. Aomine wszedł do kuchni, z telefonem przy uchu.
-Kise, zawrzyj twarzostan!...Że co?! Że ja jestem chamski?!...Jak to celibat?! Kto Ci dał do tego uprawnienia?!...Kise? Kise mendo nie rozłączaj się!!! -zanim ktokolwiek zdążył zareagować, ciemnskóry wybiegł z mieszkania, aż się zanim kurzyło. Tetsuya również nie długo zabawił u Taigi. Podziękował za pomoc, po czym również opuścił budynek. Dzięki temu, że pojechał autobusem szybko dotarł do domu. Było około 23:40. Po cichu otworzył drzwi i wszedł do domu. Oczywiście nie udało mu się uniknąć rozmowy z rodzicami, którzy umierali ze strachu, podczas jego nieobecności. Cóż, mówi się trudno. Grunt, że w końcu miał prezent dla ukochanego.
W nocy nie mógł spać, a już następnego dnia po zajęciach, udał się do parku, niedaleko liceum Seirin. Rozejrzał się dookoła, wypatrując czerwonej czuprynki.
-Tetsuya! -usłyszał, więc odwrócił się.
-Akashi-kun..-uśmiechnął się lekko, a chwilę później znalazł się w ramionach Seijura.
-Wiesz, odwiedził mnie Święty brodaty i zostawił prezencik dla Ciebie. Chyba pomylił domy -udał że się zamyślił, po czym wręczył paczkę z prezentem niebieskookiemu -Wesołych Mikołajek, Tetsuya -ucałował chłopaka w czoło.
-Och..d-dziękuję Akashi-kun! Ja..ja też coś dla Ciebie mam...-z teczki wyjął zapakowaną w poprzedni dzień paczuszkę. Stanął naprzeciw czerwonowłosego i szybko wręczył prezencik. Oczywiście po tym natychmiastowo schował za plecami opatrzone dłonie.
Seijuro nie czekając długo, odpakował paczuszkę. W oczach błysnęło mu coś na kształt iskierek. Ciasteczka, miały kształt nożyczek! Przyglądał się im przez dłuższą chwilę. W pewnym momencie, pośród czekoladowych wypieków, dostrzegł jedno, jakby różniące się kształtem. Było w kształcie serca, a na jego wierzchu z wiórek kokosowych utworzony został napis: "Kocham Cię".
-Tetsuya...
-P-przepraszam, że tylko to...Byłem wczoraj na mieście, próbowałem coś znaleźć, a-ale...-spuścił głowę i zapominając o poranionych dłoniach, przestał ukrywać je za plecami.
-Wyszedłeś na miasto..? Specjalnie po prezent dla mnie..?
-Tak..a-ale nie wyszło..N-No a potem spotkałem Aomine-kun, a on zaprowadził mnie do Kagamiego-kun...A-A on z kolei nadzorował moją "pracę" w kuchni...-Akashi chwycił jego dłonie, spoglądając na nie smutny, ale jednocześnie szczęśliwy.
-Tetsuya, przecież Ty tak boisz się ludzi...Tak bardzo się dla mnie starałeś...Dziękuję! -przytulił go jak najmocniej potrafił, był tak szczęśliwy!
-Ale wiesz...Ja już dawno otrzymałem najwspanialszy prezent, o jakim wielu marzy.
-E-Etto..?
-Mam Ciebie, Tetsuya -powiedział, złączając ich usta w namiętnym pocałunku. Pogłębił go, kiedy Tetsu cicho jęknął. Tak. Ten dzięń można było zaliczyć do tych udanych.




Kuroś wa kawaii desu <3
Wesołych Mikołajek M-Minna..! <3

sobota, 21 listopada 2015

I'm sad -czyli historia z KnB wzięta...

