Strony

czwartek, 25 czerwca 2015

Kiseki no Sedai x Kuroko cz.2

To jakaś paranoja!
W ogrodzie był już bezpieczny. Przynajmniej tak mu się wydawało. Usiadł na ławce obok małej fontanny i biorąc głęboki wdech, rozejrzał się dookoła. Nikt oprócz niego nie przebywał w obrębie tego miejsca. Wypuścił powietrze z ulgą. Oparł się plecami o ławkę i zaczął myśleć. Próbował zrozumieć co się właśnie stało. Dlaczego jego przyjaciele tak dziwnie się zachowywali. Kto ich tam zrozumie...Pierwszym co przyszło mu do głowy, było to, że zwyczajnie się upili. Ale od żadnego z nich nie było czuć alkoholu....No tak...i tu pomysły naszego kurdupelka się skończyły. Wziął pod uwagę jeszcze to, że może się o coś założyli, ale...To było raczej niemożliwe. A tym bardziej w przypadku "poważnego" Midorimy, któremu tylko i wyłącznie rozsądek w głowie. Nic nie kleiło się w jedną całość....Wstał z ławki i zaczął chodzić w kółko. Nagle usłyszał szelest. Ze strachu, aż podskoczył w górę i pobiegł za ławkę dygocząc. Przełknął głośno ślinę i czekał na to co się stanie. Zza budynku wyszedł Akashi. We włosach miał kilka liści, a ubranie było lekko poszarpane.
-Kuroko! Tu jesteś! -krzyknął uradowany i podbiegł do ukochanego.
-A-A-A-Akashi-kun....
-Coś nie tak? Cały drżysz. Co się stało? -spytał przytulając do siebie niższego chłopaka.
-P-przestraszyłem się. To tyle. Przepraszam.
-Idziemy do  mnie?
-Co...?

-Idziemy.Do.Mnie? -powtórzył niecierpliwiąc się już trochę.
W odpowiedzi oczywiście otrzymał słowo "nie". Zawiedziony uklęknął przed ławką. Uderzył w nią głową i zaczął lamentować, że jego chłopak jest wredny i nie chce mu pomóc w potrzebie. Czyn powtórzył jeszcze kilka razy, aż w końcu Kuroko poszedł w jego ślady. Również zaczął uderzać głową o twardą powierzchnię.
Pomyślał sobie : "Może jak porządnie uderzę w to głową, to w końcu się obudzę?". Ale nie wychodziło.
Czerwonowłosy spojrzał na załamanego Tetsuyę i złapał jego głowę.
-Tetsuyaaaa, bo sobie łeb rozbijesz -położył głowę niższego na swoich kolanach i tak jak to raczą robić psycholodzy, wyjął (nie wiem skąd ;-;) swój notatnik i zaczął zapisywać to co Kuroko bredził.
Oczywiście nic z tego nie wywnioskował. Bo przecież Akashi Seijuro specjalizuje się tylko i wyłącznie w sprawach łóżkowych. Potrafi też perfekcyjnie wydłubywać oczy nożyczkami, ale o tym zapomnijmy....Znaczy....to tak na przyszłość. Kiedy usłyszał całą historię, coś jakby się w nim zagotowało i już miał wybuchnąć, ale zamiast tego zaśmiał się głośno i otarł łezkę rozbawienia z kącika oka. Wydało mu się śmieszne to, że członkowie CG, zaczęli dobierać się do niebiesko włosego chłopaka. Nie wliczając jego samego. Jemu było wolno. Przecież reszta doskonale wiedziała, że Tetsuya należy teraz DO NIEGO i był całkowicie pewien, że przekazał im to w taki sposób, aby zrozumieli. Jednak chłopak widmo upierał się przy swoim. Co nie bardzo pomagało Akashiemu w optymistycznym myśleniu. Jego brew drgnęła, a żyłka na skroni zaczęła pulsować. Trudno było nie uwierzyć własnemu chłopakowi...Obraz przystawiających się do Kuroko "kucyków ponny" wcale nie był przyjemny...Najchętniej pobiegłby i jak Sebastian, powbijałby im widelce w głowy. (Sebastian? Hm....czyżby Akashi był OTAKU? XD) Ale czasami trzeba być humanitarnym. Najpierw wydłubie im oczy, a potem karze im je zjeść. O, to będzie (nie)wystarczająca kara....
-Tetsuya, gdzie oni teraz są?
-J-ja...p-podejrzewam, że nadal u mnie w pokoju. Chyba że poszli mnie szukać...
-Rozumiem, chodźmy tam, okej? Nie bój się, jakby co, to Cię obronię. Nie będą mi jakieś pieprzone kucyki Ponny chłopaka molestować.
-Przypominam, że my również mamy nietypowe kolory włosów....
-Wszelkie zażalenia składać do autora mangi, idziemy.
No i ruszyli w swą drogę. W pokoju jednak nikogo nie zastali, poza walającymi się opakowaniami po chipsach na podłodze i szczęśliwego przedmiotu Midorimy. Nagle drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a światło zgasło. Okna pootwierały się pod wpływem silnego wiatru. Scena jak z horroru. A potworami były owe "kucyki Ponny", które pojawiły się znikąd. Akashi jako dzielny seme, próbował obronić swego Tetsuyę, lecz coś nie pykło i padł na ziemię nieprzytomny. Oberwał w głowę...Czym? Patelnią. Od kogo? Od Aomine....
-Oj tak! Zawsze chciałem to zrobić! -zaśmiał się zadowolony ze swego czynu ciemnoskóry.
W przeciwieństwie do niego, Kuroko wcale nie było do śmiechu. Kucyki zbliżały się do niego coraz bardziej. Aż w końcu usadowiły go na ziemi. "To jakaś paranoja..." -powiedział do siebie cichutko i udał, że mdleje.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I na tym koniec części 2 ^^ A 3 część będzie tą ostatnią ^^ Gomene, że takie to krótkie było....ale Aiko ma wenę tylko i wyłącznie wtedy, kiedy nie jest jej ona już poczebna ;-; To jest nie fair...No ale, chyba jest tam coś co mogło wam się spodobać....Jeżeli ktoś dobrnął do końca to jestem wdzięczna ;-;

