Strony

poniedziałek, 8 czerwca 2015

AoKise

Czy fajnie jest być parą?
-Aominechi~! Czas na trening!
-Zamknij się Kise, nie widzisz że śpię?! -warknąłem niezadowolony. Bo jak tu inaczej zareagować? Człowiek się wyciszyć próbuje, a tu nagle jakiś rozpromieniony dzieciak zaczyna mu się drzeć nad uchem! Co to ma do cholery jasnej być?!
Ale to cały Kise, choć jego zachowanie potwornie mnie czasami irytowało to i tak lubiłem spędzać z nim czas. Ale tego za Chiny nie powiem!
-No widzę, widzę~~ Ale wiesz, po treningu też możesz się położyć~~!
-Kise, nie denerwuj mnie.
Blondyn truł mi dupę jeszcze około 20 minut, a kiedy się nie zgodziłem, położył się obok mnie i zaczął lamentować. Jaki to ja wredny jestem i w ogóle. Dal mnie to był komplement. Lubiłem być wredny dla ludzi. Bo niby dlaczego miałbym być miły, skoro oni nie odwdzięczają się tym samym? Taka już kolej rzeczy.
Podniosłem się do pozycji siedzącej i przeciągnął się leniwie. Nagle usłyszałem jakiś dziwny dźwięk. Właściwie dla mnie nie był zbyt dziwny. Słyszałem go praktycznie codziennie. Komuś burczało w brzuchu. A tym kimś był ewidentnie Kise. No bo raczej nie ja. Byłem głodny, to fakt. Ale nie aż tak, żeby mi kiszki marsza grały. Obróciłem głowę w jego stronę i zaśmiałem się.
-No i czemu się śmiejesz, Aominechi -nadął policzki jak niezadowolona wiewiórka.
-Chodź, pójdziemy coś zjeść. Bo jesteś tak blady, że masakra. Jadłeś ty coś w ogóle dzisiaj?
-Nie, jeszcze nie.
-I ty chciałeś na trening iść. Chyba się od Tetsu zaraziłeś. Ten to samo! Wczoraj próbował mnie zaciągnąć na salę, a potem podczas rozgrzewki stracił przytomność.
Westchnąłem głośno. Machnąłem ręką w stronę blondyna, na znak że ma się szybciej zbierać. Poszliśmy razem na pizze. Przyznam, że byłem zadowolony z tego wspólnego wyjścia. Było dużo śmiechu. Naprawdę dużo. A największy ubaw miał Kise, kiedy z torby wypadły moje cenne świerszczyki. No i oczywiście na moje nieszczęście podniosła je jakaś kobieta. Przyłożyła mi pantoflem w łeb i zaczęła krzyczeć, że dzisiejsza młodzież to już kompletnie zwariowała. Jak nic będę miał guza, no kurcze. Jeszcze się okaże, że to wstrząśnienie mózgu i co?! Wtedy to ja tą babę znajdę i zażądam odszkodowania! Oj tak! Będziesz się kobieto w piekle smażyć! Moja łepetynkaaaa...
-Hahahaha, Aominechi! Ahahaha, mogłem cyknąć wam zdjęcie~~ Kurcze noooo~ -zaśmiał się przykładając torebeczkę z lodem do mej obolałej głowy.
-Kise, zamknij ty się wreszcie, bo jak siebie kocham, urwę ci łeb! Auć, auć...-złapałem się za głowę.
Dom Ryoty był całkiem przyjemnie urządzony. Tak, aktualnie przebywamy w jego pokoju. Sami. Tak owszem. Ludzie, tylko proszę, bez skojarzeń! Ja wolę dziewczyny! Ale....właściwie ten dzieciak był jak dziewczyna...Do tego model. Ta figura, te włosy, te oczy....Kurna czy ja się ślinię?!
-Hm? Aominechi, ślina ci cieknie z ust...
-Wcale nie.
-Wcale tak.
-A w mordę to ty nie chcesz?
-No właśnie nie bardzo.
Rozłożyłem się na łóżku i zamknąłem oczy. Strasznie chciało mi się spać. No ale nie byłem u siebie. Cóż, to w końcu pokój mojego przyjaciela. No właśnie. Dlaczego ja ostatnio przejmuje się nim tak bardzo? Aż nazbyt za dużo o nim myślę. Zdecydowanie. To było bardzo dziwne. Ale na początku się tym nie przejmowałem. Teraz tak jakoś mnie to olśniło. Kise...on...traktuję go inaczej niż pozostałych. Nawet przy Tetsu nie jestem, aż tak czuły.(w rozumowaniu Aomine xd)
-Czy fajnie jest być parą? -usłyszałem nagle.
-Co?
-Czy fajnie jest być parą. Byłeś już z paroma dziewczynami, jak to jest?
-Z dziewczynami? Lipa.
-Aha...
-A chciałbyś się przekonać?
-Jasne, że tak~~
Wstałem z łóżka i uklęknąłem przed blondynem. Czemu ja to do cholery robię?! Czuję się jakby coś mną sterowało!
-Czy zechciałbyś zostać moim chłopakiem?
-H-he...?
Kise zrobił minę, jakbym usłyszał kiepski żart. To naprawdę mnie dotknęło, bo to pytanie akurat wypowiedziałem świadomie.
-Tak to z grubsza wygląda. A teraz pójdę -wziąłem bluzę, oraz torbę i wyszedłem z pokoju. Co ja do cholery narobiłem...Straciłem właśnie szansę powiedzenia mu prawdy...Już więcej się nie odważę. Tego nie było. Aomine ty idioto!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i koniec AoKise :) Pierwszy raz pisałam ff z tym paringiem ;-; Dlatego nie jestem do końca pewna czy mi to wyszło ;-; Z-zachęcam do komentowania *ukłon*
~~Aiko

