A wy? Co o nim sądzicie? *patrzy na wszystkich dookoła*
Strony
czwartek, 30 lipca 2015
Zmiany, zmiany *^*
Jak widzicie blog ma nowy szablon ^^ Wykonała go Nessa z Łowców Snów za co jestem jej bardzo, bardzo wdzięczna ^^ Szablon osobiście bardzo mi się podoba *^*
A wy? Co o nim sądzicie? *patrzy na wszystkich dookoła*
A wy? Co o nim sądzicie? *patrzy na wszystkich dookoła*
niedziela, 26 lipca 2015
Nie wierzę totalnie ;-;
Aiko jest z siebie w jakimś stopniu dumna ;-; Może nie z treści tekstów, ale na pewno z tego, że udało jej się je skończyć ;-; Dzisiaj miała jeszcze do napisania dwa ;-; Już myślała, że się po prostu nie uda, że będziecie musieli czekać do jutra, ale jednak dała radę! *^* Choć nie wie czy to co tam "stworzyła" się komukolwiek spodoba ;-; W każdym bądź razie, dziś mijają 4 miesiące odkąd Aiko założyła bloga więc ten no...Yupi...*łapka w górę* Bądźcie wyrozumiali ;-; Nie no...prosto z mostu, wyszło nie wyszło? ;-;
O to...no tak z tej całej "okazji" ^^" Kuroko <3
~~Aiko
MuraKuro
Cukierki, książki i foch ><
MuraKuro dla Temari! Mam nadzieję że ktoś to przeczyta ^^"
Zapraszam do czytania ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
MuraKuro dla Temari! Mam nadzieję że ktoś to przeczyta ^^"
Zapraszam do czytania ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pewnego przeciętnego dnia, w bardzo przeciętnej dzielnicy, u przeciętnego chłopaka, w jego przeciętnym domu pojawił się nie bardzo przeciętny gość. Zakłócił harmonię tam panującą. Przecież tam wszystko miało być przeciętne i pozostawać w cieniu innych wspaniałości. A tu coś takiego. Cóż, w gruncie rzeczy nikomu to tak bardzo nie przeszkadzało. Aż tak bardzo...Przeciętny chłopak nazywał się, Kuroko Tetsuya. A jego gościem był nikt inny jak Murasakibara Atsushi. Gigant nad giganty. Zbyt wysoki jak na pierwszorocznego licealistę, nieprawdaż? Cóż...chyba tylko my tak uważamy...Rozległ się dzwonek do drzwi. Dźwięk zabrzmiał we wrażliwych uszach niebieskookiego chłopaka, który bez pośpiechu odłożył czytaną dotąd książkę na stolik, po czym udał się do drzwi, aby je otworzyć. Zadarł głowę w górę, aby spojrzeć w oczy swojemu przyjacielowi i zaprosił go do środka. Ten schylił się delikatnie, aby móc wejść. Zajął miejsce w salonie na kanapie przed telewizorem.
-Kuro-chiiiin~~
-Kuro-chiiiin~~
-Słucham?
-Masz może coś słodkiego? Umieram z głoduuuuu~~
-Mam zrobiony obiad, mogę Ci dać jeżeli jesteś głodny. Pewnie i tak nie zjadłeś jeszcze nic porządnego oprócz słodyczy...
Na te słowa fioletowłosy nadął policzki. Był niezadowolony z odpowiedzi kurdupelka. Był nią wręcz oburzony. Przecież słodycze to najlepsze co się może w życiu trafić! Są porządne jak każde inne jedzenie! Kto się zgadza łapka w górę!
Nie rozpoczynając dalszej konwersacji, Murasakibara wstał i zaczął szperać po szafkach, gdzie zwykle znajdował jakieś słodkości. Znalazł, owszem. Ale tylko jedną tabliczkę czekolady. Do tego gorzkiej. No i gdzie tu sprawiedliwość na tym świecie? Wszystko obróciło się przeciwko niemu! Cóż było robić? Usiadł sobie z powrotem na kanapie i otworzył opakowanie. Włączył telewizor i zaczął zajadać się czekoladą. Była...no czekolada jak czekolada, z tą różnicą że nie słodka. I to bolało. Ale nic nie mógł na to poradzić. Kuroko tymczasem czytał książkę. Wciągnął się. Z końcem każdego rozdziału, ciekawiło go co będzie w kolejnym. Nie zwracał szczególnej uwagi na to co robił jego partner, bo to było raczej oczywiste. Nie martwił się więc o jego czyny. Wiedział, że Atsushi jest spokojny jeżeli się go zbytnio nie wyprowadzi z równowagi.
-Kuro-chin ja chcę cukierkaaa
-Murasakibara-kun, albo obiad albo nic z tego -oświadczył nie przestając czytać.
-No ale to nie fair! Kuro-chin zawsze robi to co lubi, a ja lubię jeść słodycze! A nie mogę, bo Kuro-chin nic nie ma! -krzyknął z urazą w głosie.
-Cóż za siła perswazji...-pokręcił głową, odłożył książkę, wstał i poszedł ubrać buty -Zaraz wrócę -oznajmił i wyszedł z mieszkania. Atsushi zaś wrócił do oglądania telewizji. Tyle programów kulinarnych...tyle deserów...Oni tam sobie jedzą, a on co? A on nie ma nic słodkiego pod ręką. No i jak tu nie być złym?
Kuroko dość długo nie wracał do domu. Długo, bo prawie godzinę. Mówił że "zaraz wróci". Fioletowooki zaczął się naprawdę martwić. Co chwilę nerwowo spoglądał na zegarek. 5 minut, 15 minut...Dalej go nie było. I już miał udać się na poszukiwania, kiedy do domu wrócił niebiesko włosy chłopak.
-Przepraszam, że tak długo...w sklepie były straszne kolejki...-podał gigantowi reklamówkę wypełnioną słodyczami, w tym upragnionymi cukierkami. Ściągnął buty, poszedł do salonu i na powrót zaczął czytać książkę. Nie potrwało to jednak długo. Nagle książka zniknęła z jego rąk. Spojrzał w górę. Murasakibara mu ją zabrał. Odłożył ów rzecz, wysoko, wysoko na szafkę i spojrzał na ukochanego. Przewrócił go na podłogę i chwycił dłonią za nadgarstki.
-M-Murasakibara-kun, puść mnie..!
-No ale...Kuro-chin wygląda tak słodziutko. Jak cukierek, więc może najpierw zjem Ciebie, a później zajmę się resztą? -uśmiechnął się jak typowy pedofil na widok dziecka, po czym oblizał wargi.
Nagle poczuł uderzenie w krocze. Kuroko go kopnął, dzięki czemu mógł się uwolnić. Uciekł do swojego pokoju, lecz zanim zamknął drzwi, stanął w progu.
-Głupi Atsushi! -krzyknął i zamknął drzwi na klucz.
-Ale Kuro-chin, z tym zjedzenie to nie było na poważnie! Nie zjadłbym Cię no!
-Masz może coś słodkiego? Umieram z głoduuuuu~~
-Mam zrobiony obiad, mogę Ci dać jeżeli jesteś głodny. Pewnie i tak nie zjadłeś jeszcze nic porządnego oprócz słodyczy...
Na te słowa fioletowłosy nadął policzki. Był niezadowolony z odpowiedzi kurdupelka. Był nią wręcz oburzony. Przecież słodycze to najlepsze co się może w życiu trafić! Są porządne jak każde inne jedzenie! Kto się zgadza łapka w górę!
Nie rozpoczynając dalszej konwersacji, Murasakibara wstał i zaczął szperać po szafkach, gdzie zwykle znajdował jakieś słodkości. Znalazł, owszem. Ale tylko jedną tabliczkę czekolady. Do tego gorzkiej. No i gdzie tu sprawiedliwość na tym świecie? Wszystko obróciło się przeciwko niemu! Cóż było robić? Usiadł sobie z powrotem na kanapie i otworzył opakowanie. Włączył telewizor i zaczął zajadać się czekoladą. Była...no czekolada jak czekolada, z tą różnicą że nie słodka. I to bolało. Ale nic nie mógł na to poradzić. Kuroko tymczasem czytał książkę. Wciągnął się. Z końcem każdego rozdziału, ciekawiło go co będzie w kolejnym. Nie zwracał szczególnej uwagi na to co robił jego partner, bo to było raczej oczywiste. Nie martwił się więc o jego czyny. Wiedział, że Atsushi jest spokojny jeżeli się go zbytnio nie wyprowadzi z równowagi.
-Kuro-chin ja chcę cukierkaaa
-Murasakibara-kun, albo obiad albo nic z tego -oświadczył nie przestając czytać.
-No ale to nie fair! Kuro-chin zawsze robi to co lubi, a ja lubię jeść słodycze! A nie mogę, bo Kuro-chin nic nie ma! -krzyknął z urazą w głosie.
-Cóż za siła perswazji...-pokręcił głową, odłożył książkę, wstał i poszedł ubrać buty -Zaraz wrócę -oznajmił i wyszedł z mieszkania. Atsushi zaś wrócił do oglądania telewizji. Tyle programów kulinarnych...tyle deserów...Oni tam sobie jedzą, a on co? A on nie ma nic słodkiego pod ręką. No i jak tu nie być złym?