~~Aiko

wtorek, 23 czerwca 2015

Kuroko no Princess

Snow White...
Pewnego razu w ciągu zimy, gdy z nieba leciały płatki śniegu jak pierze, królowa siedziała przy oknie o ramach wykonanych z czarnego hebanu i szyła. W pewnym momencie patrząc na opadające płatki śniegu, ukłuła się igłą w palec. Kilka kropli krwi poleciało na biały puch. Ta czerwień, wyglądała tak pięknie na białym śniegu. Dlatego też królowa pomyślała sobie: "Chciałabym, aby moje dziecko miało skórę białą jak ten śnieg, usta czerwone jak krew, a włosy czarne jak heban". Wkrótce na świat przyszedł syn, o skórze białej jak śnieg, jak to sobie zażyczyła jego matka. Ale nie do końca wszystko się zgadzało. Usta chłopaka były blade, a włosy zamiast przybrać czerń hebanu, były błękitne jak niebo. Jakby tego jeszcze było mało, król nie był ojcem dziecka. Jego żona została zgwałcona. Przez dłuższy czas nie potrafiła się do tego przyznać. W końcu jednak wszystko wyszło na jaw, a królowa ostatecznie postanowiła urodzić. Jej mąż, traktował Tetusuyę jak swojego własnego syna. Nie chciał traktować go jak kogoś gorszego.
Mijały lata. Młody książę dorastał, a urodą przewyższał nie tylko najpiękniejsze panny we dworze, ale i księżniczki z innych krajów. Kiedy niebiesko włosy miał 8 lat, jego matka zachorowała. Królewscy medycy nie wiedzieli jak jej pomóc....Po długi czasie zmagania się z chorobą, kobieta zmarła. To był naprawdę wielki cios, zarówno dla króla i syna, jak i dla całego dworu...
Po roku król wziął sobie drugą żonę. Była to pani piękna, ale dumna i próżna. Nie mogła znieść tego, że jej "pasierb", dorównywał jej urodą już kiedy był dzieckiem, a w wieku lat 16 pozostawił ją w cieniu, daleko za sobą. Większość osób z królestwa uważała, że chłopak nie powinien posiadać tak nieziemskiej urody. Wyglądał niemalże jak dziewczyna, tyle że z krótkimi włosami. Dlatego też, król postanowił rozkazać nadwornym krawcom, aby uszyli przepiękne suknie dla jego syna. Od tego czasu młody książę, stał się "księżniczką",nazywaną Śnieżką, uwielbianą przez wszystkich poddanych.
Królowa, o której już wcześniej było wspomniane, posiadała magiczne lustro. Gdy stawała przed nim, by się obejrzeć, mówiła:
-Lustereczko, powiedz przecie...Kto jest najpiękniejszy w świecie?
A lustro odpowiadało...
-Tyś królowo najpiękniejsza na świecie.
-No i to rozumiem. Łap cukierka w nagrodę.
I była zadowolona, bo wiedziała, że lustro zawsze powiej jej prawdę. Pewnego dnia, gdy Śnieżka zbierała kwiaty na polanie, próżna kobieta rzuciła jej pełne pogardy spojrzenie, po czym udała się do swej komnaty.
Zrzuciła materiał, za którym stało zwierciadło, na ziemię i spojrzała w nie. Wzięła głęboki wdech i jak na nią przystało, zapytała...
-Lustereczko, powiedz przecie...Kto jest najpiękniejszy w świecie?
Ale odpowiedź była całkiem inna niż się spodziewała....
-Śnieżka -stwierdziło lustro.
-Że co?
-To co słyszałaś pani...-odpowiedziało cichutko zwierciadło.
Królowa usłyszawszy to, wpadła w szał. Po raz kolejny musiała wysłuchiwać tego, czego tak bardzo nie chciała przyjąć do świadomości. Jednak wiedziała dokładnie co zrobić, aby światło, które ją przyćmiewa znikło na zawsze. Rozkazała myśliwemu zabrać Śnieżkę do lasu i zabić ją tam. Na dowód wykonanego zadania, miał przynieść swej pani, serce młodej piękności.
Tak jak rozkazano, myśliwy zabrał ze sobą królewnę. Lecz serce bolało go, gdy pomyślał o tym co ma jej zrobić. Nie chciał tego. Dlatego też kazał jej uciec jak najdalej się da. Był świadom tego, że dziewczę i tak zginie, najprawdopodobniej rozszarpią ją dzikie zwierzęta. Ale to i tak lepsze, niż śmierć z rąk przyjaciela....
Przez długi czas Śnieżka biegła przez ciemny las. Była głodna i przerażona. Nie wiedziała co ma zrobić.
Do oczu co chwilę napływały jej łzy. Jednak nagle pojawiła się nadzieja. Mały domek na polanie w środku lasu. Zbliżyła się do niego i delikatnie zapukała do drzwi. Nikt nie otwierał.
-Halo? Dzień dobry...Jest tu kto? -spytała uchylając drzwi do budynku.
Jednak odpowiedziała jej głucha cisza. Dom był pusty. Weszła do środka. Obejrzała wszystkie pomieszczenia, a w jednym z nich znalazła 7 małych łóżeczek. W pierwszej chwili pomyślała, że w domu mieszkają same dzieci. W pewnej chwili zmęczenie dało o sobie znać. Aby odpocząć, Tetsuya chciał położyć się do jednego z łóżeczek. Lecz żadno nie pasowało. Jedno było za długie, inne za krótkie...Śódme zaś było w sam raz. Śnieżka położyła się więc do niego i powierzyła się w opiekę Morfeusza.
Kiedy słońce zaszło, wrócili panowie tego domu. Było to 7 krasnoludków. Zapalili 7 światełek, a gdy w domku zrobiło się jasno, zmęczeni po ciągłej pracy w kopalni, postanowili odrazu udać się do łóżek.
Lecz nie było im to dane. Kiedy w jednym z łóżek zobaczyli bladą piękność, stanęli wokół niej, po czym usadowili się na ziemi. Siedzieli tak caluuuutką noc...
Gdy Śnieżka wstała rankiem, dostrzegła 7 par oczu, które się w nią wpatrywały. Bardzo się wystraszyła. Narzuciła kołdrę na głowę i powtarzała sobie, że to tylko sen.
-Ej ty! Wypad z mojego łóżka! -krzyknął jeden z krasnoludków.
-M-mógłbyś być...m-milszy...-stwierdziła księżniczka, obracając głowę w bok z załzawionymi oczyma.
-Ech...Jak trafiłaś do naszego domku? -spytał karzełek w okularach.
-J-ja...Moja macocha kazała mnie zabić...Rozkazała myśliwemu, aby zabrał mnie do lasu i...-zamilkła na chwilę.
-On miał Cię zabić, królewno?
-Tak...Ale darował mi życie...-odpowiedziała z lekkim uśmiechem.
-Czy chciałabyś z nami zostać?
Śnieżka spojrzała na krasnoludki zdumiona. Nie sądziła, że jej to zaproponują. Bardzo się ucieszyła.
-Chcę. Chcę, bardzo chcę.