KagaKuro

Początkujący cukiernik
Dziennik kapitana, cholernie się nudzę. Siedzę w przedostatniej ławce, a tuż za mną niebieskowłosy kurdupel Kuroko, który najwyraźniej nie ma ochoty ze mną współpracować...W ogóle do mnie nie zagada, ani nie pomoże. Mógłby zwrócić na siebie uwagę nauczyciela, a wtedy ja, jak ten ninja wyskoczyłbym przez okno i nikt już by o mnie nie usłyszał. A przynajmniej nie nauczyciele. Ale w tej sytuacji nie mogłem liczyć na to, że mój cień w jakiś sposób mi pomoże. W końcu aktualnie odbywała się lekcja japońskiego. No i kto by się spodziewał, że to jedyne zajęcia na których Tetsuya nie zasypia...A właśnie. Ja kurcze nie wiem jak to jest, że on może sobie bezkarnie spać na lekcjach, a kiedy ja na chwilę zamknę oczy, to ląduje na dywaniku u dyrektora? Przecież to jest nie fair! Dyskryminacja! Choć nie wiem, co to słowo oznacza....Będę musiał zapytać się Kuroko. Nie wiem czemu jest tak, że ten kurdupel zna znaczenie każdego słowa o jakie go zapytam....No chociażby apogenium. Co to do cholery znaczy? Nie wiesz? Idź do tego pana za mną. On ci wszystko powie. Magia. On jest jak Dzwoneczek, ta wróżka! Z tą różnicą, że Kuroko nie ma skrzydeł i nie jest blondynem. A..i nie jest dziewczyną. I nie nosi sukienki z liści. Chociaż...Nie wyglądał by tak źle....
-Kagami Taiga, odpowiesz w końcu na zadane ci pytanie? -usłyszałem nagle.
-A, przepraszam...ale...Mógłby pan ponowić pytanie?
-Wypowiedziałem je już 5 razy. Powinieneś być bardziej uważny. A teraz czekam na odpowiedź.
Siedziałem nieruchomo nie wiedząc co powiedzieć. Pytanie nie usłyszałem. A nawet gdybym usłyszał, pewnie i tak nie znał bym odpowiedzi...
-Kagami, to naprawdę bardzo proste pytanie.
-Ech...No dobrze, Kuroko od dłuższej chwili ma rękę w górze ale...nie. Spokojnie Kuroko, dobrze wiem, że znasz odpowiedź. -stwierdził, po czym usiadł za biurkiem i zaczął bazgrać coś w dzienniku...
Super po prostu! Pewnie kolejna jedynka, albo uwaga! Nie no po prostu świetnie!
Kiedy zajęcia się się skończyły wyszedłem z sali mega wkurzony. Każdy kto był na korytarzu, omijał mnie szerokim łukiem. Nie dziwie się im. Gdybym mógł, to bym staranował wszystko co stanęłoby mi na drodze.
Wyszedłem na dziedziniec i usiadłem na ławce, gdzie przesiedziałem około 3 godzin. Sam nie wiem po co aż tyle. Może po prostu potrzebowałem pobyć trochę sam, żeby ochłonąć. W końcu jednak wróciłem do szkoły. Co prawda na ostatnią lekcję, ale zawsze coś. Później odbył się trening. Czas zleciał w dość szybkim tempie i nie wiadomo kiedy rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Idąc na przystanek, wyjąłem z portfela rozkład jazdy. Do autobusu miałem jeszcze 10 minut. Spoko. Przynajmniej raz się nie spóźnię.
-Kagami-kun...-usłyszałem nagle za plecami.
-Ach! -odwróciłem się gwałtownie -K-Kuroko?! -znowu to zrobił. Znowu zaszedł mnie od tyłu.
-Przepraszam...nie chciałem cię wystraszyć.
-Nie chciałeś, ale to zrobiłeś. Ech, cały ty -poczochrałem mu włosy i westchnąłem.
-Przepraszam...
-No nie przepraszaj już. Gotowy na dzisiejszą lekcję?
-Tak -pokiwał głową z lekkim uśmiechem na twarzy.
Odwdzięczyłem się tym samym i złapałem Kuroko za rękę, wciągając go do autobusu, który właśnie przyjechał. Jechaliśmy około 30 minut. To i tak całkiem nieźle.
-Przepraszam za najście -powiedział niebieskooki wchodząc do domu. Ściągnął buty i ruszył w stronę kuchni.
-Coś ty taki oficjalny? Nie przesadzaj...
Skinął tylko głową i usiadł przy stole. Pewnie zastanawiacie się, po co Kuroko do mnie przyszedł, prawda?