Kuroko dość długo nie wracał do domu. Długo, bo prawie godzinę. Mówił że "zaraz wróci". Fioletowooki zaczął się naprawdę martwić. Co chwilę nerwowo spoglądał na zegarek. 5 minut, 15 minut...Dalej go nie było. I już miał udać się na poszukiwania, kiedy do domu wrócił niebiesko włosy chłopak.
-Przepraszam, że tak długo...w sklepie były straszne kolejki...-podał gigantowi reklamówkę wypełnioną słodyczami, w tym upragnionymi cukierkami. Ściągnął buty, poszedł do salonu i na powrót zaczął czytać książkę. Nie potrwało to jednak długo. Nagle książka zniknęła z jego rąk. Spojrzał w górę. Murasakibara mu ją zabrał. Odłożył ów rzecz, wysoko, wysoko na szafkę i spojrzał na ukochanego. Przewrócił go na podłogę i chwycił dłonią za nadgarstki.
-M-Murasakibara-kun, puść mnie..!
-No ale...Kuro-chin wygląda tak słodziutko. Jak cukierek, więc może najpierw zjem Ciebie, a później zajmę się resztą? -uśmiechnął się jak typowy pedofil na widok dziecka, po czym oblizał wargi.
Nagle poczuł uderzenie w krocze. Kuroko go kopnął, dzięki czemu mógł się uwolnić. Uciekł do swojego pokoju, lecz zanim zamknął drzwi, stanął w progu.
-Głupi Atsushi! -krzyknął i zamknął drzwi na klucz.
-Ale Kuro-chin, z tym zjedzenie to nie było na poważnie! Nie zjadłbym Cię no!
~~Aiko
Kuroko no Princess (NIjimura x Haizaki)
Cinderella
Nijimura x Haizaki dla Sky c;!
Aiko miała napisać coś "normalnego", ale że Nijimura x Haizaki było w planach, a mianowicie
mieściło się w jej "Kuroko no Princess", to dlaczego nie miałaby napisać tego teraz?
Heh ^^ Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Zapraszam do czytania :3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Aiko miała napisać coś "normalnego", ale że Nijimura x Haizaki było w planach, a mianowicie
mieściło się w jej "Kuroko no Princess", to dlaczego nie miałaby napisać tego teraz?
Heh ^^ Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Zapraszam do czytania :3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dawno, dwno temu w pewnej wiosce, mieszkała bogata wdowa, która wychowała dwie córki i pasierbicę. Córki te nie grzeszyły swą urodą, lecz myślały że jest na odwrót. Dlatego też zachowywały się niesamowicie krzykliwie i dumnie. Natomiast pasierbica, choć była dziewczyną niezwykłej urody, była bardzo skromna i wstydliwa. To ona wykonywała wszelkie prace w domu i w gospodarstwie, więc w przeciwieństwie do swoich przyrodnich sióstr i macochy, nie miała czasy by się stroić. Jej codzienny strój był naprawdę okropny. Ciągle chodziła w łachmanach, brudna i usmolona. Z tego też powodu nazywano ją "Kopciuszkiem". Kiedy wdowie i jej córką coś się nie spodobało, lub miały zły humor, pastwiły się nad biedną dziewczyną. Zlecały jej najcięższe prace, biły i wyśmiewały się z niej. Zdawały sobie sprawę, że Kopciuszek jest o wiele piękniejsza od nich, zazdrościły jej i to sprawiało, że stawały się jeszcze bardziej złośliwe. Kopciuszek jednak mimo wyrządzanej jej krzywdy, miała złote serce. Nigdy nie odmawiał pomocy potrzebującym. W tajemnicy przed macochą, która była pazerna i zła, wynosiła resztki jedzenia żebrakom, nawet jeśli przez to sama miałaby być głodna. Dokarmiała też dzikie zwierzęta. Uwielbiała ptaki, które bardzo się do niej przywiązały. Pewnego dnia, ogłoszono, że młody królewicz poszukuje dla siebie żony.
Z tego też powodu miał zostać wydany huczny bal. Córki wdowy niemalże natychmiastowo pobiegły do domu, aby przekazać matce nowinę i porządnie przyszykować się na spotkanie z królewiczem. Matka kupiła im mnóstwo klejnotów, naszyjników, bransoletek, bo miała nadzieję, że na pewno któraś z nich zostanie narzeczoną księcia. Kopciuszek także marzył o tym, aby móc pójść na tę niesamowitą uroczystość. Jednak nawet nie śmiał prosić macochy o strój. Patrzał więc smutno na swoje przyrodnie siostry, które teraz spędzały czas wyłącznie przed lustrem. Gdy nadszedł dzień balu, Kopciuszek, widząc że siostry są już ubrane, spostrzegł na ich łóżkach stertę pozostawionych sukni. W jego oczach błysnęło coś na kształt iskierek. Zbliżył się więc do macochy i spojrzał jej w oczy.
-Czegoś chciała? -spytała ze srogą miną.
-Och, matko, zabierzcie i mnie na bal. Tyle sukni pozostało...Mogłabym wziąć jedną? -spytała niepewnie.
Na te słowa macocha zaśmiała się tylko, klepnęła dziewczynę w plecy i powiedziała...
-Takie dziewuchy jak Ty, nie chodzą na bal! A zresztą...Hm -rozejrzała się -Możesz pójść, jeżeli wybierzesz mak z popiołu - wysypała miskę maku do naczynia z popiołem.
-Ależ to niemożliwe żebym zrobiła to w tak krótkim czasie! Potrzeba co najmniej tygodnia!
-To już Twój problem moja droga. Jeżeli chcesz iść, to zrobisz to szybciutko -stwierdziła.
Cóż było robić? Kopciuszek zabrał się za pracę. Jednak jak podejrzewała, nie było to takie proste i trwało naprawdę długo. Po długim czasie dziewczyna usiadła przy oknie załamana, a po jej policzkach spłynęła pierwsza łza. Nagle na parapecie pojawiły się gołębie, które kochały Kopciuszka za to, że karmiła je chlebem, gdy sama nie miała co jeść i zagruchały:
-Nie płacz, pomożemy Ci!
Kopciuszek nie mógł uwierzyć własnym oczom. Już po chwili mak był wybrany z popiołu i wrzucony z powrotem do miski. Uradowana tym faktem pobiegła do macochy i krzyknęła:
-Mamusiu, mak już wybrany! Czy mogę teraz iść na bal?
Macocha słysząc to popchnęła biednego Kopciuszka, a mak z powrotem wysypała do naczynia z popiołem.
-Siedź za piecem i rób co Ci kazałam! A na bal i tak nie pójdziesz, bo byś nam tylko wstyd przyniosła!
Zabrała wystrojone córki i wraz z nimi udała się na zamek. Kopciuszek, cały zapłakany usiadł i nawet gołąbki, które tak, jak poprzednim razem, szybciutko wybrały cały mak z popiołu, nie sprawiły jej radości. Ptaszki, widząc, że ich przyjaciółka jest taka smutna, zagruchały:
-Nie martw się, pojedziesz na bal! Już nasza w tym głowa!
Po chwili za oknem dziewczyna dostrzegła dziwny blask. Przed domem stała przepiękna kareta zaprzężona w śnieżnobiałe konie. W kuchni zaś pojawiła się tajemnicza postać, która wręczyła Kopciuszkowi najpiękniejszy strój, jaki można sobie wyobrazić- suknię utkaną z księżycowej mgiełki, płaszcz wyszywany gwiazdami i szklane pantofelki. Była to dobra wróżka, która przybyła na zawołanie gołąbków, wzruszonych losem swojej przyjaciółki. Wróżka, darując Kopciuszkowi te niezwykłe podarunki, przykazała:
-Pamiętaj, że czary prysną o północy! Do tego czasu musisz być w domu...
-Oczywiście, będę pamiętała! -zawołał Kopciuszek i ku swej radości zauważył, ze jest już ubrany w ten przepiękny strój. Pobiegł zatem do czekającej przed domem karety. Gdy tylko przepiękne dziewczyna zjawiła się na sali balowej, wszyscy tam zgromadzeni nie mogli oderwać od niej wzroku, a przede wszystkim królewicz, zauroczony nią od pierwszego wejrzenia. Podszedł do niezwykłej piękności i zaprosił ją do tańca. Pozostałe zebrane na sali panny, a zwłaszcza macocha i jej córki, które oczywiście nie poznały w przepięknej pani usmolonego Kopciuszka, czuły ogromną zazdrość. Młody chłopak spojrzał w oczy swej partnerki.
-Jak się nazywasz? -spytał uśmiechając się lekko.
-Haizaki.
-Jesteś pewna..? -zacisnął pięść, a żyłka na skroni zaczęła pulsować.
-Ta, tylko karzą mi mówić że Kopciuszek. Kompletnie tego nie jarzę. A do tego nie jestem żadną babą i---
-Haizaki debilu!
-Haizaki, czy Ty jesteś głupi czy tylko udajesz?! Trzymajcie się scenariusza do jasnej cholery! -krzyknęła Aiko uderzając rękoma w stolik.
-Aiko-san spokojnie -powiedział Kuroko popijając swój ukochany shake waniliowy.
-Tylko Ty mnie rozumiesz ;-; Okej, okej już jestem spokojna...Lecimy dalej!
Wracając do scenariusza...
-Nazywam się Kopciuszek...-odpowiedziała cichutko.