I została z nimi. Dbała o porządek w domku, przygotowywała śniadania, obiady, kolacje. Prała ubrania krasnoludków...Było trochę obowiązków, ale młodej księżniczce to nie przeszkadzało.
Karzełki co rano wychodziły do pracy w górach by szukać by szukać rudy i złota.
Tymczasem w królestwie, macocha siedziała rozpromieniona w swej komnacie. Była przekonana, że to ona na powrót stała się najpiękniejszą istotą na świecie. Stanęła przed lustrem, wzięła wdech i zadała stałe swe pytanie.
-Lustereczko, powiedz przecie...Kto jest najpiękniejszy w świecie?
A lustro odpowiedziało...
-Tu najpiękniejsza jest królowa, lecz od niej piękniejsza jest panna owa. Co za górami z karzełkami mieszka, a zwie się Śnieżka.
Wystraszyła się, bo wiedziała, że lustro nigdy nie kłamie. Od tamtej pory nic tylko myślała. Myślała, myślała i myślała, jak tu pozbyć się tej wstrętnej "dziewuchy". Już prawie zapomniała, że Śnieżka, tak naprawdę była młody księciem....Tyle myślała, aż w końcu wpadła na pomysł, który bardzo jej się spodobał.
Postanowiła podarować Tetsuyi jego ulubiony napój, wraz z pewnym dodatkiem...Shake jabłkowy z trucizną. (Nie pytać czemu akurat shake XD To raczej oczywiste XD Skąd shake w tamtych czasach? Dowiecie się pod koniec XD) Przebrała się za staruszkę i wyruszyła do domku krasnoludków.
Kiedy tam dotarła, zapukała do drzwi. Lecz Kuroko nie otworzył. Przyjaciele przestrzegli go, żeby pod żadnym pozorem nikomu nie otwierał.
-Czy jest tam kto? Pomocy proszę...Tak mnie suszy w gardle...Cały dzień nic nie piłam...Pomocy proszę...
-Ach, przed domkiem jest studnia, proszę nabrać sobie stamtąd wody...-odpowiedziała Śnieżka.
-Jestem już stara...nie mam siły...-stwierdziła, a potem udała zasłabnięcie -o moje serce...moje biedne serce...
Śnieżka był zbyt dobra, by nie pomóc owej staruszce. Wybiegła więc z domu i zabrała ze sobą "nieznajomą" do środka. Z dzbanuszka nalała wody do jednego z kubeczków i podała gościowi. Ta napiła się i odetchnęła z ulgą. Podziękowała i wyjęła shake ze swego koszyka.
-Proszę dziecko, przyjmij to w ramach podziękowań. Tylko tyle mam....
-A-Ale...n-nie mogę przyjmować niczego, od kogoś, kogo nie znam....
-Proszę....
-N-No...no dobrze....
Pokiwała głową i przejęła shake od kobiety.
-STOP! Co to ma w ogóle być?! Aiko idiotko! Czy to ci wygląda no typową bajkę dla dzieci?! Gwałt, morderstwa, shake jabłkowy?! Skąd tam shake jabłkowy! -krzyknęła nagle zdenerwowana Riko, trener drużyny Seirin.
-Prosto w serce....
-To kiedy ja wchodzę? -spytał Kagami.
-Wtedy kiedy Kuroko wypije shake, a królowa ucieknie z domku -odpowiedziała spokojnie Aiko, poprawiając swe reżyserskie okularki.
-Aha, okej -pokiwał głową i schował się za kurtynę. Wszyscy chcieli jak najszybciej przejść do następnej sceny, czyli sceny pocałunku, a jak. Lecz nastąpiły pewne komplikacje....
-Jak to nie wypijesz shake'a?! -wykrzyczała Aida potrząsając Tetsuyą.
-Bo nie jest waniliowy...
-Trudno! Wypij i po kłopocie! Raz dwa!
-Kuroko kochanie błagam wypij to! Pomyśl o mnie! ;-; Riko obedrze mnie ze skóry, jeżeli to przedstawienie nie wypali! ;-; -lamentowała Aiko bijąc pokłony przed niebieskowłosym.
W końcu udało nam się przekonać chłopaka, aby wykonał prośbę. Więc wracając do scenariusza....
Po wypiciu shake'a, Śnieżka upadła na ziemię martwa, a królowa wróciła do królestwa. Natychmiastowo pobiegła do komnaty i stanęła przed lustrem.
-Lustereczko, powiedz przecie...Kto jest najpiękniejszy w świecie?
A lustro odpowiedziało....
-Tyś królowa najpiękniejsza na świecie.
I wtedy jej zawistne serce zaznało spokoju, na ile zawistne serce spokoju zaznać może...
Kiedy krasnoludki wieczorem wróciły do domu zastały Śnieżkę leżącą bez tchu na ziemi. Była martwa. Usiadły wokół niej i zaczęły płakać. Płakały 3 dni, potem chciały ją pogrzebać. Lecz uznały, że jest zbyt piękna. Zrobiły więc przezroczystą szklaną trumnę, gdzie złożyły młodą piękność. Śnieżka długo leżała w trumnie, lecz śmierć nie odcisnęła na niej piętna. Wyglądała jakby spała...Pewnego dnia, pewien książę zapuścił się w las i trafił do domu karzełków, aby u nich przenocować. Na górze zobaczył trumnę, w której spoczywała księżniczka. Udał się tam więc. Uchylił wieko trumny i nachylił się nad dziewczyną, aby złożyć na jej bladych ustach pocałunek...
-Oi, Kuroko...Zaraz masz się obudzić...-szepnął Kagami, udając, że całuje chłopaka. Jednak ten nie otworzył oczu. Ponowił próbę kilkakrotnie, ale i to nie dało rezultatów...Przypomniał sobie wtedy, że Kuroko przed sceną powiedział mu, że ma uczulenia na jabłka..."Może to szok anafilaktyczny?! Albo tak jak ta Śnieżka kopnął w kalendarz?! N-Nie! Uratuję mojego ukochanego!" -pomyślał i złączył ich wargi w czułym pocałunku. Wtedy Kuroko otworzył oczy i z lekkim uśmiechem na twarzy stwierdził.
-Długo ci to zajęło, Kagami-kun.
-Ty mały...!
-Jak słodkoooo -po brodzie trenerki spłynęła ślina. Tak, Aida Riko jest chorą yaoistką. Kto by się spodziewał? A no ja! Aiko! Mua!
-Aiko zamknij się w końcu i kurna przestań komentować!
-H-hai! G-Gomene!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i koniec ^^ Na początku miałam przedstawić NORMALNE baśnie. Ale...cóż....Mój zryty mózg postanowił inaczej *kiw kiw* Gomene ;-;
Śnieżka- Kuroko Tetsuya
Książę- Kagami Taiga
Zła królowa- Hanamiya Makoto XD
Myśliwy -.....to już na zawsze pozostanie tajemnicą ;-;
1 krasnoludek - Hyuuga Junpei
2 krasnoludek- Kiyoshi Teppei
3 krasnoludek- Izuki Shun
4 krasnoludek- Koganei Shinji
5 krasnoludek- Mitobe Rinnosuke
6 krasnoluek- Hiroshi Fukuda
7 krasnoludek- Satoshi Tsushida
Pani nadzorująca- Aida Riko
Nieudany narrator- Aiko Itami