No więc tak, szósty zawodnik widmo, postanowił nauczyć się piec. Fajnie, co? I obrał sobie mnie za nauczyciela! Poczułem się dowartościowany! Na początku upiekliśmy ciasteczka. Znaczy, najpierw ja. A potem Tetsuya. Przyznam, że jak na pierwszy raz wyszło mu całkiem dobrze....Nie licząc tych 8 spalonych....Niestety trafiłem na jedno z nich...Ale dwa mu wyszły. To już jakiś postęp. Spróbował jeszcze 3 razy, ale poprawy jakoś nie było widać. Cóż, poradziłem mu, że musi trochę więcej poćwiczyć. Zgodził się ze mną, lecz było wyraźnie widać, że zrobiło mu się smutno.
-To co teraz? Jakieś ciasto? Może czekoladowe?
-A...mógłbym spróbować, sam je upiec?
-Sam? Tak od razu?
-Tak...
-No dobra...tylko nie wysadź mi kuchni. I ostrożnie z piekarnikiem.
-Oczywiście...nie jestem już dzieckiem, Kagami-kun.
-Śmiem w to wątpić -westchnąłem głośno i wyszedłem z kuchni.
Usiadłem na kanapie przed telewizorem. Na wszystkich kanałach leciały jakieś romansidła...Kurcze, ludzie. Czy wy nie macie lepszego pomysłu na życie? Już dawno po walentynkach! Przeleciałem (bez skojarzeń proszę ;-;) kilka programów do przodu i znalazłem film godny mej uwagi. W końcu film przygodowy. A jak. Lubię takie! Podziwiam aktorów, którzy w nich grają. Wczuwają się w swoją postać tak bardzo, że aż czasami mam wrażenie, jakby to wszystko działo się naprawdę. Cudowne uczucie...Uśmiechnąłem się szeroko i z zapartym tchem przeżywałem kolejne minuty, wpatrując się w telewizor. Po dwóch godzinach film dobiegł końca, a ja nie wiadomo kiedy zasnąłem. Obudził mnie hałas dobiegający z kuchni. Przestraszony zerwałem się na równe nogi.
-Co się stało?!
-A-ach, Kagami-kun...przepraszam...Kiedy myłem naczynia, miska wypadła mi z rąk...
-Mato i córko.....Kuroko nie strasz mnie tak więcej! Myślałem, że zawału dostanę!
-Przepraszam...
-Nie przepraszaj, nic takiego się nie stało. A właśnie...jak tam to ciasto, hm?
-Ach, no tak. Kagami-kun, zamknij oczy proszę.
-He? Ale czemu?
-Proszę.
-No okej...-spełniłem prośbę niebieskookiego chłopaka. Oczy miałem zamknięte jakieś dobre 10 minut...No to już było co najmniej dziwne. Zacząłem pukać palcami o blat stołu, zniecierpliwiony.
-Już możesz otworzyć.
Uradowany uchyliłem powieki. Kuroko stał przede mną trzymając ciasto czekoladowe. Co więcej było ono podzielone na trzy części, a każda była oddzielona jakimś jasnym kremem i truskawkami. Na wierzchu była marcepanowa piłka do koszykówki, a tuż obok niej cyfra 10. Cudowne wykonanie! Nie sądziłem, że wyjdzie mu to tak dobrze! Ciekawe jak to smakuje...
-Wspaniałe, Kuroko! Naprawdę cudowne!
-W-wszystkiego najlepszego, K-Kagami-kun....
-Co?
-D-dzisiaj masz urodziny w-więc...
No tak! Wiedziałem, że o czymś zapomniałem...Ale jak można zapomnieć o swoich urodzinach. Kurcze noooo....Brawa dla Kagamiego poproszę!
-K-Kuroko....jejku, nie wiem co powiedzieć. Całkowicie o tym zapomniałem! Kuroko, dziękuję! -krzyknąłem i przytuliłem do siebie niższego przyjaciela. Kątem oka zauważyłem na policzku niebieskookiego trochę kremu. Uśmiechnąłem się szeroko.
-Ubrudziłeś się. Hehehe....Kocham cię Ku-...nie. Kocham cię Tetsuya.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i oto wasze upragnione KagaKuo ^^" Aiko znowu jest chora, a jak jest chora i bierze się za pisanie, to jej to zbytnio nie wychodzi....Gomene, jeżeli są tam błędy ortograficzne, stylistyczne czy językowe :c
No i jeżeli komuś się nie spodoba ff, to też przepraszam :c