-A więc Kopciuszku...-chciał jeszcze coś dodać, lecz nagle zegar zaczął wybijać północ. Spanikowana dziewczyna odsunęła się od królewicza. Nie bardzo wiedziała co powiedzieć. W końcu jednak odwróciła się na pięcie i wybiegła z budynku. Biegła najszybciej jak tylko potrafiła, lecz nagle...zaliczyła glebę?! Jeden z pantofelków zsunął się ze stopy i nie wiedzieć z jakiego powodu wyleciał wysoko, wysoko w górę, po czym uderzył biegnącego za dziewczyną księcia, prosto w głowę. Ten upadł na ziemię. Złapał się za obolałe miejsce, wstał i...i rzucił pantofelkiem w Kopciuszka?!
-Co wy odwalacie?! -krzyknęła Aiko wstając ze swojego miejsca.
-Zabiję Cię Haizaki, zabiję!
-Nie chciałem! To było przez przypadek! -krzyknął uciekając przed wściekłym Nijimurą.
-Trzymać się scenariusza idioci!
-Ach, chyba ich nie uspokoisz -stwierdziła Riko ziewając.
-Akashi, ratuj. Proszę Cię, ratuj ;-; -uklęknęła przed czerwonowłosym psychopatą i zaczęła bić przed nim pokłony.
-Okej, niech będzie -uśmiechnął się sadystycznie. Już po chwili aktorzy wrócili na swoje miejsca. To był prawdziwy cud *^* Dobra, kontynuując....
Dziewczyna zniknęła. Jedyne co po niej pozostało to szklany pantofelek. Nazajutrz książę, który odnalazł na schodach pantofelek Kopciuszka i wysłał gońca, by w całym królestwie poszukał tej, na której nóżce będzie on pasował, ogłaszając przy tym, że poślubi właścicielkę tego maleńkiego bucika. Goniec trafił na końcu także do gospodarstwa wdowy i zapytał o mieszkające tu panny na wydaniu. Macocha pokazała mu swoje córki, jednak obie miały stopy zdecydowanie za duże, by zmieścił się na nie delikatny pantofelek. Goniec zauważył jednak za piecem Kopciuszka i zapytał:
-A co to za dziewczę?
Macocha odparła:
-To tylko moja pasierbica. Brzydka i niemądra. Do tego robi za męską dziwkę, przynajmniej tak mi powiedziano. Pomaga mi w kuchni i gospodarstwie, tylko do tego się nadaje.
-Akashi...-nie wytrzymując już, Aiko uderzyła głową o stolik -Riko, błagam...dokończ to za mnie...
-Okej, okej. Robi się! Na miejsca debile! -krzyknęła i nie wiedzieć kiedy, wszyscy zaczęli magicznie "współpracować".
Goniec jednak rzekł:
-Rozkaz księcia był taki, by każda panienka w królestwie przymierzyła pantofelek.
Po tych słowach, wsunął bucik na stopę Kopciuszka, a ten pasował jak ulał. Widząc, jak goniec pomaga Kopciuszkowi wstać, a potem prowadzi go do karety, by zawieźć na ślub z księciem, macocha i jej córki zzieleniały z zazdrości i zrobiły się jeszcze brzydsze i złośliwsze, niż były wcześniej. Ślub odbył się naprawdę szybko. Oboje powiedzieli sobie, tak. Na koniec książę złączył ich wargi w pocałunku...?
-S-słodko...-Aiko wgapiła się jedynie w piękną parę małżonków.
-Nijimura! Tak przy ludziach?! -krzyknął zdenerwowany Haizaki z ogromnym rumieńcem na twarzy.
-Ty mnie przy ludziach znokautowałeś tym spoconym pantoflem, to chyba należała mi się rekompensata co nie? -uśmiechnął się sadystycznie.
-Aiko-san...to już koniec bajki tak?
-Ach, masz rację Kuroko -uśmiechnęła się lekko -Ale najpierw...-wyjęła telefon i pokazała "młodej parze" zdjęcie, które zdążyła wcześniej zrobić -Raz i dwa i trzy. Klik i wszyscy zaraz to zobaczą~~
-Nieeeeeeeee!!!!!!!! -krzyknął Haizaki upadając na ziemię załamany.
Czy właśnie tak powinny kończyć się normalne bajki? Raczej nie.....
Z tego też powodu miał zostać wydany huczny bal. Córki wdowy niemalże natychmiastowo pobiegły do domu, aby przekazać matce nowinę i porządnie przyszykować się na spotkanie z królewiczem. Matka kupiła im mnóstwo klejnotów, naszyjników, bransoletek, bo miała nadzieję, że na pewno któraś z nich zostanie narzeczoną księcia. Kopciuszek także marzył o tym, aby móc pójść na tę niesamowitą uroczystość. Jednak nawet nie śmiał prosić macochy o strój. Patrzał więc smutno na swoje przyrodnie siostry, które teraz spędzały czas wyłącznie przed lustrem. Gdy nadszedł dzień balu, Kopciuszek, widząc że siostry są już ubrane, spostrzegł na ich łóżkach stertę pozostawionych sukni. W jego oczach błysnęło coś na kształt iskierek. Zbliżył się więc do macochy i spojrzał jej w oczy.
-Czegoś chciała? -spytała ze srogą miną.
-Och, matko, zabierzcie i mnie na bal. Tyle sukni pozostało...Mogłabym wziąć jedną? -spytała niepewnie.
Na te słowa macocha zaśmiała się tylko, klepnęła dziewczynę w plecy i powiedziała...
-Takie dziewuchy jak Ty, nie chodzą na bal! A zresztą...Hm -rozejrzała się -Możesz pójść, jeżeli wybierzesz mak z popiołu - wysypała miskę maku do naczynia z popiołem.
-Ależ to niemożliwe żebym zrobiła to w tak krótkim czasie! Potrzeba co najmniej tygodnia!
-To już Twój problem moja droga. Jeżeli chcesz iść, to zrobisz to szybciutko -stwierdziła.
Cóż było robić? Kopciuszek zabrał się za pracę. Jednak jak podejrzewała, nie było to takie proste i trwało naprawdę długo. Po długim czasie dziewczyna usiadła przy oknie załamana, a po jej policzkach spłynęła pierwsza łza. Nagle na parapecie pojawiły się gołębie, które kochały Kopciuszka za to, że karmiła je chlebem, gdy sama nie miała co jeść i zagruchały:
-Nie płacz, pomożemy Ci!
Kopciuszek nie mógł uwierzyć własnym oczom. Już po chwili mak był wybrany z popiołu i wrzucony z powrotem do miski. Uradowana tym faktem pobiegła do macochy i krzyknęła:
-Mamusiu, mak już wybrany! Czy mogę teraz iść na bal?
Macocha słysząc to popchnęła biednego Kopciuszka, a mak z powrotem wysypała do naczynia z popiołem.
-Siedź za piecem i rób co Ci kazałam! A na bal i tak nie pójdziesz, bo byś nam tylko wstyd przyniosła!
Zabrała wystrojone córki i wraz z nimi udała się na zamek. Kopciuszek, cały zapłakany usiadł i nawet gołąbki, które tak, jak poprzednim razem, szybciutko wybrały cały mak z popiołu, nie sprawiły jej radości. Ptaszki, widząc, że ich przyjaciółka jest taka smutna, zagruchały:
-Nie martw się, pojedziesz na bal! Już nasza w tym głowa!
Po chwili za oknem dziewczyna dostrzegła dziwny blask. Przed domem stała przepiękna kareta zaprzężona w śnieżnobiałe konie. W kuchni zaś pojawiła się tajemnicza postać, która wręczyła Kopciuszkowi najpiękniejszy strój, jaki można sobie wyobrazić- suknię utkaną z księżycowej mgiełki, płaszcz wyszywany gwiazdami i szklane pantofelki. Była to dobra wróżka, która przybyła na zawołanie gołąbków, wzruszonych losem swojej przyjaciółki. Wróżka, darując Kopciuszkowi te niezwykłe podarunki, przykazała:
-Pamiętaj, że czary prysną o północy! Do tego czasu musisz być w domu...
-Oczywiście, będę pamiętała! -zawołał Kopciuszek i ku swej radości zauważył, ze jest już ubrany w ten przepiękny strój. Pobiegł zatem do czekającej przed domem karety. Gdy tylko przepiękne dziewczyna zjawiła się na sali balowej, wszyscy tam zgromadzeni nie mogli oderwać od niej wzroku, a przede wszystkim królewicz, zauroczony nią od pierwszego wejrzenia. Podszedł do niezwykłej piękności i zaprosił ją do tańca. Pozostałe zebrane na sali panny, a zwłaszcza macocha i jej córki, które oczywiście nie poznały w przepięknej pani usmolonego Kopciuszka, czuły ogromną zazdrość. Młody chłopak spojrzał w oczy swej partnerki.
-Jak się nazywasz? -spytał uśmiechając się lekko.
-Haizaki.
-Jesteś pewna..? -zacisnął pięść, a żyłka na skroni zaczęła pulsować.
-Ta, tylko karzą mi mówić że Kopciuszek. Kompletnie tego nie jarzę. A do tego nie jestem żadną babą i---
-Haizaki debilu!
-Haizaki, czy Ty jesteś głupi czy tylko udajesz?! Trzymajcie się scenariusza do jasnej cholery! -krzyknęła Aiko uderzając rękoma w stolik.