sobota, 20 czerwca 2015

Mam pomysł *-*

Tak, Aiko ma pomysł *kiwa głową* I nawet bardzo jej się podoba :3 A więc przejdę do rzeczy.
Pomyślałam, że może napiszę kilka fanfików na podstawie baśni i bajek ^^ W takim stylu komediowym *śmiech* Co wy na to? Chcielibyście coś takiego przeczytać? Oczywiście to tylko pomysł ^^"
Wcześniej myślałam też nad tym żeby wpakować paringi w świat Harrego Pottera XD Tak też można by było....Spotkania z Voldemortem i w ogóle XD

Więc? Co o tym myślicie? :3

~~Aiko


piątek, 19 czerwca 2015

AkaKuro

Jesteś mój, nie zapominaj o tym...
Uwaga!
Niby nie ma tam opisanych jakichś drastycznych scen, ale jeżeli ktoś nie lubi
klimatów pod tytułem "gwałt", to lepiej, aby tego nie czytał.
Żeby potem nie było, że Aiko jest zboczona czy coś.....
Każdemu z nas może wydawać się, że świat jest idealny. Ale nie każdy potrafi zdjąć okulary, które go korygują. Tak jest im wygodniej. Życie bez zamartwień, chorób, kłopotów...To coś o czym marzy każdy.
Ale pojawiają się również wyjątki. Ludzie, którzy próbują pogodzić się z losem. Jednak to nie takie proste. Na drodze każdego z nas stoi wiele przeszkód. Ale tylko nieliczni o tym wiedzą. Nikt nie wie, dlaczego tak jest. Czy to dlatego, że niektórzy nie zasługują na życie w słodkim kłamstwie? Jeżeli tak jest, to czy to dobrze? Z jednej strony tak, a z drugiej nie...To, że nie mamy zmartwień, kłopotów bardzo nam się podoba.
Ale co kiedy dowiemy się, że to wszystko było tylko złudzeniem? Świat, który wydawał nam się idealny....to wszystko pryśnie jak mydlana bańka....
Jedną z osób myślących racjonalnie, był Kuroko Tetsuya. 16-stoletni licealista niskiego wzrostu, o niebieskich włosach, z niesforną grzywką zakrywającą pełne głębi błękitne oczy. Należał do drużyny koszykówki w liceum Seirin. Młodzieniec z niezwykłym talentem, choć o słabej kondycji. Godny zaufania chłopak, ze swym standardowym poker face'm na twarzy. Miły, ambitny, pracowity. Jego życie płynęło spokojnie, bez większych przeszkód. Kochający rodzice, pies, dach nad głową. Niestety, pieniądze były już inną kwestią. Jednak chłopak, nie przejmował się tym tak bardzo. Podobał mu się teraźniejszy styl bycia. Nie potrafił wyobrazić sobie, tak jak jego rodzice, co by było, gdyby byli bogaci. Co prawda to prawda. Życie bogacza, usłane było różami. Na przykład taki Midorima, lub Akashi, którzy świata poza pieniędzmi i willami nie widzą. Gdyby zapytać ich o zwyczajną restaurację, wskażą wam jakąś mega luksusową, która wydaje im się być najgorszą w jakiej dotąd byli. Pociągiem i autobusem nigdy nie podróżowali, bo wszędzie mógł zawieźć ich szofer. Tacy to mają dobrze, prawda? Tetsuya uważał inaczej niż my. Jego zdaniem, ludzie bogaci żyją w klatce. Klatce, którą sami stworzyli. Są jak rajskie ptaki, które nie zaznały wolności. Świat jest im całkowicie obcy. Lecz nasz bohater nie wiedział jeszcze, że już niedługo, jeden z tych ptaków, postanowi pokazać mu wnętrze swojego więzienia....
Dzień był dość chłodny, jak to zimą bywa. Ulice Tokio zdążyła pokryć, gruba warstwa białego puchu. Było to swego rodzaju atrakcją, ze względu na to że śnieg, niezbyt często raczył pojawiać się w Japonii. Na twarzach dzieci gościły szerokie uśmiechy i rumieńce, pokrywające zmarznięte policzki. Mimo iż zima miała się ku końcowi, nie można było tego odczuć w dużym stopniu. Temperatura zamiast rosnąć, z każdym dniem spadała coraz bardziej. Silniki niektórych pojazdów zamarzały, przez co uczniowie mieli problemy z dotarciem do swoich szkół. Tego dnia, niebieskowłosy licealista udał się do Seirin na piechotę. Nie chciał opuszczać zajęć lekcyjnych z tak błahego powodu, jak zamarznięty silnik autobusu, którym zazwyczaj dojeżdża do szkoły. Większość osób jednak, postanowiła zrobić sobie wolne. Klasa Kuroko, w której powinno znajdować się 32 uczniów, liczyła 12 osób. Można się było tego spodziewać. Faktem, który ucieszył Tetsuyę, było to, że jego światło, Kagami, pojawił się w szkole. Westchnął cicho z ulgą, wykładając książki na ławkę, po czym usiadł i wyjrzał przez okno.Wszystko było jak zwykle. Po chwili zadzwonił dzwonek, a do sali wszedł nauczyciel. Niby dzień jak co dzień, ale jednak coś było nie tak. Niepokój, który gościł w sercu Tetsuyi od samego rana, nie pozwalał skupić się na niczym innym, jak na ciągłym rozglądaniu się dookoła siebie.
-Hm, Kuroko? Coś nie tak? -odezwał się czerwonowłosy koszykarz, as drużyny.
-Słucham...? -spytał odwracając głowę w stronę przyjaciela.
-No bo, cały czas jesteś jakiś taki...niespokojny. Rozglądasz się na boki jakby ktoś miał na Ciebie wyskoczyć.
-Mam jakieś dziwne przeczucie, to wszystko. Nie przejmuj się, Kagami-kun.
W tym miejscu rozmowa urwała się. Nie odzywając się do siebie już ani razu, przyjaciele udali się na salę gimnastyczną, gdzie odbywał się konkurs talentów. Zgłosiło się naprawdę wiele osób, a każdy występ był lepszy od drugiego. Niektórzy śpiewali, inni tańczyli, a jeszcze inni grali na instrumentach, składali origami i tworzyli obrazy z piasku. Niebieskooki był naprawdę zafascynowany grą swojego kolegi z klasy. Trzeba było przyznać, że miał talent. Kiedy ciemnowłosy spojrzał w jego stronę, uśmiechnął się delikatnie. Przed ogłoszeniem wyników, Kuroko wyszedł na dziedziniec liceum. Biorąc głęboki wdech spojrzał w niebo. Dalej czuł, że coś jest nie tak. Nagle jego usta zakrył mokry materiał. Prawdopodobnie nasączony był jakimś środkiem odurzającym lub usypiającym, bo niemal natychmiastowo chłopak stracił przytomność...