~~Aiko

niedziela, 7 czerwca 2015

No więc tak...

Ankieta wypełniona! A oto wyniki! Zdecydowana większość zagłosowała na KagaKuro *kiwa głową*
Więc proszę bardzo. KagaKuro niedługo się pojawi! ^^
Lecz aby nie zawieść tych, którzy liczyli na AoKise, oraz AoKuro, napiszę ff z tymi paringami ^^
A tak od siebie....załamka ;-; Aiko miała taką nadzieję, że ktoś zagłosuje na AkaKuro ;-; A tu ani jednego głosu T^T załamkaaaa T^T No ale cóż ;-;
Wyniki ankiety:
KagaKuro (54%)
AoKise (36%)
AoKuro (9%)
AkaKuro (0% *siedzi w kącie i płacze*)


~~Aiko

sobota, 6 czerwca 2015

MidoTaka cz.4

Kocham Cię idioto!
No więc czwarta część MidoTaka ^^ Tak myślę....mam to skończyć przy części piątej? Czy ciągnąć to dalej?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Aby dostać się do szpitala, musiałem skorzystać z komunikacji miejskiej. A mianowicie z autobusu.Ciasnota jakich mało, okropnie duszno, a do tego korki....Cholernie długie korki. Do pojazdu wsiadłem punktualnie o 19:00, a już po drugim przystanku na wyświetlaczu pojawiła się godzina 19:30...A do szpitala jeszcze kawał drogi! Około 6 przystanków...Byłem już potwornie zniecierpliwiony. Dokąd ci ludzie jadą o tej godzinie do cholery?! Takao, trzymaj się! Błagam, żeby nic mu nie było! Jejku...szybciej, szybciej!
Kiedy autobus zatrzymał się na moim przystanku, niemalże wybiegłem z niego kierując się w stronę szpitala.
Na wejściu prawie staranowałem jakąś kobietę, przez co zostałem zatrzymany przez ochroniarza...
Ukłoniłem się przed nią kilkakrotnie i przepraszałem za zaszłą sytuację. Powiedziałem dlaczego tak bardzo mi się spieszyło, a ta poklepała mnie tylko po ramieniu i krzyknęła...
-Leć do niego!
Zdumiony jej postawą skinąłem głową, po czym ruszyłem na oddział Chorób Płuc. Bo tam właśnie przebywali Takao i jego rodzice. Bałem się spotkania z ojcem szarookiego, ale uznałem, że niepotrzebnie. Nie miał prawa nic mi zarzucać, a nawet jeśli by to zrobił, to ja nie muszę odpowiadać. Teraz najważniejszy jest Kazunari! Obszedłem praktycznie cały oddział, ale nigdzie nie mogłem dostrzec znajomych mi twarzy.
Stanąłem w miejscu i zacząłem rozglądać się dookoła, w dalszym ciągu nikogo nie dostrzegając.
W końcu jednak usłyszałem znajomy głos.
-Midorima-kun...? -odwróciłem się i ujrzałem mamę ciemnowłosego. Podbiegłem do niej i spojrzałem jej w oczy. Były czerwone od płaczu.
-Co z Takao?
-Nie obudził się jeszcze...Ale lekarzom udało się przywrócić oddech.
-Boże co za szczęście...-podszedłem do ściany, oparłem się o nią i osunąłem się na ziemię. Tak mi ulżyło...Przeczesałem włosy smukłymi palcami, po czym wziąłem głęboki wdech, aby się uspokoić. Tyle wygrać...
-Jednak...-kobieta spuściła głowę w dół -Ja...ja nie wiem jak my przez to przejdziemy....dlaczego Kazunari...
Spojrzałem na nią zdziwiony nie wiedząc o co chodzi. Jak przez to przejdą? Dlaczego Takao? O co chodzi?
Nie rozumiem...To coś poważnego...?
-W jakim sensie...?
-Kazunari-chan...on, ma...
-Ma co...?
-Raka płuc....-powiedziała i wybuchnęła płaczem, chowając twarz w dłoniach.
Rak..? Ale...nie...Czemu...Jak to? Takao? Ale...Przecież to jest niemożliwe! Nie! Nie zgadzam się na to! Dlaczego?! Takao...Zaraz. Co ja odwalam...Przecież...rak to jeszcze ne wyrok śmierci. Jest jeszcze chemioterapia i różnorodne operacje. Można wyciąć guza, a potem doleczyć pacjenta chemią. Tak. Będzie dobrze! To jeszcze nie koniec! Takao tak łatwo się nie podda! Będę przy nim, aż do zakończenia leczenia.
Wspierając go, prze cały czas.
-W której sali jest Takao?
-W B5...
-Rozumiem, dziękuję -skinąłem głową i ruszyłem w stronę pomieszczenia w którym przebywał obiekt moich westchnień. Tak...Kiedy tak jechałem autobusem, uświadomiłem sobie, co tak naprawdę czuję do tego entuzjastycznego kurdupla. Kocham go. Nie mogę temu zaprzeczyć. Nie obchodzi mnie to, że jest chłopakiem i że nie odwzajemni moich uczuć, ale chcę aby żył i był szczęśliwy każdego dnia. Chcę, aby uśmiech nigdy nie znikał z jego twarzy. Dlatego pomogę mu w każdej sytuacji. Teraz, podczas choroby, a także po tym jak z niej wyjdzie. Już zawsze...Wszedłem do sali. Ściany były szare, pościel na łóżku biała, a szafka obok, cóż, nie mogłem określić jej koloru. Jak dla mnie to było jak zakurzona książka w białej okładce. Tak to widziałem. Ale krócej mówiąc, atmosfery zbyt wesołej to nie tworzyło...
Podszedłem do łóżka w którym leżał Takao. Jego skóra była taka blada...niemalże zlewała się z nieskazitelnie białą pościelą. Usiadłem na krześle obok. Siedziałem tak przez całą noc, wpatrując się w ukochanego. Nad ranem, wyszedłem do sklepu po butelkę wody. Przy okazji kupiłem też parę owoców i sok pomarańczowy. Uznałem, że gdy Kazunari się obudzi, będzie głodny i spragniony. A teraz będzie potrzebował dużo witamin, więc sok i owoce będę odpowiednie, prawda?
Kiedy wszedłem do sali, przebywali tam już rodzice  chłopaka. Jak przystało, zostałem obdarowany spojrzeniem pod tytułem: "Giń ty brokule! Wara od mego syna!". Cóż...tak już mój los. Nie zwracając na mężczyznę zbyt wielkiej uwagi zbliżyłem się do łóżka. Dzięki temu spostrzegłem, że Takao odzyskał przytomność. Uśmiechnąłem się niezauważalnie.
-Ach Midorima-kun. Wróciłeś. To my zostawimy was samych -uśmiechnęła się tylko i wyszła wraz z mężem pod ręką.
-Witaj Tako, jak się czujesz? -spytałem, siadając na brzegu łóżka.
-L-lepiej...Shin-chan...
-Rozumiem, to dobrze. Cieszę się, że się już obudziłeś.
-Shin-chan, siedziałeś tu cały czas....?
-Całą noc, a co?
-C-całą...? O-ojej...heh...Dziękuję i...przepraszam.
-Nie masz za co -uśmiechnąłem się do niego i czule pogładziłem jego policzek. Z tego co zrobiłem zdałem sobie sprawę chwilkę później, natychmiastowo zabierając rękę.
-Shin-chan...? C-czemu to zrobiłeś...? Wolisz facetów? -zaśmiał się cicho.
-A żebyś wiedział...-powiedziałem jakby do siebie, lecz zbyt głośno.
-Co?
-Nic, pójdę już. Przyjdę później.
-Shin-chan nie idź jeszcze, proszę...-powiedział smutno.
-Przyjdę później. Naprawdę.
-Ale...
-Dlaczego próbujesz mnie zatrzymać na siłę? Nie wiesz, że ja też mam swoje sprawy? -Co ja gadam?! Nie to chciałem powiedzieć! Czemu ja to mówię?!
-Shin-chan ja...
-Idę. Do zobaczenia.
-KOCHAM CIĘ IDIOTO!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I na tym koniec ^^ Mam nadzieje, że się spodoba ;-; Ach i ponawiam pytanie, które zadałam na początku....
Mam skończyć tę historię, przy części piątej? Czy ciągnąć to dalej? ;-;