-Aiko-san spokojnie -powiedział Kuroko popijając swój ukochany shake waniliowy.
-Tylko Ty mnie rozumiesz ;-; Okej, okej już jestem spokojna...Lecimy dalej!
Wracając do scenariusza...
-Nazywam się Kopciuszek...-odpowiedziała cichutko.
-A więc Kopciuszku...-chciał jeszcze coś dodać, lecz nagle zegar zaczął wybijać północ. Spanikowana dziewczyna odsunęła się od królewicza. Nie bardzo wiedziała co powiedzieć. W końcu jednak odwróciła się na pięcie i wybiegła z budynku. Biegła najszybciej jak tylko potrafiła, lecz nagle...zaliczyła glebę?! Jeden z pantofelków zsunął się ze stopy i nie wiedzieć z jakiego powodu wyleciał wysoko, wysoko w górę, po czym uderzył biegnącego za dziewczyną księcia, prosto w głowę. Ten upadł na ziemię. Złapał się za obolałe miejsce, wstał i...i rzucił pantofelkiem w Kopciuszka?!
-Co wy odwalacie?! -krzyknęła Aiko wstając ze swojego miejsca.
-Zabiję Cię Haizaki, zabiję!
-Nie chciałem! To było przez przypadek! -krzyknął uciekając przed wściekłym Nijimurą.
-Trzymać się scenariusza idioci!
-Ach, chyba ich nie uspokoisz -stwierdziła Riko ziewając.
-Akashi, ratuj. Proszę Cię, ratuj ;-; -uklęknęła przed czerwonowłosym psychopatą i zaczęła bić przed nim pokłony.
-Okej, niech będzie -uśmiechnął się sadystycznie. Już po chwili aktorzy wrócili na swoje miejsca. To był prawdziwy cud *^* Dobra, kontynuując....
Dziewczyna zniknęła. Jedyne co po niej pozostało to szklany pantofelek. Nazajutrz książę, który odnalazł na schodach pantofelek Kopciuszka i wysłał gońca, by w całym królestwie poszukał tej, na której nóżce będzie on pasował, ogłaszając przy tym, że poślubi właścicielkę tego maleńkiego bucika. Goniec trafił na końcu także do gospodarstwa wdowy i zapytał o mieszkające tu panny na wydaniu. Macocha pokazała mu swoje córki, jednak obie miały stopy zdecydowanie za duże, by zmieścił się na nie delikatny pantofelek. Goniec zauważył jednak za piecem Kopciuszka i zapytał:
-A co to za dziewczę?
Macocha odparła:
-To tylko moja pasierbica. Brzydka i niemądra. Do tego robi za męską dziwkę, przynajmniej tak mi powiedziano. Pomaga mi w kuchni i gospodarstwie, tylko do tego się nadaje.
-Akashi...-nie wytrzymując już, Aiko uderzyła głową o stolik -Riko, błagam...dokończ to za mnie...
-Okej, okej. Robi się! Na miejsca debile! -krzyknęła i nie wiedzieć kiedy, wszyscy zaczęli magicznie "współpracować".
Goniec jednak rzekł:
-Rozkaz księcia był taki, by każda panienka w królestwie przymierzyła pantofelek.
Po tych słowach, wsunął bucik na stopę Kopciuszka, a ten pasował jak ulał. Widząc, jak goniec pomaga Kopciuszkowi wstać, a potem prowadzi go do karety, by zawieźć na ślub z księciem, macocha i jej córki zzieleniały z zazdrości i zrobiły się jeszcze brzydsze i złośliwsze, niż były wcześniej. Ślub odbył się naprawdę szybko. Oboje powiedzieli sobie, tak. Na koniec książę złączył ich wargi w pocałunku...?
-S-słodko...-Aiko wgapiła się jedynie w piękną parę małżonków.
-Nijimura! Tak przy ludziach?! -krzyknął zdenerwowany Haizaki z ogromnym rumieńcem na twarzy.
-Ty mnie przy ludziach znokautowałeś tym spoconym pantoflem, to chyba należała mi się rekompensata co nie? -uśmiechnął się sadystycznie.
-Aiko-san...to już koniec bajki tak?
-Ach, masz rację Kuroko -uśmiechnęła się lekko -Ale najpierw...-wyjęła telefon i pokazała "młodej parze" zdjęcie, które zdążyła wcześniej zrobić -Raz i dwa i trzy. Klik i wszyscy zaraz to zobaczą~~
-Nieeeeeeeee!!!!!!!! -krzyknął Haizaki upadając na ziemię załamany.
Czy właśnie tak powinny kończyć się normalne bajki? Raczej nie.....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na tym koniec...Gomene, pierwszy raz w mym nędznym życiu pisałam cokolwiek z tym paringiem ;-;
Naprawdę gomene ;-;
Naprawdę gomene ;-;
Obsada? :
Kopciuszek - Haizaki Shougo
Książę - Nijimura Shuzo
Macocha - Akashi Seijuro
Pierwsza córka - Reo Mibuchi
Druga córka - Aomine Daiki
Dobra wróżka - Kuroko Tetsuya
Goniec - Kise Ryota
Pani nadzorująca a zarazem narrator niedający sobie rady z aktorami? - Aiko Itami
Zastępca nieudolnej Aiko? - Riko Aida
~~Aiko
Kopciuszek - Haizaki Shougo
Książę - Nijimura Shuzo
Macocha - Akashi Seijuro
Pierwsza córka - Reo Mibuchi
Druga córka - Aomine Daiki
Dobra wróżka - Kuroko Tetsuya
Goniec - Kise Ryota
Pani nadzorująca a zarazem narrator niedający sobie rady z aktorami? - Aiko Itami
Zastępca nieudolnej Aiko? - Riko Aida
~~Aiko
KiKuro
Bo dzięki niemu znalazłem cel w życiu
KiKuro dla Sky! Ile ja przy tym siedziałam ;-; Masakra ;-;
Ale skończyłam *^* I można powiedzieć, że jestem z tego w jakimś stopniu dumna ;-;
Zapraszam do czytania ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ciepły wiosenny wieczór. Słońce chowające się za horyzontem, szum liści i śpiew ptaków. To wszystko czego może potrzebować zestresowany człowiek. Chwila relaksu i odpoczynku. Nikogo to nie zabije, a da odrobinę siły na kolejne dni. Młody model, Kise Ryota spacerował parkiem, co chwilę rozglądając się dookoła. Jakby na kogoś czekał, lecz nikogo się nie spodziewał. Usiadł na ławce, tuż przed pomnikiem Hachiko. Jako dziecko uwielbiał tam przychodzić. Spotykać się z kolegami. Jeżeli mógł ich tak nazywać. W końcu zawsze próbowali go spławiać. Nie rozumiał dlaczego tak jest. Był zbyt energiczny? A może chodziło o entuzjazm z jakim do wszystkiego podchodził? Ale to raczej pozytywne cechy...Cóż, teraz tak nie potrafił. Jako dziecko nie rozumiał wielu rzeczy. A teraz? Teraz jest już dorosły. Można tak powiedzieć. 20 lat to już coś. Nagle zadzwonił telefon. Wyjął urządzenie z kieszeni. Spojrzał na wyświetlacz. Numer nieznany. Odebrać? Nie odebrać? Nie lubił kiedy wciskano mu jakieś durne promocje czy przypominano o jakichś innych pierdołach. Schował telefon z powrotem do kieszeni spodni. Westchnął głośno kiedy komórka ponownie zaczęła wibrować. Denerwowało go to. W końcu nie wytrzymał i wyłączył ją. Przeciągnął się leniwie i ruszył w stronę centrum, gdzie mieszkał wraz ze swą drugą połówką. Kuroko Tetsuyą. Po drodze spotkał paru znajomych. Kagamiego, Takao i Midorimę. Właściwie mógł bez żadnych przeszkód nazwać ich przyjaciółmi, w końcu znali się dość długi okres czasu i mieli do siebie wielkie zaufanie. Pogadali trochę o czasach liceum, a potem każdy udał się w swoją stronę. Blondyn w końcu dotarł na miejsce. Wszedł po schodach, uśmiechnął się delikatnie i nacisnął klamkę. Zamknięte. Czyżby Kuroko nie było w domu? A może to tylko żart z jego strony? Wyjął klucze i otworzył drzwi do mieszkania.Wszedł do środka. Rozejrzał się dookoła. KiKuro dla Sky! Ile ja przy tym siedziałam ;-; Masakra ;-;
Ale skończyłam *^* I można powiedzieć, że jestem z tego w jakimś stopniu dumna ;-;
Zapraszam do czytania ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Wróciłem! -krzyknął wchodząc do kuchni. Nikogo tam jednak nie zastał. Dziwne. Kuroko zwykle o tej porze był w domu i przygotowywał kolację. Sprawdził jeszcze w salonie, sypialni i łazience, ale w żadnym z tych pomieszczeń nie było niebieskookiego chłopaka.
-Hm...Może został dłużej w pracy? -wyjął komórkę i na powrót ją włączył. 50 nieodebranych połączeń. Numer nieznany. To naprawdę zaczynało się robić mega dziwne. Wybrał numer do kwiaciarni w której pracował Kuroko. Przez dłuższą chwilę panowała cisza, w końcu ktoś podniósł słuchawkę.