Obudził się w dość małym pomieszczeniu, które na pierwszy rzut oka przypominało jakąś komórkę lub piwnicę. Kiedy otworzył oczy szerzej, zorientował się, że jego nogi i ręce są związane. Nie mógł podnieść się do pozycji siedzącej. Spenetrował wzrokiem wszystko co miał w jego zasięgu. Nic co się tam znajdowało nie było znajome, więc to nie mógł być żaden żart. Nagle usłyszał skrzypienie. Ktoś otworzył drzwi i wszedł do środka. Było zbyt ciemno, by mógł dostrzec kim był ten "ktoś".
-Obudziłeś się, Tetsuya -usłyszał z ust osoby stojącej przed nim.
-Akashi-kun....-zanim zdążył zadać jakiekolwiek pytanie, czerwonowłosy podszedł do niego, wyjął zza paska nożyczki i uwolnił ręce niższego, a potem również nogi.
Spojrzenie Seijura mówiło samo za siebie. To właśnie on porwał Kuroko i nie zamierzał tego ukrywać. Uśmiechnął się pod nosem, niby do siebie. Zbliżył się jeszcze bardziej, przykładając dłoń do uda niebieskookiego.
-A więc, Tetsuya...-ręka powędrowała wyżej, zahaczając o pasek spodni.
-Akashi-kun...! C-co ty...-wypowiedź zakończył cichy jęk, spowodowany obecnością dłoni Akashiego, w jego bokserkach. Dwukolorowe tęczówki przeszyły go na wylot. Poczuł, jakby na szyi zacisnęła mu się obroża. Odpychając go delikatnie, zacisnął powieki, powtarzając sobie, że to tylko zły sen, że zaraz się obudzi. Jednak sen trwał dalej, nie ograniczając ruchów Akashiego, jak to sobie Kuroko zażyczył. W końcu powiadają, że snem można kierować jak tylko się zechce, w tym przypadku nie. Co gorsza, to wcale nie był sen, a oprawca pozbywał się kolejnych części garderoby niebieskookiego. Jego ręce błądziły po klatce niższego, a usta obdarowywały ją pocałunkami, zjeżdżając coraz niżej i niżej.
-Z-zostaw mnie...-życzenie nie zostało spełnione. Seijuro spojrzał tylko z pogardą i przeszedł do zajmowania się dolnymi partiami ciała. Przeciął nożyczkami bokserki chłopaka. Uśmiechając się sadystycznie, zsunął spodnie. Nie miał zamiaru ulżyć Kuroko w bólu. Po chwili, tak po prostu, bez przygotowania wszedł w chłopaka. Błękitne oczy zaszły łzami, a krzyki rozchodziły się po pustym pomieszczeniu. Sadysta wykonywał coraz to mocniejsze pchnięcia, a przez jego ciało przepływała  fala rozkoszy. Było mu tak dobrze. Wnętrze Kuroko było tak gorące...A do tego jego krzyki, oraz błaganie o to, aby Akashi przestał...
-Czyżby trafiła mi się...ugh, d-dziewica? -zaśmiał się wrednie.
-A..ugh, p-przes- aaa...J-już wolałbym......A-Aomine! -wykrzyczał pomiędzy próbami złapania oddechu. Przekaz nie spodobał się czerwonowłosemu. Zmarszczył brwi i wbił nożyczki w bark Tetsuyi. Rozszerzył je, aby zadać mu większy ból. Następnie jego usta powędrowały do zagłębienia w szyi, obdarowując je czułymi pocałunkami, lecz po chwili Kuroko poczuł ugryzienie. Krew spłynęła po jego wystającym obojczyku.
Tak bardzo się bał, tego co nastąpi. To był zły pomysł...Tylko go sprowokował. A nie chciał, aby tak się to skończyło...Nożyczki dalej tkwiły w barku chłopaka, a Sejiuro zlizywał czerwoną ciecz z jego ciała.
Szarpanie się nic nie dawało. Nie skutkowało...Powodowało tylko jeszcze większy ból. Akashi wykonywał szybkie i mocne pchnięcia, nie biorąc pod uwagę faktu, że z odbytu niższego również zaczęła lecieć krew.
Aby zagłuszyć wstydliwe dźwięki wydobywające się z gardła, Tetuysa zakrył usta dłonią. To był koszmar. Przez ciało promieniował nieopisany ból. Tak bardzo bolało. Ale niebieskooki nie mógł nic poradzić.
Był zbyt słaby....
Po kilku godzinach, nareszcie został sam. Nie miał siły się ruszyć. Akashi doszedł w jego wnętrzu jakieś 4 razy...To nie było ani komfortowe, ani przyjemne...Ledwo przytomny spojrzał na drzwi do pomieszczenia. Były zamknięte. Tak naprawdę, sam nie wiedział na co tak właściwie liczył. Choć chęć wydostania się stamtąd była ogromna, to i tak nie do wykonania w jego obecnym stanie.
-Dlaczego...Akash-kun...? -spytał samego siebie, po czym stracił kontakt z rzeczywistością mdlejąc. Dosłownie chwilę później, to małe więzienie, odwiedził czerwonowłosy sadysta. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiąc, wpatrywał się w swoją ofiarę. W końcu jednak podszedł do przyjaciela i wziął go na ręce. Swoje kroki skierował do sypialni, gdzie na łóżku ułożył Tetuyę. Obmył i opatrzył rany, które mu zadał i z niezwykłą czułością opiekował się nim przez kilka dni, kiedy ten był nieprzytomny.
-Chyba przesadziłem...-stwierdził siadając na brzegu łóżka. Odłożył na szafkę zimny okład, który miał zamiar położyć Kuroko na czole. Z jakiegoś powodu coraz częściej miewał on gorączki.
-Akashi-kun...
-Tetusya, przepraszam Cię....przesadziłem...Przegiąłem na całej linii....-odpowiedziała mu cisza. Niebieskowłosy bał się cokolwiek powiedzieć. Nawet kiedy próbował, głos utykał w gardle, jakby nie chciał wydostać się z jego ust.
-Ale...ja...Tetsuya. Jesteś mój, nie zapominaj o tym...-stwierdził oschle i wyszedł z pokoju, pozostawiając niższego samemu sobie...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i koniec...Nie jestem z tego zadowolona...Spędziłam tyle czasu przy pisaniu, a i tak nie wyszło...Przepraszam was *ukłon* Nie zdziwię się, jeśli nikt tego nie przeczyta...Jeszcze raz przepraszam *ukołon*....