~~Aiko

środa, 3 czerwca 2015

Uwaga, uwaga!

Aiko jest głupia i nie wie z jakim paringiem napisać ff....Dlatego też postanowiła zrobić ankietę, z której ma wyniknąć czego sobie życzycie ^^" Mam nadzieje, że ktoś z was zagłosuje, bo....ja naprawdę nie wiem co mam teraz napisać ;-; Ankieta znajduje się po prawej stronie, błagam was wręcz ;-; Głosujcie na paring, z którym chcielibyście zobaczyć tekst! *robi słodkie paczałki*

~~Aiko

wtorek, 2 czerwca 2015

MidoTaka cz.3

Czyżby to była...?
No i tak jak obiecałam, oto MidoTaka <3 Sama nie wiem, czemu tak z tym zwlekałam ;-; Właściwie to pisanie melodramatycznych i smutnych historii wychodzi mi dużo szybciej niż pisanie taki wesołych ;-; Przy takich muszę siedzieć pół dnia ;-;
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kiedy to pan detektyw raczył kontynuować to swoje "śledztwo", do salonu wszedł Takao wraz ze swoją mamą. Chwała im! Alleluja i w ogóle! Szybkim krokiem ruszyłem w ich stronę i stanąłem obok ciemnowłosego, który cicho chichotał. Czyżby to go, aż tak bawiło? Eh, ale to cały on. Co bym nie zrobił, nie wpłynę na jego zachowanie. Ale to właśnie takiego Takao polubiłem. Nie wyobrażam go sobie jako cichego chłopaka, który zawsze trzyma się z boku. To on jest tym entuzjastycznym, towarzyskim, sympatycznym gościem.
-Lepiej się czujesz? -spytałem spoglądając na Kazunari'ego.
-Ach, tak. Przepraszam, za to zamieszanie...heh...
-Nie musisz.
Zapadła cisza. Przerwała ją pani domu. Oznajmiła, że razem z mężem pojadą na zakupy, a potem do znajomych. Jak dla mnie było zbyt późno na zakupy, więc zdziwiłem się kiedy obydwoje faktycznie wybrali się do centrum. Cóż, to nawet lepiej dla mnie. Ojciec Takao nie będzie mnie prześladował. No i będę mógł na spokojnie porozmawiać ze swoim przyjacielem. Bo właśnie po to tu przyszedłem.
Chłopak zaprosił mnie do swojego pokoju. Rozmawialiśmy dość długo, a ze względu na to, że zrobiło się bardzo późno, Takao zaproponował żebym został na noc. Zgodziłem się. Bo niby dlaczego miałbym odmówić? A że następnego dnia lekcje zaczynały się później, to mogłem pozwolić sobie na coś takiego.
Do około pierwszej w nocy oglądaliśmy filmy. Takao sobie zażyczył. W sumie były bardzo ciekawe. Myślałem, że wybierze jakąś niemoralną, pozbawioną dobrego smaku, komedię, a tu proszę. Najpierw film dokumentalny, później przygodowy. Co prawda na dokumentalnym zasnął, ale grunt, że chociaż odważył się go włączyć.
-Kiedy wracasz do szkoły? -zapytałem, kiedy ciemnowłosy westchnął spoglądając na moją torbę.
-Nie wiem. Ale chciałbym jak najszybciej -zaśmiał się i położył na łóżku, przytulając się do puchatej poduszki.
-Racja. Ale że ty to powiedziałeś? Ten, który cały czas tylko narzeka na to, że zajęcia trwają stanowczo za długo?
-Cóż, powiedzmy, że stęskniłem się za nauczycielami. W gruncie rzeczy, chyba lepiej siedzieć na lekcjach niż umierać w domu, co nie? -uśmiechnął się szeroko.
Skinął tylko głową, na znak że rozumiem o co mu chodzi. Obserwując Kazunari'ego, leżącego na łóżku naszła mnie dziwna myśl. "Jak on słodko wygląda..." Tak właśnie pomyślałem. A nawet więcej. Duuuużo więcej...Ale to...to były dość niestosowne myśli, prawie że wykraczające poza granice dobrego smaku. (w mniemaniu Midorimy)
Nigdy w życiu bym nie przypuszczał, że zachce mi się nie dość że pocałować to jeszcze zmacać mojego najlepszego przyjaciela. Chłopaka. CHŁOPAKA. Podkreślmy to słowo! Przecież to jest chore! Ale...kto powiedział, że chłopak nie może pożądać drugiego chłopaka...? Zaraz...że co?! Pożądać?! Midorima Shintaro, natychmiast się opanuj idioto!!!!!