-Halo?
-Ach, dobry wieczór. Z tej strony Kise Ryota, chłopak Kuroko Tetsuyi, który u was pracuje. Pamięta mnie pani prawda? Więc...nie wrócił jeszcze do domu, został po godzinach?
-Kuroko...? To Ty jeszcze nie wiesz? Ale...przecież podałam ratownikom twój numer. Mieli zadzwonić...
-Ratownikom? O co tu chodzi? Gdzie jest Kurokochi..?
-Kuroko został odwieziony do szpitala...Nagle upadł a z nosa poleciała mu krew, nie wiedziałam co się dzieje...Medycy powiedzieli, że to może być coś poważnego, lepiej żebyś szybko pojechał do szpitala!
Zamurowało go. Nie wiedział co powiedzieć. Kuroko w szpitalu? Nagle upadł? Krew? Ale dlaczego? Przecież wszystko było w jak najlepszym porządku, chociaż...Ostatnio zauważył u niego trochę siniaków na ciele...Może ktoś go pobił?!
-Dziękuję za informację, już tam jadę! -odłożył słuchawkę, szybko wybiegł z mieszkania, zamknął drzwi i popędził do samochodu. Pod szpitalem znalazł się w bardzo szybkim tempie.Dostał mandat za przekroczenie prędkości, ale w tej chwili go to kompletnie nie obchodziło. Liczyło się tylko to, aby jak najszybciej spotkać się z Kuroko i dowiedzieć się co z nim. Na izbie przyjęć, przy rejestracji dowiedział się, że jego ukochany został przewieziony na oddział onkologi. Ale dlaczego akurat na onkologie? Jeszcze bardziej go to zmartwiło, bo doskonale wiedział jacy ludzie tam przebywają i czym zajmują się onkolodzy. (Dla niewiedzących: onkolog - lekarz specjalista, zajmujący się rozpoznawaniem i leczeniem chorób nowotworowych.)
Szybkim krokiem ruszył w stronę windy. Wcisnął przycisk "7" i czekał, aż dojedzie na miejsce. Na siódmym piętrze wysiadł i udał się do rejestracji. Tam dowiedział się, że Tetsuya leży w sali B5. Dotarłszy pod ów pomieszczenie, powoli wszedł do środka. Niebiesko włosy leżał na łóżku, pod nieskazitelnie białą pościelą.
Był przytomny. Zmartwiony, a jednocześnie z lekka uradowany Kise podbiegł do łóżka i usiadł obok na krześle, łapiąc ukochanego za rękę. Szybko jednak wypuścił ją z uścisku zauważając, że jej właściciel podłączony jest do kroplówki. Spojrzał w błękitne oczy.
-Kurokochi...co się stało? Jak się czujesz?
-Kise-kun....j-ja..ja sam nie wiem...A czuję się dobrze..-uśmiechnął się lekko.
-To dobrze..Ale naprawdę nic nie pamiętasz?
-Ja...pamiętam tylko, że zakręciło mi się w głowie...Potem zrobiło mi się słabo, a później..tego nie wiem..
-Później zemdlałeś...Dzwoniłem do kwiaciarni, Twoja szefowa mi powiedziała...
Kuroko pokiwał tylko głową i spojrzał w sufit. Czyżby sam nie wiedział co się z nim dzieje? Wcześniej mu się to nie zdarzało? A może jednak? Myślał i myślał, ale nic nie wywnioskował. Rozbolała go tylko głowa. Chciał się jak najszybciej spotkać z lekarzem prowadzącym. Zrobił to, lecz dopiero po obchodzie. (obchód lekarski - lekarze chodzą od sali do sali, od pacjenta do pacjenta i omawiają chorobę każdego z nich)Cóż, trochę czekać musiał. W końcu na oddziale byli również inni pacjenci. Ale pomijając ten fakt, Kise w końcu mógł na spokojnie porozmawiać z lekarzem. Nie było jednak łatwo go przekonać do tego, aby zdradził jakiekolwiek informacje na temat swojego pacjenta. W końcu takie rzeczy można zdradzać tylko i wyłącznie rodzinie....
-Proszę, niech pan mi powie...Jestem chłopakiem Kurokochi'ego!
-Ech, przestań mi w końcu truć, usiądź i słuchaj. Powiem.
-Nareszcie...
-A więc, co do Kuroko...Jest to podejrzenie białaczki i słaba odporność organizmu.
-Białaczki...? A-Ale jak to białaczki...?
-To tylko podejrzenia, ale objawy się niestety zgadzają. Jeżeli wszystko potwierdzimy to potrzebny będzie przeszczep szpiku kostnego, ale nie gwarantuje on całkowitego powrotu do zdrowia.
-Ale jakie objawy? Ja nic nie rozumiem!
-Cóż, objawem ostrej białaczki może być: częste krwawienie i łatwość powstawania siniaków, bladość i wieczne zmęczenie, częste infekcje i trudno gojące się najdrobniejsze skaleczenia. Wszystkie te objawy nie są charakterystyczne jedynie dla białaczek i mogą być spowodowane również innymi przyczynami, są jednak ważnymi przesłankami do poważnych i dokładnych badań lekarskich. Zdiagnozowanie białaczki wymaga specjalistycznych badań krwi obejmujących badanie komórek krwi w szpiku i krwi obwodowej. U chorych na białaczki przewlekłe opisane objawy mogą nie występować, a diagnoza odbywa się zwykle w czasie „rutynowych” badań lekarskich.
Kise nie wiedział co powiedzieć. To wszystko tak bardzo go zdezorientowało. Ale jednocześnie otworzyło oczy. Faktycznie, Kuroko ostatnimi czasy był bledszy niż zazwyczaj, cały czas był zmęczony i łatwo powstawały mu siniaki....Wszystko układało się jakby w jedną całość, poczynając od bledszej karnacji, a kończąc na białaczce. To nie było to, czego się spodziewał przyjeżdżając do szpitala. Miał nadzieję, że to nic poważnego, że Kuroko pobędzie parę dni w szpitalu i będzie okej. A tu coś takiego...Białaczka. Choć to nie do końca pewne, to bardzo prawdopodobne...No i jak tu myśleć pozytywnie...Kise byłby zdolny, ale Kuroko? Co z nim? On już wie? Po rozmowie Ryota udał się z powrotem do sali. Usiadł na brzegu łóżka.
-Kurokochi...rozmawiałem właśnie z lekarzem -uśmiechnął się delikatnie -Posiedzisz troszkę w szpitalu i---
-Nie kłam, Kise-kun....-przerwał mu chowając głowę pod kołdrę -Ja wszystko wiem...
-Kurokochi...-kąciki jego ust opadły w dół. Nie wiedział, że Tetsuya został o wszystkim poinformowany.
Przez dłuższą chwilę siedzieli nic nie mówiąc. Nie wiedzieli jakby zacząć rozmowę. W końcu jednak ciszę przerwał głos blondyna.
-Kurokochi, jeżeli będzie trzeba to będę dawcą.
-C-co? Kise-kun , ale przecież...
-Bez żadnych ale. Oddam Ci swój szpik jeżeli będzie trzeba. Mnie się nic od tego nie stanie, a Tobie może uratować życie. A mnie bardzo na Tobie zależy i nie chcę żebyś odszedł...Kiedy Cię poznałem Kurokochi, wszystko jakby obróciło się o 180°, życie nabrało sensu! Dlatego nie pozwolę aby coś Ci się stało! Nie pozwolę Ci odejść rozumiesz?
-Kise...kun...-oczy zaszły mu łzami. Był smutny, a jednocześnie szczęśliwy. Nie mógł do końca określić jak się wtedy czuł.
-Kocham Cię, Kurokochi -pocałował chłopaka w czoło i uśmiechnął się czule -Przejdziemy przez to razem.