~~Aiko

piątek, 12 czerwca 2015

Mam do was pytanko....

Aiko jak zwykle ma swoje życiowe dylematy i nie może się zdecydować co napisać ;-; Do wyboru mam AkaKuro (troszeczkę drastyczne....), Kiseki no Sedai x Kuroko cz.2, lub MidoTaka cz.6 ;-;
Pomóżcie mi wybrać błagam ;-;Co chcielibyście przeczytać? ;-;

~~Aiko

środa, 10 czerwca 2015

MidoTaka cz.5

Dlaczego ty...?
Kiedy usłyszałem słowa Takao, zamurowało mnie. Odwróciłem się w jego stronę i wbiłem wzrok w szare oczy, nie wiedząc co zrobić, jak zareagować. Przez chwilę nawet zdawało mi się, że może się przesłyszałem, że to tylko moja wyobraźnia. Ale powoli zaczynało do mnie docierać, że to się stało naprawdę. Zbliżyłem się do łóżka i usiadłem na jego brzegu, dalej milcząc.Takao spuścił głowę w dół. Wyglądał, jakby żałował, że to  powiedział. W sumie to ja powinienem się odezwać, ale miałem nadzieję, że Kazunari zrobi to pierwszy.
Jednak jak mus to mus. Wziąłem głęboki wdech.
-Możesz powtórzyć? Takao...
-K-kocham Cię...Shin-chan, przepraszam...ja...
-Ja Ciebie też -powiedziałem i obiąłem ciemnowłosego. To wyznanie...bardzo mnie ucieszyło.
-Shin-chan...? T-ty....ty, tak serio...?
-Owszem...Kocham Cię, Takao. Nie umiem wyjaśnić jak do tego doszło, ani dlaczego zakochałem się w chłopaku. Sam tego nie rozumiem, ale wiem jedno. Cholernie mi na Tobie zależy. Dlatego proszę, pozwól mi być przy Tobie, już zawsze...okej?
-Shin-chan...t-tak.
Uśmiechnąłem się i odsunąłem od chłopaka. Spojrzałem mu w oczy. Były takie wesołe, takie roześmiane. Nachyliłem się delikatnie, aby uzyskać dostęp do twarzy ukochanego. Zanim jednak złączyłem nasz wargi razem, magiczny sposobem zaliczyłem spotkanie z podłogą. Na początku myślałem, że może sam spadłem czy coś. W końcu siedziałem na brzegu łóżka. Ale przecież nie obeszło by się bez życiowych atrakcji, prawda? Uwaga proszę o uwagę, proszę o uwagę! Pytanie za 100 punktów! Dlaczego Midorima Shintaro spadł z łóżka? Odpowiedź jest na tyle oczywista, że aż śmieszna. Ojciec Takao wparował do sali i sprzedał mi kopniaka w ramię. To by tłumaczyło dlaczego tak bolało. Rozłożył ręce, aby odgrodzić mą osobę od szarookiego, a potem syknął na mnie jak kot. To było co najmniej dziwne, bo się go wystraszyłem! Nie dziwcie mi się! Przez chwilę myślałem, że to białe coś co leciało mu z ust to piana...Ale okazało się, że ślina. Cóż, to raczej dobrze. Przynajmniej nie ma wścieklizny jak na początku zakładałem.
-Wara od mojego syna zboczeńcu! Kysz! Trzy metry!
-Co pan odwala ja się pytam? Chce pan ze mnie kalekę zrobić?
-A mogę? -w jego oczach pojawił się jakiś dziwny błysk.
-Tato przestań!
-K-Kazunari-chan...Tatuś tak się o Ciebie troszczy...Pilnuje, żeby żaden pedofil, guru, albo zboczeniec cię nie tknął, a ty na niego krzyczysz...? -udał teatralny szloch.
-T-tato...
-To przez Ciebie brokule! To przez Ciebie mój synek tak się zmienił! I jeszcze próbowałeś mu coś z twarzą zrobić!
-To miał być tylko pocału-
-ŻE CO?! KAZUNARI-CHAN?! ON CIĘ MOLESTUJE?! DLACZEGO NIC O TYM TATUSIOWI NIE POWIEDZIAŁEŚ?!
-Nie no pan ma coś z głową!