-Shin-chan coś nie tak? Jesteś cały czerwony...jak burak, hahaha -wskazał na mnie palcem i parsknął śmiechem -Ale tak na poważnie -otarł łezkę rozbawienia z kącika oka i spojrzał na mnie -Wszytko okej...?
-T-tak, nie przejmuj się.
-No okej, niech będzie....
Przez chwilę siedzieliśmy bez słowa. Zauważając, że Takao jest już dość zmęczony, zaproponowałem pójście spać. Szarooki spojrzał na mnie, po czym uśmiechnął się delikatnie i pokiwał głową.
Spałem w nowo kupionym futonie. Był bardzo wygodny. Na początku Kazunari chciał odstąpić mi swoje łóżko, ale się nie zgodziłem. Cały on...
Następnego dnia kiedy się obudziłem, Takao jeszcze spał. Szybko ubrałem się i zgarnąłem swoje rzeczy. Zanim wyszedłem, wstąpiłem jeszcze do jego pokoju. Pogładziłem opuszkami palców policzek chłopaka i uśmiechając się pod nosem wyszedłem.
W szkole wszyscy z drużyny, pytali mnie o Takao. Nie wiedzieć w jaki sposób, ale dowiedzieli się, że poprzedniego dnia go odwiedziłem. A może oni...podłożyli mi nadajnik GPS?! Zacząłem szukać po kieszeniach mundurka, spodni, a potem wysypałem wszystko z torby.
-Midorima, czy można wiedzieć co ty robisz?
-Nic takiego profesorze. Ja tylko coś zgubiłem.
-Żebyś ty przypadkiem mózgu po drodze do klasy nie zgubił.
-Ależ profesor ma zabójcze poczucie humoru.
-A ty masz ogromy zasób tekstów sarkastycznych. Idź do klasy, zaraz zacznie się lekcja.
Pokiwałem głową. Pozbierałem swoje rzeczy z podłogi, po czym ruszyłem do klasy. Lekcje minęły dość szybko. Myślałem, że wszystko będzie się strasznie dłużyć. Ale to nawet lepiej. Chciałem jak najszybciej zobaczyć ciemnowłosego chłopaka. Tak bardzo chciałem zobaczyć jego twarz, usłyszeć jego śmiech...
Niestety, nie mogłem do niego pójść. Tego dnia przyjechać mieli do nas krewni z zagranicy. Właściwie to brat mojej mamy, wraz z żoną i dziećmi. Rodzicom bardzo zależało na tym, aby uczestniczył w "rodzinnej" kolacji. Cóż było robić? Obiecałem, że na pewno zostanę w domu razem z nimi. To było ustalone już jakiś czas temu.
Zaraz po zajęciach udałem się prosto do domu. Wysłałem Takao sms, że dziś go nie odwiedzę. Jaka była odpowiedź?:
"Nie ma sprawy Shin-chan~~! Miłego wieczoru życzę~! :3"

Wieczorem przebrałem się i pomogłem mamie w przygotowaniu kolacji. Rodzice uznali, że pewnie cieszę się z tego, że mój wujek wraca z zagranicy. Ale ja już nie jestem dzieckiem. W sumie jako dziecko również nie byłem jakoś bardzo entuzjastycznym gościem i nie ruszały mnie takie sytuacje. Przyjeżdża to przyjeżdża. Co tu dużo gadać? Miałem skakać ze szczęścia?
Po wspólnym posiłku przeprosiłem wszystkich i udałem się do swojego pokoju. Zadzwoniłem do Takao.
Wybierałem numer chyba z 5 razy, ale nikt nie odebrał. Zacząłem się martwić. Ale rozważałem też różne opcje, przez które nie usłyszałem głosu szarookiego po drugiej stronie. Może ma wyciszony telefon? Może śpi? Może poszedł zjeść kolację? Może ma gości i nie może rozmawiać?
Ale nagle komórka zaczęła wibrować. Natychmiastowo odebrałem. Jednak nie usłyszałem głosu Takao.
Po drugiej stronie jak nic była kobieta. Płakała.
-M-Midorima-kun...?
-Tak, przy telefonie.
-T-tu, m-mama Kazunari'ego....
-Och. Dobry wieczór. Czy coś się stało? Coś z Takao? Źle się czuje? Proszę mi powiedzieć.
-J-jesteśmy teraz w s-szpitalu....Kazunari-chan....
Zerwałem się na równe nogi, chwyciłem kurtkę, założyłem buty i wybiegłem z domu. Tak bardzo bałem się o Takao. Jego mama powiedziała, że nagle upadł i przestał oddychać. W tym momencie moje serce jakby stanęło. Świat się zatrzymał. Bałem się. Cholernie się bałem. Ale...czyżby tylko dlatego że Kazunari jest moim przyjacielem...? Czy może chodzi o coś innego...? Wtedy u niego w domu....
Czyżby to była....miłość?