~~Aiko
AoKise
Miłość od pierwszego wejrzenia
AoKise dla Katzuko! ;-; Ludzie, skończyłam to ;-; Nie wierzę ;-;
A i tak pewnie nie wyszło ;-; Gomene ;-;
Zapraszam do czytania ;-;
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~Aiko
AoKise dla Katzuko! ;-; Ludzie, skończyłam to ;-; Nie wierzę ;-;
A i tak pewnie nie wyszło ;-; Gomene ;-;
Zapraszam do czytania ;-;
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nazywam się Kise Ryota. Mam 16 lat, aktualnie uczęszczam do liceum Kajio. Należę tam oczywiście do drużyny koszykówki i każda pozycja mi odpowiada :3 Właściwie jestem niskim skrzydłowym, ale to nieważne! Chciałbym wam opowiedzieć o tym, jak to się kiedyś "nieszczęśliwie zakochałem". To było w drugiej klasie gimnazjum. Mimo mojego wyglądu, talentu i popularności..byłem wszystkim bardzo znudzony. To dlatego, że w każdym sporcie którego próbowałem, nie miałem konkurencji. Pewnego dnia, kiedy spacerowałem sobie po terenie szkoły, nagle oberwałem w głowę piłką od koszykówki. Złapałem się za obolałe miejsce i odwróciłem w stronę z której nadleciał pomarańczowy przedmiot. Stał tam ciemnoskóry, dość wysoki chłopak o ciemnych włosach. Zaśmiał się nerwowo, gdy zobaczył mą wkurzoną osobę. Piłka należała do niego. Przeprosił mnie, a ja oddałem mu jego własność. Chłopak odwrócił się i wrócił na salę gimnastyczną, gdzie aktualnie odbywał się trening. Poszedłem za nim, a co! Raz kozie śmierć! Zajrzałem do pomieszczenia, a to co ujrzałem wprost mnie oczarowało! Aomine grał po prostu niesamowicie! "Nareszcie znalazłem kogoś, z kim mógłbym konkurować!" pomyślałem. Jeszcze tego samego dnia złożyłem wniosek do klubu koszykarskiego, który został zatwierdzony. Otrzymałem osobistego instruktora, Kuroko Tetsuyę. Zdziwiłem się jednak, że ktoś tak mizerny i słaby miał mnie czegokolwiek nauczyć. Gardziłem nim. Nie rozumiałem, dlaczego ktoś taki jak on jest w pierwszym składzie...Postanowiłem zająć jego miejsce. Niestety, nie bardzo mi się to udawało...Pewnego dnia, Midorimachi oznajmił, że ja wraz z Kuroko Tetsuyą, weźmiemy udział w meczu Teiko w drugim składzie. Okej, rozumiem że jego tam przydzielili, ale że mnie? Ech..To było dziwne. Bynajmniej dla mnie. Cóż, pomijając ten fakt. Podczas meczu poznałem prawdziwą siłę Kurokochi'ego. To było naprawdę coś! Zacząłem go szanować, a później staliśmy się przyjaciółmi. Podobnie z resztą Pokolenie Cudów, jak to nas raczono nazwać. Dużo czasu spędzałem z Aominechi'm, którego poznałem jako pierwszego. Tak jakby się do niego...przywiązałem? Zwykle po lekcjach grywaliśmy razem mecze, jeden na jednego. Oczywiście on zawsze wygrywał...no a jak...Ale to mnie nie zniechęcało! Nareszcie ktoś silniejszy ode mnie! Ktoś, kogo podziwiam i szanuję! Jednak...to że Aominechi miał wielki talent, nie było wcale tak do końca wspaniałe...Zaczął się rozwijać, aż jego umiejętności rozwinęły się na tyle, że po prostu przestał uczestniczyć w treningach, a podczas meczu kompletnie się nie starał. Wszystko było mu obojętne. Jego oczy były puste, nie tak jak wcześniej. Zupełnie wyprane z emocji..To było do niego nie podobne...Właściwie to nie podobne do jego uosobienia z wcześniej...Po tym wszystkim zupełnie go nie poznawałem. Nie rozumiałem co się dzieje, a co najlepsze...Nie wiedziałem kim on jest. Codziennie zadawałem sobie jedno i to samo pytanie: "Dlaczego to się stało?". Bo mogło być inaczej, prawda? Gdyby jego talent nie rozwinął się tak szybko...Gdybyśmy wcześniej coś zrobili...A tak? Najpierw Aominechi, potem Murasakibarachi, a później jeszcze Akashichi...Ale czy to naprawdę mogło potoczyć się inaczej?
-Aominechi! Trening się zaraz zacznie! -krzyknąłem mu do ucha.
-Morda, Kise! Na żaden trening nie idę, po kiego mi to? -spojrzał na mnie z ukosa, po czym na powrót zamknął oczy.
-Jak to? Przecież trening jest konieczny! Jeżeli nie przyjdziesz----
-To co? Ten cały "trening" jest mi niepotrzebny.
-Aominechi...
-Zjeżdżaj Kise. Zostaw mnie samego.
-Nie zamierzam! -krzyknąłem pod wpływem emocji. Właściwie nie do końca wiem dlaczego...Nie..Wtedy do końca tego nie rozumiałem, a teraz już wiem.
Odwrócił się w moją stronę i spojrzał zdumiony moją postawą. Westchnął tylko, po czym wstał, przeciągnął się i ponownie przeniósł wzrok na mnie.
-Ruszaj dupę, jak dalej chcesz tam iść -powiedział i ruszył w stronę sali, a ja zaraz za nim. Na mojej twarzy malował się promienny uśmiech. Naprawdę bardzo się cieszyłem, że Aominechi zgodził się ze mną pójść. Na początku nie sądziłem, że uda mi się go przekonać. Choć...sam nie wiem czy to była moja zasługa, czy nie.Cóż, ale w tamtej chwili liczyło się tylko to, że Aominechi poszedł ze mną, że był ze mną...W następnych dniach było mniej więcej tak samo. Spędzałem z nim bardzo dużo czasu, a jemu o dziwo to nie przeszkadzało. Uważacie że to podejrzane? Ja też tak myślałem, ale jednocześnie byłem uradowany tym faktem. Raz nawet pojechaliśmy razem, SAMI, WE DWÓJKĘ, w góry. Było wspaniale! Cudownie wprost! I to właśnie tam, stało się coś, czego bym sobie w życiu nie wyobraził. Aominechi mnie pocałował.
Zaskoczył mnie. Nie sądziłem, że kiedykolwiek pocałuje kogokolwiek innego niż dziewczynę!-Aominechi! Trening się zaraz zacznie! -krzyknąłem mu do ucha.
-Morda, Kise! Na żaden trening nie idę, po kiego mi to? -spojrzał na mnie z ukosa, po czym na powrót zamknął oczy.
-Jak to? Przecież trening jest konieczny! Jeżeli nie przyjdziesz----
-To co? Ten cały "trening" jest mi niepotrzebny.
-Aominechi...
-Zjeżdżaj Kise. Zostaw mnie samego.
-Nie zamierzam! -krzyknąłem pod wpływem emocji. Właściwie nie do końca wiem dlaczego...Nie..Wtedy do końca tego nie rozumiałem, a teraz już wiem.
Odwrócił się w moją stronę i spojrzał zdumiony moją postawą. Westchnął tylko, po czym wstał, przeciągnął się i ponownie przeniósł wzrok na mnie.
-Ruszaj dupę, jak dalej chcesz tam iść -powiedział i ruszył w stronę sali, a ja zaraz za nim. Na mojej twarzy malował się promienny uśmiech. Naprawdę bardzo się cieszyłem, że Aominechi zgodził się ze mną pójść. Na początku nie sądziłem, że uda mi się go przekonać. Choć...sam nie wiem czy to była moja zasługa, czy nie.Cóż, ale w tamtej chwili liczyło się tylko to, że Aominechi poszedł ze mną, że był ze mną...W następnych dniach było mniej więcej tak samo. Spędzałem z nim bardzo dużo czasu, a jemu o dziwo to nie przeszkadzało. Uważacie że to podejrzane? Ja też tak myślałem, ale jednocześnie byłem uradowany tym faktem. Raz nawet pojechaliśmy razem, SAMI, WE DWÓJKĘ, w góry. Było wspaniale! Cudownie wprost! I to właśnie tam, stało się coś, czego bym sobie w życiu nie wyobraził. Aominechi mnie pocałował.
Na początku pomyślałem: "Może Aominechi...czuje to samo co ja?". Żyłem z tym słodkim kłamstwem. Szczerze? Ja naprawdę w to wierzyłem...Choć...Nie powiedziałem mu o moich uczuciach. Wstydziłem się. Ale w dalszym ciągu chciałem przebywać blisko niego. Tak blisko jakby się tylko dało.
Tyle, naobiecywał...Że zawsze będziemy przyjaciółmi, choćby nie wiem co...A później? Odsunął się ode mnie. Odrzucił mnie. Tak po prostu. I tak wracamy do punktu wyjścia. Czyli do mojej obecnej sytuacji. Co aktualnie robię? Siedzę sobie w parku. Jest godzina 1:30. A co tam. Już wszystko mi obojętne. Nie rozumiem, jak on mógł mi tak zrobić. Olać obietnicę którą złożył, olać drużynę, olać mnie. Nie rozumiem tego...Dlaczego, Aominechi? Odważyłbyś się odpowiedzieć na to pytanie? A jeśli tak, to co byś powiedział? Chciałbym usłyszeć jak plączesz się w swoich kłamstwach. Chciałbym to usłyszeć i ujrzeć. Jednak...Mimo tego co przed chwilą powiedziałem ja...ja nadal chyba Cię kocham...To cholernie niesprawiedliwe!
Tyle, naobiecywał...Że zawsze będziemy przyjaciółmi, choćby nie wiem co...A później? Odsunął się ode mnie. Odrzucił mnie. Tak po prostu. I tak wracamy do punktu wyjścia. Czyli do mojej obecnej sytuacji. Co aktualnie robię? Siedzę sobie w parku. Jest godzina 1:30. A co tam. Już wszystko mi obojętne. Nie rozumiem, jak on mógł mi tak zrobić. Olać obietnicę którą złożył, olać drużynę, olać mnie. Nie rozumiem tego...Dlaczego, Aominechi? Odważyłbyś się odpowiedzieć na to pytanie? A jeśli tak, to co byś powiedział? Chciałbym usłyszeć jak plączesz się w swoich kłamstwach. Chciałbym to usłyszeć i ujrzeć. Jednak...Mimo tego co przed chwilą powiedziałem ja...ja nadal chyba Cię kocham...To cholernie niesprawiedliwe!
~~Aiko
KagaKuro
Nie ma to jak rodzina...
KagaKuro dla Shadow Vision ^^
Em, Gomene, jeżeli się nie spodoba ;-; Aiko starała się jak mogła, ale brak internetu...