Bo szczęście to coś ulotnego...
Ano...Aiko ostatnio opowiedziała rodzeństwu "bajkę" na dobranoc...Chciały coś smutnego...N-No więc było..A bynajmniej  w rozumowaniu Aiko...A że było związane z KnB, t-to postanowiłam w-wstawić to tutaj..;-; P-Przynajmniej coś na bloga w-wstawiłam..*pac głową o ścianę* Z-Zapraszam do czytania..;-;
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Był sobie pewien chłopiec. Uczeń gimnazjum Teikou, członek drużyny koszykarskiej
reprezentujący trzeci, a zarazem najsłabszy skład.
Ambitny z pasją i miłością do koszykówki młody gracz,
nie potrafiący odnaleźć w sobie jakiegokolwiek talentu do gry.
Każdego wieczoru po spotkaniu składu, zostawał po godzinach prowadząc dodatkowy, indywidualny trening. Codziennie dawał z siebie wszystko, aby pokazać iż
nadaje się do składu wyjściowego. No...to akurat było jego głównym celem. Najpierw jednak mierzył w skład "przeciętny" -drugi. Wylewał siódme poty,
męcząc się przy tym okropnie, niestety niewiele to dawało...
Nikt nie dostrzegł w nim zmiany...
Nikt nie zaproponował mu przeniesienia...
Nikt go nie docenił...
Pewnego pochmurnego wieczoru, kiedy jak zwykle prowadził żmudny trening,
los postanowił mile przychylić się do jego życia.
Na poprawę humoru i punkt motywacji podarował mu granatowy balonik.
Od tamtej chwili, Tetsuya -bo tak nazywał się chłopiec -nie rozstawał się z nim ani na krok.
Razem z nim uczęszczał na treningi, jadał lunch...
Z czasem awansował do upragnionego pierwszego składu.
Będąc tam otrzymywał kolejno nowe baloniki.
Najpierw czerwony, następnie zielony, fioletowy, różowy, a na koniec -żółty.
Podróżowanie przez z życie z pęczkiem baloników wbrew pozorom nie było takie trudne.
Wspólne spędzanie czasu dawało tyle radości!
Jednak podczas jednego ze spacerów, chłopiec niechcący wypuścił granatowy balonik z ręki...
Spanikowany możliwością utraty go zaczął za nim biec.
Wyciągnął rękę ku górze i nagle...nieszczęśliwie potknął się o własne nogi. Reszta baloników, tak jak i granatowy, uleciała w górę.
Oddalając się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu zniknęły z pola wiedzenia.
Gimnazjalista podpierając się na trzęsących rękach, krzyczał tak głośno jak tylko potrafił, nawołując swoich jedynych przyjaciół...
Uświadamiając sobie, że to już koniec...nie miał siły dłużej krzyczeć, ani podpierać się o podłoże...
Upadł na ziemię zwijając się w kłębek. Po bladym policzku spłynęła pierwsza łza,
a za nią popłynęły kolejne...
-Przepraszam...-szepnął jedynie i rozpłakał się na dobre.

wtorek, 17 listopada 2015

Przepraszam..! ;-;

Etto...*ukłon* B-Bardzo bardzo bardzo przepraszam..! A-Ale N-Nie jestem pewna czy dam radę napisać Czerwonego Kapturka w tym miesiącu...;-; P-Pani polonistka k-kazała wziąć Aiko udział w konkursie literackim..I cóż robić..? J-Jak trzeba to trzeba...D-Dlatego aktualnie piszę "opowiadanie" na ten konkurs...;-; M-Możliwe że wstawię je na bloga, jeżeli..j-jeżeli otrzmam na to pozwolenie...
M-Mam nadzieję, że się n-nie zawiedliście..c-czy coś...:c
Ach i...B-Blog ma nowy szablon..^^ Na okres przedświąteczny i świąteczny..też..^^" *śmiech* M-Miał być od grudnia..a-ale no nie mogłam się powstrzymać...;-; Wykonała go szabloniarka z Łowców Snów...Popsuty Kran..^^ M-Mnie się wykonanie p-podoba..C-Choć chciałam do tego inne arty...A-Ale mimo to...M-Mnie się naprawdę podoba..^^ A...co wy o nim sądzicie..? *lekki uśmiech*

niedziela, 15 listopada 2015

B-Bo Aiko zawsze musi się pytać...;-;

Pewnie każdy z was słyszał kiedyś o Czerwonym Kapturku, nieprawdaż? Mała, słodka niewinna dziewczynka podróżująca w stronę domku swojej ukochanej babci, który znajdował się w środku lasu. Na swej drodze spotyka złego wilka, który udaje aniołka, a tak naprawdę planuje pożreć i dziewczynkę i jej babunię. Tak się dzieje, jednak wszystko kończy się dobrze, dzięki myśliwemu, ponieważ ten w porę reaguje. Jednakże...Aiko wymyśliła zupełnie inną wersję tej historii. Są tu jacyś chętni do wysłuchania jej? Dobroduszni proszeni są o znalezienie sobie wygodnego miejsca i natężenia słuchu...

Pam....
Pam....
Pam....
BĘC, BĘC, BĘC!



Historia o Czerwonym Kapturku dojedzie do skutku, je-jeżeli j-jacyś dobroduszni zasiądą wygodnie przed laptopem/komputerem bądź c-chwycą w łapki tablet/telefon i w-wyrażą jasną chęć przeczytania czegoś takiego..;-; Aiko ma już początek..A-Ale..tak sobie teraz pomyślała, że może to jednak n-nie przejdzie..;-; Co myślicie? C-Czy Czerwony Kapturek w wersji Kuroko no Basket, ma jakąś p-przyszłość..? ;-;


środa, 11 listopada 2015

Takie krótkie...informacje..? ;-;

Ohayo..^^ Z tego co wiecie, zrobiłam ankietę, która (prawdopodobnie) kilka dni temu zakończyła się ^^
Cieszyłabym się gdyby nie pewien fakt...Z-Znowu r-remis...? ;-; *pac głową o stół* Boże Narodzenie, oraz Sylwester...Oj oj ;-; T-troszkę dużo roboty..;-; C-choć jeżeli wezmę się za to t-teraz...*myśli* a-ale piszę jeszcze AoKuro ;-; i AoTakę (zacznę..) bo obiecałam R-Rei...;-; Ale...j-jak myślicie..? Dam radę napisać obydwa teksty..? Zarówno na Święta jak i Sylwester..? R-Ratunku ;-;


Szablon wykonała Nessa Daere.