~~Aiko

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Kiseki no Sedai x Kuroko cz.1

Kuroko no Harem~~
Tak wiem. Tytuł co najmniej dziwny. Ale! Ostatnio tak z koleżanką spostrzegłyśmy, że praktycznie każdego z Pokolenia Cudów, w jakiś sposób ciągnie do Kuroko XD Mój brat raz powiedział, że robią z Tetsuyi dziwkę....em, potem oberwał po głowie, ale co tam XD Uznałyśmy, że Kuroko no Harem to trafna nazwa, a mnie jakoś olśniło magicznie XD
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tegoroczne lato było naprawdę gorące. Ledwo wyszedłeś na dwór i już spływał po tobie pot. To było naprawdę nie do wytrzymania, dla każdego mieszkańca Tokio. A już szczególnie dla koszykarzy, którzy dzień w dzień trenowali grę na boisku. Z tego też powodu, słynne Pokolenie Cudów, postanowiło całą ekipą udać się na tygodniowy wypoczynek. Wybór nie było trudny. Wszyscy jednogłośnie zdecydowali się na wycieczkę nad morze. Kapitan postanowił, że nie należy z tym zwlekać i najlepiej wyjechać już następnego dnia. Sprzeciwić się nie można było, więc każdy z osobna postanowił poszukać jakiegoś taniego hotelu.
Najtańszy, jak się okazało, znalazł Aomine. Jakim cudem? Tak naprawdę to przypadkiem, nacisnął jakąś reklamę, która wyświetliła się w rogu strony. Okazało się, że to reklama nowego hotelu pod nazwą "LOVE HOTEL". Długo głowili się nad tym, czemu akurat taką nazwę nosił. W ostateczności jednak zapomnieli o tym. Nazajutrz przyjaciele spotkali się na dworcu kolejowym. Trzeba było tylko jeszcze poczekać na na kapitana drużyny.
-Oi, gdzie ten kurdupel się podziewa, he?! Kazał nam przyjść na 8:00, a sam pewnie jeszcze śpi!
-Spokojnie, Aomine-kun. Akashi-kun powiedział mi, że się trochę spóźni.
-Trochę?! Jest już 8:40!! Dla ciebie 40 minut oznacza "trochę"?!
Nie tylko Aomine był zdenerwowany, reszcie również zaczęły powoli puszczać nerwy. Dwugodzinne spóźnienie to już totalna przesada, prawda? Uznajmy jednak, że drużyna się nie zbuntowała. Gdyby to było możliwe....
-Koniec, wracam do domu. Ten kurdupel nie będzie mi więcej rozkazywać.
-Aomine-kun, nie sądzę, aby ten pomysł był dobry.|
-Korokochi ma rację....Akashichi cię zabije!
-Co prawda to prawda, lecz masz 50% szans na przeżycie, jeżeli będziesz miał ze sobą szczęśliwy przedmiot.
-Midorima-kun, jesteś naprawdę mądry, ale czasami gadasz takie głupoty...
I tak oto zaczęła się kłótnia pomiędzy zawodnikami z Pokolenia Cudów. Podróżni omijali ich szerokim łukiem. Kuroko był przepychany z jednej strony na drugą. Kise krzyczał, że kłótnia do niczego nie prowadzi, a potem wyjmował cukierki i częstował nimi resztę twierdząc, że to na zgodę. W końcu jednak i on zaczął się wykłócać o głupie błahostki. Nawet taki Murasakibara przypominający jakiegoś ćpuna miał dużo do powiedzenia. Całą te farsę przerwał czerwonowłosy psychopata.
-Macie się natychmiast uspokoić i oddać mi Tetsuyę! -usłyszeli za plecami i zaprzestali się kłócić.
-Akashi-kun...-Kuroko spojrzał na kapitana, a potem na resztę ekipy.
-Chodź, Tetsuya -rozłożył ręce oczekując na niższego chłopaka.
-T-tak...-podbiegł do kapitana i wtulił się w niego niepewnie.
Mały psychopata uśmiechnął się i wyjął nożyczki z kieszeni spodni. Rzucił nimi w stronę wściekłego Aomine, który o mało co mu nie przyłożył. Blond włosy model podbiegł do niego i zaczął krzyczeć, że Akashi go zamordował.
-Akashichi, jak możesz!! Aominechi nie żyje! Postawmy znicz! Wystarczy wirtualny, ale żeby był!
-Jeszcze nie umarłem ty blond włosa cioto!
Takie sytuacje były nieuniknione, ale kto by się tego spodziewał? No nikt. A przynajmniej nie panowie z Pokolenia Cudów. Jedyną rozumną osobą, jakiej można się było wśród nich dopatrzyć, był Midorima.
Ale kto by tam zwracał na niego uwagę...
Z kilkugodzinnym opóźnieniem, ekipa w końcu dotarła na miejsce i zakwaterowała się w hotelu. Każdemu został przydzielony osobny pokój, z czego nie każdy był zadowolony.