Spowodował, że musiała szybko wszystko pisać...Chciała skończyć na czas ;-;
Zapraszam do czytania ;-;
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
KagaKuro dla Shadow Vision ^^
Em, Gomene, jeżeli się nie spodoba ;-; Aiko starała się jak mogła, ale brak internetu...
Spowodował, że musiała szybko wszystko pisać...Chciała skończyć na czas ;-;
Zapraszam do czytania ;-;
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Myśleliście może kiedyś o adopcji? Czy kiedy byliście mali, waszą ulubioną zabawą był "dom"? Mama, tata, dzieci i pies. Każda dziewczyna marzy o tym, aby być matką, prawda? ( nieee ;-;) Czasami słyszy się też właśnie o adopcji, o której wspomniane było na początku. Jeżeli kobieta nie może mieć dzieci, a bardzo by chciała, może po prostu jakieś adoptować. Świat jest tak dokładnie poukładany, czyż nie? Jednakże....
Co jeśli to nie kobieta będzie chciała mieć dziecko? W niektórych mężczyznach budzi się "instynkt macierzyński" choć podobno występuje on tylko u ludzi rodzaju żeńskiego. Cóż, tak właśnie jest. A problemów z tym nie mało...Przekonał się o tym Kagami Taiga, wraz ze swym partnerem, Kuroko Tetsuyą.
Hm, jak myślicie? Który z nich zażyczył sobie wyprawy do sierocińca? Jeżeli pomyśleliście o Kuroko...bingo. Jeżeli o Kagamim, niestety pudło. Młody koszykarz niestety nie był jeszcze dostatecznie gotowy na ojcostwo. Przynajmniej tak twierdził. Jego partner natomiast uważał zupełnie inaczej.
-Kuroko, jeszcze możemy zawrócić!
-Ale tego nie zrobimy -odpowiedział ze swym stylowym poker face'm na twarzy.
-Słuchaj, wychowanie dziecka to nie lada wyzwanie! Jest naprawdę ciężko! Bynajmniej tak mówili moi rodzice...Ech, Kuroko zawróćmy!
-Nie...Niby czemu mielibyśmy? Lekko na pewno nie będzie. Ale...Kagami-kun, dobrze wiesz jak bardzo mi na tym zależy...Poza tym obiecałeś...
Cóż było robić? Westchnął głośno i ruszył na przód. Fakt, obiecał. Co prawda po imprezie i był pijany, ale obiecał. A obietnic trzeba dotrzymywać. Zwłaszcza kiedy złożyło się ją ukochanej osobie.
-Ale to nie zmienia faktu, że to było po pijanemu....
-Cichaj Kagami! Daj mi pisać dalej! -krzyknęła jakże bardzo zdenerwowana Aiko.
-Kagami-kun, nie kulturalnie tak przerywać...
-Okej, okej już siedzę cicho!
Wracając do tematu. Obietnicy trzeba było zwyczajnie dotrzymać. Dotarli pod dość spory szarawy budynek. Nie robił dużego wrażenia, ale nie trudno było też spostrzec, że stali przed starym sierocińcem. Weszli do środka. Wypełnianie wszystkich dokumentów zajęło naprawdę sporo czasu. Jednak w końcu nadeszła ta chwila. Udali się do pokoju zabaw, gdzie przebywały praktycznie wszystkie dzieci. Kuroko wszedł do środka spokojnym, powolnym krokiem. Rozejrzał się dookoła. Tak jak myślał, małe pociechy go nie zauważyły. Cóż, mówi się trudno. Westchnął cichutko. Zaraz za nim stanął Kagami. Dzieci niemalże natychmiastowo podbiegły do niego. Niebieskooki spojrzał na niego i uśmiechnął się delikatnie. Nie sądził, że jego partner zrobi, aż takie wrażenie. Może dzięki temu zmieni zdanie i będzie chciał z własnej woli adoptować jedno z nich? Ach, marzenia...
-Oi, Kuroko weź je ode mnie! -krzyknął czerwonowłosy.
-Kagami-ku, mógłbyś być milszy...Polubiły Cię -zaśmiał się cicho. Nagle, w kącie pomieszczenie, zauważył małego chłopca o błękitnych włosach. Zdziwił się odrobinę. Podszedł do niego i przykucnął. Przekrzywił głowę w bok. Chłopczyk trzymał książeczkę. Ale nie wyglądało na to żeby czytał. Jedynie próbował. Uśmiechnął się pod nosem do siebie i usadowił się na podłodze. Ku jego zdziwieniu, dziecko obróciło głowę w jego stronę. Czyżby go zauważył? Ale tak od początku? Nie przestraszył się.
-Ach, a-ano...co to za książeczka? -spytał odrobinę zakłopotany. Miał się tylko trochę poprzyglądać.
-"Brzydkie kaczątko".
-Ach, rozumiem. Umiesz już czytać? -w odpowiedzi otrzymał kręcenie głową. Spodziewał się -A chciałbyś się nauczyć?
-Tak -odpowiedział z lekkim uśmiechem na twarzy. Kąciki ust Kuroko również uniosły się w górę. Czas mieli ograniczony, w końcu przyszli tu jedynie po to aby zaadoptować dziecko, ale komu zaszkodzi choć trochę czegoś chłopca nauczyć? Minęło pół godziny. Dziecko naprawdę szybko się uczyło. Udało mu się nawet przeczytać kilka wersów z książki. To naprawdę coś. W zwykłych szkołach dzieci każdego dnia poznają jedną literkę, a on w pół godziny prawie nauczył się czytać. Tetsuya był z siebie dumny. Dobrze dogadywał się z chłopczykiem. Wyglądało na to, że polubili się nawzajem.
-Um...jak się nazywasz? -spytał, kiedy przypomniał sobie, że w dalszym ciągu nie poznał imienia małego przyjaciela.
-Akira, proszę pana -odpowiedział.
-Ach jaki tam pan...Ja jestem Kuroko Tetsuya. Ano...chciałbyś może mieć nową rodzinę?
-Nową rodzinę? -spytał zdezorientowany -Czyli, że...Chcesz mnie adoptować?
-Tak...jeżeli oczywiście chcesz, bo do niczego nie będę Cię zmuszał. To Twoja decyzja -uśmiechnął się lekko.
-Oczywiście, że chcę -w jego oczkach błysło coś na kształt iskierek. Kuroko w dalszym ciągu uśmiechając się spojrzał na niego. Było coś co go zastanawiało. Akira wyglądał tak samo jak on sam. To było dziwne...Ale cóż, chyba na zawsze pozostanie tajemnicą. Nagle chłopczyk przytulił się do niego. Kuroko odruchowo wziął go na ręce i ruszył na poszukiwanie Kagamiego. Rozejrzał się dookoła.
-Kuroko! Bierzemy tego! -usłyszał nagle i odwrócił się.
-Kagami-kun? Co to za chłopiec?
-To jest mały Kei! Wspaniale się dogadujemy! Co nie, Kei? -spojrzał na czerwonowłose dziecko.
-No ba że tak! Jesteś super Kagami!
-Już jesteście ze sobą na "ty"? Cóż, ja też kogoś poznałem -skierował wzrok na Akirę, który w tej chwili obserwował Kei'a.
-Czemu on wygląda jak Ty, Kuroko?
-A czemu Kei wygląda jak Ty? -zaśmiał się cicho -Cóż, weźmiemy was obu, co wy na to?
Dzieci jednocześnie krzyknęły "tak!". No kto by się spodziewał, co? Jednak Kagami nie był do końca pewien czy podjęli dobrą decyzję. Jedno dziecko to już wystarczająco dużo kłopot, a co dopiero dwójka?
Kiedy cała czwórka dotarła do domu, Kuroko postanowił przygotować coś do jedzenia. Tymczasem Kagami, próbował znaleźć jakieś zajęcie małym pociechą. Z Akirą nie było ciężko. Wystarczyło dać mu kartki i kredki. Natomiast Kei...Cóż, tu było trudniej. Strasznie wybredne dziecko.
-Nie chcę oglądać tego programu...To jest dla dzieci!
-Młody, Ty jesteś dzieckiem!
-Kagami-kun nie krzycz na Kei'a! -krzyknął z kuchni niebiesko włosy chłopak.
-Tak, tak! To co Ty chcesz w końcu robić?
-Pograć w kosza. Po drodze widziałem boisko niedaleko waszego domu. Macie jakąś piłkę co?
-Pograć w koszykówkę? Ej trzeba było od razu tak mówić! Kuroko, wychodzimy!
-Ale zaraz będzie kolacja! Gdzie wy się wybieracie? -odpowiedzi nie otrzymał, gdyż Kagami wraz z Kei'em opuścili mieszkanie. Cóż. Postanowił że dokończy co zaczął, a potem pójdzie po nich razem z Akirą.
W końcu ramen samo się nie zrobi, prawda? Sushi też.
-Akira, skończyłem. Chodź, pójdziemy po Kei'a i Kagamiego-kun -uśmiechnął się lekko i złapał chłopca za rękę. Pomógł mu ubrać buty, zamknął drzwi i razem udali się w stronę boiska. Dotarcie tam zajęło im sporo czasu. Ale nie chodziło tu o odległość. Po drodze wstąpili do księgarni. Kuroko zakupił nową książkę dla siebie i dla swojego synka. Co jak co, ale takiej okazji przepuścić nie mogli. Heh, ale wracając do tematu.