Kłóciliśmy się tak głośno, że do sali zbiegło się sporo pielęgniarek, które próbowały nas na wszelkie sposoby uciszyć. Jedna nawet wepchnęła mi do ust jakiś materiał co i tak niewiele dało. Kiedy do pomieszczenia wparowali ochroniarze, ojciec Takao udał idealnego dorosłego i próbował załagodzić sytuację, przez co to ja dostałem upomnienie. Sprawiedliwie prawda? Ech...Ten człowiek mnie nienawidzi. Jak nic. A teraz, kiedy Kazunari wyznał mi miłość...Teraz to już w ogóle będę miał przechlapane. No bo...Takao kocha mnie, a ja kocham jego. To oczywiste, że będziemy chcieli być razem. Ale stawiam wszystkie moje szczęśliwe przedmioty, że pan z kompleksem syna wywoła trzecią wojnę światową, aby tylko nas od siebie oddalić. Mam go serdecznie dość...
Jakiś czas po tym incydencie, mój wróg zniknął ze szpitala. Na szczęście. Wielbmy tych, którzy wymyślili coś takiego jak praca! Nareszcie trochę czasu bez niego...Dałem ciemnowłosemu trochę spokoju i wyszedłem na miasto, aby trochę ochłonąć. Spacerowałem jakiś czas po parku, poszedłem coś zjeść...A potem wróciłem do szpitala. Wszedłem na salę, uśmiechając się delikatnie pod nosem. Cieszyłem się na myśl, że w końcu będziemy mogli porozmawiać razem na spokojnie. Bez niepotrzebnych świadków, którzy wtryniają nos w nie swoje sprawy....(wiadomo kogo ma na myśli...xd) Jednak uśmiech szybko zniknął z mojej twarzy. Takao leżał na boku z delikatnie przymkniętymi powiekami, jego oddech pył bardzo płytki, drżał. Można to było zauważyć już na wejściu. Szybkim krokiem podszedłem do łóżka i usiadłem na krześle obok.
-Takao co się dzieje? Takao słyszysz mnie? Takao?
-Shin-chan...-przeniósł wzrok na mnie i uśmiechnął się lekko.
-Co się dzieje? Powiedz, coś Cię boli? Wydajesz się nieobecny...
-J-ja...po prostu -urwał aby złapać oddech-...jestem t-trochę zmęczony...-dokończył i ponownie z trudem złapał oddech. Zaniepokojony przyłożyłem dłoń do jego czoła, aby sprawdzić czy nie ma temperatury.
Był bardzo rozpalony. Wstałem i pobi
egłem po pielęgniarkę, a ta po lekarza. Ten sprawdził temperaturę dokładniej termometrem. Równe 40°....
-Co z nim doktorze? Co mu się dzieje? Proszę mi powiedzieć.
-Nie jesteś z rodziny, przykro mi.
-Ja jestem jego chłopakiem.
-Przykro mi, ale nawet w takiej sytuacji nie mogę udzielić ci szczegółowych informacji.
-Nie chcę znać wszystkich szczegółów! Chcę tylko wiedzieć, co mu się stało!
-Kazunari ma osłabiony organizm. Średnie zaawansowane stadium raka to spowodowało, a dodatkowo jest już po pierwszej dawce chemii. Podaliśmy ją aby sprawdzić jak zareaguje, ale bez pewnego urządzenia umieszczanego pod skórą tuż pod obojczykiem, czyli porta, nie mogliśmy podać całej dawki.
Lekarz dalej ciągnął swoją wypowiedź, a ja słuchałem, wpatrując się w niego przerażonymi oczyma. Chemia? Port? Średnio zaawansowane stadium? To przeraziło mnie najbardziej...Takao, on...Przecież on niczym sobie nie zasłużył na taki los. Ale...Będę przy nim. Tak jak obiecałem. Już na zawsze. Choćby nie wiem co zawsze przy nim będę. Doktor odszedł, a ja udałem się do sali. Usiadłem na krześle i chwyciłem dłoń szarookiego. Spojrzałem na niego czule, po czym spuściłem głowę w dół.
-Dlaczego ty...?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejna część MidoTaka zaliczona ^^ Mam nadzieje, że się podobało ^^"
Zachęcam do pozostawienia komentarza *uśmiech*