-Proszę pani, ja się nie zgadzam, kategorycznie odmawiam. Czemu nie mogę być w pokoju z Tetsuyą? Proszę o jeden pokój dwuosobowy.
-Przepraszam chłopcze, ale zabrakło nam takich. Lecz pokoje jednoosobowe są bardzo ładnie urządzone. Na pewno wam się tam spodoba.
-Jaki chłopcze, jaki chłopcze?! Gdybym chciał mógłbym być twoim ojcem! Albo mężem! Wybierz sobie termin! Żądam pokoju dwuosobowego!
-Akashi-kun, proszę przestań. Będziemy tam tylko spać -powiedział niebieskooki łapiąc Akashiego za rękę.
-Ja nie planowałem w tym czasie spać....ale okej. Niech będzie -ekipa ruszyła po schodach w górę, a Seijuro za nimi, przed tym jednak jak jakiś ninja nie wiadomo skąd, pojawił się przed recepcjonistką i posłał jej mordercze spojrzenie -A z tobą to ja się jeszcze policzę.
Po tym incydencie wszystkim nagle zachciało się iść na plażę. W końcu po to tu przyjechali. Jakby nie było.
Woda była jeszcze chłodna, ale to akurat było wybawieniem. Upał naprawdę doskwierał. Jedyną osobą, która nie odczuwała tego tak bardzo, był Kuroko. Tylko on cały czas siedział na plaży w ubraniach. Tłumaczył się tym, że łatwo ulega poparzeniom słonecznym. Pomoczył trochę nogi w wodzie, po czym znów wyszedł na brzeg. Reszta jego przyjaciół, najwyraźniej nie miała zamiaru pójść w jego ślady. Cóż, mówi się trudno. Niebiesko włosy spojrzał jeszcze raz na morze, a potem udał się do hotelu. W sumie był już bardzo zmęczony, dlatego od razu po wejściu do pokoju położył się na łóżko. Chwycił książkę leżącą na szafce nocnej i pogrążył się w lekturze. Nie chciał jeszcze zasypiać, było za wcześnie. A kiedy czytał, nie potrafił tak po prostu zasnąć. Zbyt ciekawiło go to, co wydarzy się w następnym rozdziale, a potem w następnym i następnym....Zanim się spostrzegł, doszedł do ostatniego rozdziału, który dość szybko się skończył...
-Ach, no i koniec...Hm...Ciekawe jakby to było, gdyby kilka osób zakochało się w jednej osobie na raz w prawdziwym życiu. Chciałbym tego doświadczyć...-zażartował i zamknął oczy powierzając się w opiekę Morfeusza.
Kiedy się obudził, ujrzał nad sobą wielkie żółte ślepia. Przestraszony poderwał się do góry i uderzył głową w czoło "nieznajomego". A tym nieznajomym okazał się Kise, które teraz leżał na ziemi zwijając się z bólu.
Obok na łóżku siedział Aomine, śmiał się w najlepsze. Na sofie usadowił się Midorima, a tuż obok niego Murasakibara opychający się swoimi chipsami. Brakowało tylko Akashiego, ale Tetsuya był zbyt zdezorientowany, aby to zauważyć.
-Kurokochi to bolałooooo...
-P-przepraszam Kise-kun, ale przestraszyłem się. Ale bardziej mnie obchodzi teraz fakt...em...jak tu weszliście? I po co?
- Było otwarte to weszliśmy. Właściwie chcieliśmy na początku użyć wytrychu, ale że byłeś tak miły i nie zamknąłeś drzwi -odpowiedział ciemnoskóry.
-A jeżeli chodzi po co, to ja tu przyszedłem ze względu na ciebie Kuroko. Nie wiem jak reszta -stwierdził Midorima poprawiając okulary, które "zsuwały" mu się z nosa.
Tetsuya spojrzał na przyjaciół i przekrzywił głowę w bok. Niezbyt rozumiał o co chodziło. Nagle, dotychczas leżący na ziemi Kise, podniósł się i podszedł do niebieskookiego.
-Ja przyszedłem do ciebie, Kurokochi...-powiedział i nachylił się, aby uzyskać dostęp do twarzy przyjaciela. Musnął delikatnie ustami jego lekko rozwarte wargi.
Po chwili również reszta obecnych osób zaczęła się niebezpiecznie do niego zbliżać. Korzystając ze swojej nikłej obecności, Kuroko uciekł z pokoju i pobiegł do ogrodu za hotelem. Nie rozumiał co się właśnie stało.
Nie rozumiał, dlaczego jego przyjaciele tak się zachowywali. Czyżby to miało coś wspólnego z tą książką? Nie. To niemożliwe...Przecież to niemożliwe.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak wiem. Nie skończyłam jeszcze historii MidoTaka, ale zapewniam, że niedługo (teraz na pewno niedługo ^^") się ona pojawi. A teraz mam nadzieję, że wam się podobało ^^
Zachęcam do pozostawienia komentarza ^^

~~Aiko
Szablon wykonała Nessa Daere.