To jakaś paranoja!
W ogrodzie był już bezpieczny. Przynajmniej tak mu się wydawało. Usiadł na ławce obok małej fontanny i biorąc głęboki wdech, rozejrzał się dookoła. Nikt oprócz niego nie przebywał w obrębie tego miejsca. Wypuścił powietrze z ulgą. Oparł się plecami o ławkę i zaczął myśleć. Próbował zrozumieć co się właśnie stało. Dlaczego jego przyjaciele tak dziwnie się zachowywali. Kto ich tam zrozumie...Pierwszym co przyszło mu do głowy, było to, że zwyczajnie się upili. Ale od żadnego z nich nie było czuć alkoholu....No tak...i tu pomysły naszego kurdupelka się skończyły. Wziął pod uwagę jeszcze to, że może się o coś założyli, ale...To było raczej niemożliwe. A tym bardziej w przypadku "poważnego" Midorimy, któremu tylko i wyłącznie rozsądek w głowie. Nic nie kleiło się w jedną całość....Wstał z ławki i zaczął chodzić w kółko. Nagle usłyszał szelest. Ze strachu, aż podskoczył w górę i pobiegł za ławkę dygocząc. Przełknął głośno ślinę i czekał na to co się stanie. Zza budynku wyszedł Akashi. We włosach miał kilka liści, a ubranie było lekko poszarpane.
-Kuroko! Tu jesteś! -krzyknął uradowany i podbiegł do ukochanego.
-A-A-A-Akashi-kun....
-Coś nie tak? Cały drżysz. Co się stało? -spytał przytulając do siebie niższego chłopaka.
-P-przestraszyłem się. To tyle. Przepraszam.
-Idziemy do mnie?
-Co...?
-Idziemy.Do.Mnie? -powtórzył niecierpliwiąc się już trochę.
W odpowiedzi oczywiście otrzymał słowo "nie". Zawiedziony uklęknął przed ławką. Uderzył w nią głową i zaczął lamentować, że jego chłopak jest wredny i nie chce mu pomóc w potrzebie. Czyn powtórzył jeszcze kilka razy, aż w końcu Kuroko poszedł w jego ślady. Również zaczął uderzać głową o twardą powierzchnię.
Pomyślał sobie : "Może jak porządnie uderzę w to głową, to w końcu się obudzę?". Ale nie wychodziło.
Czerwonowłosy spojrzał na załamanego Tetsuyę i złapał jego głowę.
-Tetsuyaaaa, bo sobie łeb rozbijesz -położył głowę niższego na swoich kolanach i tak jak to raczą robić psycholodzy, wyjął (nie wiem skąd ;-;) swój notatnik i zaczął zapisywać to co Kuroko bredził.
Oczywiście nic z tego nie wywnioskował. Bo przecież Akashi Seijuro specjalizuje się tylko i wyłącznie w sprawach łóżkowych. Potrafi też perfekcyjnie wydłubywać oczy nożyczkami, ale o tym zapomnijmy....Znaczy....to tak na przyszłość. Kiedy usłyszał całą historię, coś jakby się w nim zagotowało i już miał wybuchnąć, ale zamiast tego zaśmiał się głośno i otarł łezkę rozbawienia z kącika oka. Wydało mu się śmieszne to, że członkowie CG, zaczęli dobierać się do niebiesko włosego chłopaka. Nie wliczając jego samego. Jemu było wolno. Przecież reszta doskonale wiedziała, że Tetsuya należy teraz DO NIEGO i był całkowicie pewien, że przekazał im to w taki sposób, aby zrozumieli. Jednak chłopak widmo upierał się przy swoim. Co nie bardzo pomagało Akashiemu w optymistycznym myśleniu. Jego brew drgnęła, a żyłka na skroni zaczęła pulsować. Trudno było nie uwierzyć własnemu chłopakowi...Obraz przystawiających się do Kuroko "kucyków ponny" wcale nie był przyjemny...Najchętniej pobiegłby i jak Sebastian, powbijałby im widelce w głowy. (Sebastian? Hm....czyżby Akashi był OTAKU? XD) Ale czasami trzeba być humanitarnym. Najpierw wydłubie im oczy, a potem karze im je zjeść. O, to będzie (nie)wystarczająca kara....
-Tetsuya, gdzie oni teraz są?
-J-ja...p-podejrzewam, że nadal u mnie w pokoju. Chyba że poszli mnie szukać...
-Rozumiem, chodźmy tam, okej? Nie bój się, jakby co, to Cię obronię. Nie będą mi jakieś pieprzone kucyki Ponny chłopaka molestować.
-Przypominam, że my również mamy nietypowe kolory włosów....
-Wszelkie zażalenia składać do autora mangi, idziemy.
No i ruszyli w swą drogę. W pokoju jednak nikogo nie zastali, poza walającymi się opakowaniami po chipsach na podłodze i szczęśliwego przedmiotu Midorimy. Nagle drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a światło zgasło. Okna pootwierały się pod wpływem silnego wiatru. Scena jak z horroru. A potworami były owe "kucyki Ponny", które pojawiły się znikąd. Akashi jako dzielny seme, próbował obronić swego Tetsuyę, lecz coś nie pykło i padł na ziemię nieprzytomny. Oberwał w głowę...Czym? Patelnią. Od kogo? Od Aomine....