~~Aiko

wtorek, 9 czerwca 2015

AoKuro

Tęsknię za Tobą...
Zimowe zawody międzyszkolne. Wygrywaliśmy kolejne mecze. Zwycięstwem cieszyliśmy się za każdym razem coraz bardziej. Aż nadszedł moment, w którym znowu przyszło nam się z Tobą zmierzyć. Wszyscy dali z siebie wszystko, tak jak poprzednim razem. Walczyliśmy do samego końca, nie zważając na ogromną różnicę punktów i wycieńczenie. Nagle usłyszeliśmy końcowy gwizdek...To już koniec. Wygraliśmy, tak bardzo się cieszyłem. Tyle na to pracowaliśmy! I teraz, udało się. Aomine-kun, chciałeś poznać kogoś, kto siłą dorówna Tobie. Ale nie wziąłeś pod uwagę tego, że w koszykówce chodzi głównie o grę zespołową. Drużyna Seirin potrafi ze sobą współgrać, dlatego tym razem wygraliśmy. Ty zaś, grałeś sam. Zapomniałeś o tym, że na boisku są również obecni twoi koledzy. Powiedz, dlaczego...? Dlaczego teraz zamiast się cieszyć z tego, że w końcu ktoś cię pokonał jesteś smutny? Czy to nie ty powiedziałeś, że właśnie na to czekasz? Aomine-kun...Rozumiem twoje uczucia. Kiedy podczas Inter High przegrałem z Tobą...Nie mogłem sobie tego wybaczyć...Gdy zobaczyłem twój obojętny wyraz twarzy po zakończeniu...To był cios prosto w serce. Od tamtej pory bardzo ciężko trenowałem, aby w końcu móc Cię pokonać. A teraz, gdy już do tego doszło, widzę jak bardzo zależało Ci na tych wszystkich wygranych meczach....
-Aomine-kun...
-Tetsu? Po co przyszedłeś? Nie idziesz świętować z drużyną? A zresztą...to nie moja sprawa.
-Mogę zadać ci pytanie...?
-Ta...Dawaj, tylko szybko. Spieszy mi się na chatę.
-Dlaczego...?
-Dlaczego co?
-Dlaczego tak się zmieniłeś...?
Zapadła cisza. Odwróciłeś się tylko i ruszyłeś w swoją stronę. Nie odpowiedziałeś mi, Aomine-kun...Czemu? Dlaczego....ja...Tak bardzo chciałbym, żeby dawny Daiki wrócił....Tak bardzo...Ale....Jednocześnie, boję się tego, że nawet kiedy będę się starał, to on nie wróci....Nagle stanąłeś w miejscu.
-Doskonale wiesz, dlaczego -odpowiedziałeś i ponownie ruszyłeś w swoją stronę. Widziałem jak się oddalasz, ale nie zrobiłem nic żeby cię zatrzymać....Tak bardzo chciałbym, abyś wrócił...Ale nie potrafię ci tego powiedzieć. Głos nie może wydobyć się z gardła...Nie mogę nawet szepnąć, aby ujawnić to co czuję...
Kiedy jednak znikasz z mojego pola widzenia, przygryzam wargę i ruszam za Tobą. Szukam cię dosłownie wszędzie, ale...nigdzie nie mogę odnaleźć znajomej twarzy...Pusto, ciemno i zimno....Tak bardzo się boję, ale...chcę cię odnaleźć! Chcę powiedzieć ci, co czuję...! Nagle ktoś do mnie podchodzi...Mężczyzna, dość wysoki i umięśniony. Spoglądam na niego cofając się do tyłu.
-Witaj, może się trochę zabawimy, co?
-J-ja...ja muszę iść...
Rzuciłem tylko i zacząłem biec, co chwila potykając się, raniąc ręce i nogi.Nieznajomy dalej za mną podąża.
W końcu jednak udaje mi się go zgubić. Aomine-kun, gdzie jesteś...? Proszę...przyjdź do mnie...N-niech będzie jak dawniej...Jak na początku gimnazjum, kiedy się poznaliśmy...To Ty mi pomogłeś. Dodawałeś otuchy, pomagałeś w treningach...
-Aomine-kun....-siadam na ziemi i kulę się. Do oczu napływają mi łzy. Ja...dalej Cię kocham...Ale, nie potrafię przyjąć do świadomość, że Ty już nie odwzajemniasz tego uczucia....To wygląda tak, jakbyś się tylko mną zabawił, a potem wyrzucił na śmietnik....Jak starą zabawkę z dzieciństwa....Jednak wierzę, że tak nie jest. Desperacko poszukuję racji, które pozwolą mi udowodnić, że taki nie jesteś....Lecz, jak długo można...?
-Tetsu?
-Ach -podnoszę głowę w górę, spoglądając na postać stojącą przede mną -Aomine-kun...?
-Dlaczego płaczesz? I...Tetsu! Krew ci leci! Coś ty zrobił?! -ukucnąłeś przy mnie i przyłożyłeś rękę do rany na głowie, a potem obejrzałeś też nogi i ręce.
-Ja...przewróciłem się parę razy...s-szukałem cię, Aomine-kun...
-Mnie? Ale...ach, Tetsu...-spojrzałeś na mnie i westchnąłeś, łapiąc się za kark.
-Aomine-kun...-pociągnąłem lekko za Twoją kurtkę i spuściłem głowę w dół -Ja...t-tęsknię za Tobą...
Spojrzałeś na mnie zdumiony, przez chwilę się nie odzywając. Te chwile ciszy...Tak bardzo mnie bolały...Coraz bardziej i bardziej...Aż w końcu usłyszałem Twój głos...
-Tetsu, ja...-nagle poczułem jak ciepłe ramiona mnie obejmują -Wiesz, a ja tęskniłem za Tobą...
-C-co...?
-Tak, ja...ja dalej Cię kocham. Nie okazywałem tego, bo myślałem, że Ty już tego nie odwzajemniasz. Odkąd odszedłeś z klubu koszykówki w gimnazjum, już ani razu nie posłałeś mi żadnego uśmiechu, ani nie powiedziałeś tych wspaniałych słów: "Kocham Cię, Aomine-kun". To...okropnie bolało. Ale chciałem, abyś był szczęśliwy. Dlatego się nie wtrącałem. Bo...to z mojego powodu odszedłeś, prawda?
-Aomine-kun...to nie do końca tak...Ale...ja...ja nigdy nie przestałem Cię kochać...
-Cieszę się...i, przepraszam, Tetsu. Już nigdy Cię nie opuszczę, ale w zamian oczekuję od Ciebie tego samego. Okej?
-T-tak, Aomine-kun.
-Dziękuję. Kocham Cię, Tetsu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i tutaj zakończę to AoKuro *uśmiech* To pierwszy raz kiedy pisałam ff z paringiem, czyli tak samo jak z AoKise ;-; Masakra ;-; Czytałam ten tekst chyba z dziesięć razy, a za każdym razem mi coś w nim nie pasowało i wszystko zmieniałam T^T

~~Aiko
Szablon wykonała Nessa Daere.