-Oj tak! Zawsze chciałem to zrobić! -zaśmiał się zadowolony ze swego czynu ciemnoskóry.
W przeciwieństwie do niego, Kuroko wcale nie było do śmiechu. Kucyki zbliżały się do niego coraz bardziej. Aż w końcu usadowiły go na ziemi. "To jakaś paranoja..." -powiedział do siebie cichutko i udał, że mdleje.
-Kuroko! Tu jesteś! -krzyknął uradowany i podbiegł do ukochanego.
-A-A-A-Akashi-kun....
-Coś nie tak? Cały drżysz. Co się stało? -spytał przytulając do siebie niższego chłopaka.
-P-przestraszyłem się. To tyle. Przepraszam.
-Idziemy do mnie?
-Co...?
-Idziemy.Do.Mnie? -powtórzył niecierpliwiąc się już trochę.
W odpowiedzi oczywiście otrzymał słowo "nie". Zawiedziony uklęknął przed ławką. Uderzył w nią głową i zaczął lamentować, że jego chłopak jest wredny i nie chce mu pomóc w potrzebie. Czyn powtórzył jeszcze kilka razy, aż w końcu Kuroko poszedł w jego ślady. Również zaczął uderzać głową o twardą powierzchnię.
Pomyślał sobie : "Może jak porządnie uderzę w to głową, to w końcu się obudzę?". Ale nie wychodziło.
Czerwonowłosy spojrzał na załamanego Tetsuyę i złapał jego głowę.
-Tetsuyaaaa, bo sobie łeb rozbijesz -położył głowę niższego na swoich kolanach i tak jak to raczą robić psycholodzy, wyjął (nie wiem skąd ;-;) swój notatnik i zaczął zapisywać to co Kuroko bredził.
Oczywiście nic z tego nie wywnioskował. Bo przecież Akashi Seijuro specjalizuje się tylko i wyłącznie w sprawach łóżkowych. Potrafi też perfekcyjnie wydłubywać oczy nożyczkami, ale o tym zapomnijmy....Znaczy....to tak na przyszłość. Kiedy usłyszał całą historię, coś jakby się w nim zagotowało i już miał wybuchnąć, ale zamiast tego zaśmiał się głośno i otarł łezkę rozbawienia z kącika oka. Wydało mu się śmieszne to, że członkowie CG, zaczęli dobierać się do niebiesko włosego chłopaka. Nie wliczając jego samego. Jemu było wolno. Przecież reszta doskonale wiedziała, że Tetsuya należy teraz DO NIEGO i był całkowicie pewien, że przekazał im to w taki sposób, aby zrozumieli. Jednak chłopak widmo upierał się przy swoim. Co nie bardzo pomagało Akashiemu w optymistycznym myśleniu. Jego brew drgnęła, a żyłka na skroni zaczęła pulsować. Trudno było nie uwierzyć własnemu chłopakowi...Obraz przystawiających się do Kuroko "kucyków ponny" wcale nie był przyjemny...Najchętniej pobiegłby i jak Sebastian, powbijałby im widelce w głowy. (Sebastian? Hm....czyżby Akashi był OTAKU? XD) Ale czasami trzeba być humanitarnym. Najpierw wydłubie im oczy, a potem karze im je zjeść. O, to będzie (nie)wystarczająca kara....
-Tetsuya, gdzie oni teraz są?
-J-ja...p-podejrzewam, że nadal u mnie w pokoju. Chyba że poszli mnie szukać...
-Rozumiem, chodźmy tam, okej? Nie bój się, jakby co, to Cię obronię. Nie będą mi jakieś pieprzone kucyki Ponny chłopaka molestować.
-Przypominam, że my również mamy nietypowe kolory włosów....
-Wszelkie zażalenia składać do autora mangi, idziemy.
No i ruszyli w swą drogę. W pokoju jednak nikogo nie zastali, poza walającymi się opakowaniami po chipsach na podłodze i szczęśliwego przedmiotu Midorimy. Nagle drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a światło zgasło. Okna pootwierały się pod wpływem silnego wiatru. Scena jak z horroru. A potworami były owe "kucyki Ponny", które pojawiły się znikąd. Akashi jako dzielny seme, próbował obronić swego Tetsuyę, lecz coś nie pykło i padł na ziemię nieprzytomny. Oberwał w głowę...Czym? Patelnią. Od kogo? Od Aomine....
-Oj tak! Zawsze chciałem to zrobić! -zaśmiał się zadowolony ze swego czynu ciemnoskóry.
W przeciwieństwie do niego, Kuroko wcale nie było do śmiechu. Kucyki zbliżały się do niego coraz bardziej. Aż w końcu usadowiły go na ziemi. "To jakaś paranoja..." -powiedział do siebie cichutko i udał, że mdleje.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I na tym koniec części 2 ^^ A 3 część będzie tą ostatnią ^^ Gomene, że takie to krótkie było....ale Aiko ma wenę tylko i wyłącznie wtedy, kiedy nie jest jej ona już poczebna ;-; To jest nie fair...No ale, chyba jest tam coś co mogło wam się spodobać....Jeżeli ktoś dobrnął do końca to jestem wdzięczna ;-;
~~Aiko
~~Aiko