Kiedy w końcu dotarli na miejsce, słońce schowało się za horyzontem. Boisko oświetlały nieliczne latarnie, oraz gwiazdy i księżyc na czarnym jak smoła niebie. Piękny widok. Kei i Kagami na przemian rzucali do kosza. Na ich twarzach gościły promienne uśmiechy, a w oczach lśniły iskierki. Pełni energii i radości. Koszykówka była czymś co kochali.
-Kagami-kun! Pora wracać do domu! -krzyknął kiedy czerwonowłosy chłopak odwrócił się w ich stronę.
-Już idziemy!
Kagami zebrał wszystkie rzeczy i ruszył wraz z Kei'em w stronę Kuroko. Ten zaś wziął Akirę na ręce i wszyscy razem udali się w stronę domu. Po drodze spotkali Takao, Midorime i Kise. Midorima i Takao razem, standard. Ale co robił z nimi Kise? Woleli nie wnikać. Cóż, tak to się jakoś potoczyło, że rozmowa między nimi toczyła się około...pół godziny? Przestali liczyć po dwudziestu minutach.
-Ach Kurokochi, Akira jest taki uroczy! Tak jak Ty! -krzyknął podekscytowany Kise -Ale kiedy Ty go urodziłeś? Wygląda jakby miał 3 latka!
-Kise-kun...
-Ale Ty jesteś durny Kise! Przecież oni adoptowali te dzieci! -krzyknął Midorima marszcząc brwi, zirytowany zachowaniem blondyna.
-Tetsu-chan, przyjdę jutro okej? Pomogę Ci się nimi opiekować -uśmiechnął się szeroko Takao.
-Okej -odpowiedział Tetsuya -Ale teraz musimy już iść...Kagami-kun -spojrzał na ukochanego.
-Tak, tak idziemy. Nara! -krzyknął, obrócił się na pięcie i ruszył swoją drogą. W jego ślady poszła pozostała trójka.W domu zjedli kolację, później oglądali telewizję....Około godziny 23 dzieci w końcu zasnęły. Kagami i Kuroko siedzieli w sypialni wykończeni. Opieka nad dziećmi nie była prosta. Niebiesko włosy rozłożył się na łóżku i przeciągnął się leniwie. Ziewnął przeciągle.
-Oi, Kurokooo, żyjesz?
-Żyję, Kagami-kun...
-A nie mówiłem, że będzie ciężko? Ech, a Ty jak zwykle mnie nie posłuchałeś!
-Ciszej, dzieciaki śpią...
-No tak...sorki..
-Jest ciężko, to prawda. Ale popatrz tylko na nich. Są szczęśliwi, że w końcu mają nową rodzinę. Tu nie chodzi o doświadczenie, warunki czy też pieniądze. Oni na to nie patrzą. Po prostu chcieli mieć kogoś kto okazałby im odrobinę miłości, zrozumienia...A my staliśmy się tym kimś. Czy to nie wspaniałe?
-Ach, Kuroko...Ty i te Twoje kazania. Ale masz rację -uśmiechnął się i położył obok partnera -Ej, Kuroko...nie masz może ochoty na---
-Zapomnij, jestem wykończony....Dobranoc...-oświadczył i przykrył się kołdrą, zamykając oczy.
-Okej okej....No to jutro...Ale, wiesz co?
-Hm?
-W dalszym ciągu zastanawiam się, dlaczego oni wyglądają tak jak my -założył ręce za głowę. Kuroko zamyślił się na chwilę. W sumie, jego również to zastanawiało. Czyżby to był tylko zbieg okoliczności? Prawdopodobnie tak. Ale na pewno? Sam już nie wiedział.
-Ja również, ale...to chyba pozostanie tajemnicą -pokiwał głową -Jednak cieszę się, że Kei ma normalne brwi -zachichotał cicho.
-Czy Ty coś sugerujesz?!
-Nie, nic -pokręcił głową dalej się śmiejąc.
Co jeśli to nie kobieta będzie chciała mieć dziecko? W niektórych mężczyznach budzi się "instynkt macierzyński" choć podobno występuje on tylko u ludzi rodzaju żeńskiego. Cóż, tak właśnie jest. A problemów z tym nie mało...Przekonał się o tym Kagami Taiga, wraz ze swym partnerem, Kuroko Tetsuyą.
Hm, jak myślicie? Który z nich zażyczył sobie wyprawy do sierocińca? Jeżeli pomyśleliście o Kuroko...bingo. Jeżeli o Kagamim, niestety pudło. Młody koszykarz niestety nie był jeszcze dostatecznie gotowy na ojcostwo. Przynajmniej tak twierdził. Jego partner natomiast uważał zupełnie inaczej.
-Kuroko, jeszcze możemy zawrócić!
-Ale tego nie zrobimy -odpowiedział ze swym stylowym poker face'm na twarzy.
-Słuchaj, wychowanie dziecka to nie lada wyzwanie! Jest naprawdę ciężko! Bynajmniej tak mówili moi rodzice...Ech, Kuroko zawróćmy!
-Nie...Niby czemu mielibyśmy? Lekko na pewno nie będzie. Ale...Kagami-kun, dobrze wiesz jak bardzo mi na tym zależy...Poza tym obiecałeś...
Cóż było robić? Westchnął głośno i ruszył na przód. Fakt, obiecał. Co prawda po imprezie i był pijany, ale obiecał. A obietnic trzeba dotrzymywać. Zwłaszcza kiedy złożyło się ją ukochanej osobie.
-Ale to nie zmienia faktu, że to było po pijanemu....
-Cichaj Kagami! Daj mi pisać dalej! -krzyknęła jakże bardzo zdenerwowana Aiko.
-Kagami-kun, nie kulturalnie tak przerywać...
-Okej, okej już siedzę cicho!
Wracając do tematu. Obietnicy trzeba było zwyczajnie dotrzymać. Dotarli pod dość spory szarawy budynek. Nie robił dużego wrażenia, ale nie trudno było też spostrzec, że stali przed starym sierocińcem. Weszli do środka. Wypełnianie wszystkich dokumentów zajęło naprawdę sporo czasu. Jednak w końcu nadeszła ta chwila. Udali się do pokoju zabaw, gdzie przebywały praktycznie wszystkie dzieci. Kuroko wszedł do środka spokojnym, powolnym krokiem. Rozejrzał się dookoła. Tak jak myślał, małe pociechy go nie zauważyły. Cóż, mówi się trudno. Westchnął cichutko. Zaraz za nim stanął Kagami. Dzieci niemalże natychmiastowo podbiegły do niego. Niebieskooki spojrzał na niego i uśmiechnął się delikatnie. Nie sądził, że jego partner zrobi, aż takie wrażenie. Może dzięki temu zmieni zdanie i będzie chciał z własnej woli adoptować jedno z nich? Ach, marzenia...
-Oi, Kuroko weź je ode mnie! -krzyknął czerwonowłosy.
-Kagami-ku, mógłbyś być milszy...Polubiły Cię -zaśmiał się cicho. Nagle, w kącie pomieszczenie, zauważył małego chłopca o błękitnych włosach. Zdziwił się odrobinę. Podszedł do niego i przykucnął. Przekrzywił głowę w bok. Chłopczyk trzymał książeczkę. Ale nie wyglądało na to żeby czytał. Jedynie próbował. Uśmiechnął się pod nosem do siebie i usadowił się na podłodze. Ku jego zdziwieniu, dziecko obróciło głowę w jego stronę. Czyżby go zauważył? Ale tak od początku? Nie przestraszył się.
-Ach, a-ano...co to za książeczka? -spytał odrobinę zakłopotany. Miał się tylko trochę poprzyglądać.
-"Brzydkie kaczątko".
-Ach, rozumiem. Umiesz już czytać? -w odpowiedzi otrzymał kręcenie głową. Spodziewał się -A chciałbyś się nauczyć?
-Tak -odpowiedział z lekkim uśmiechem na twarzy. Kąciki ust Kuroko również uniosły się w górę. Czas mieli ograniczony, w końcu przyszli tu jedynie po to aby zaadoptować dziecko, ale komu zaszkodzi choć trochę czegoś chłopca nauczyć? Minęło pół godziny. Dziecko naprawdę szybko się uczyło. Udało mu się nawet przeczytać kilka wersów z książki. To naprawdę coś. W zwykłych szkołach dzieci każdego dnia poznają jedną literkę, a on w pół godziny prawie nauczył się czytać. Tetsuya był z siebie dumny. Dobrze dogadywał się z chłopczykiem. Wyglądało na to, że polubili się nawzajem.
-Um...jak się nazywasz? -spytał, kiedy przypomniał sobie, że w dalszym ciągu nie poznał imienia małego przyjaciela.
-Akira, proszę pana -odpowiedział.
-Ach jaki tam pan...Ja jestem Kuroko Tetsuya. Ano...chciałbyś może mieć nową rodzinę?
-Nową rodzinę? -spytał zdezorientowany -Czyli, że...Chcesz mnie adoptować?
-Tak...jeżeli oczywiście chcesz, bo do niczego nie będę Cię zmuszał. To Twoja decyzja -uśmiechnął się lekko.
-Oczywiście, że chcę -w jego oczkach błysło coś na kształt iskierek. Kuroko w dalszym ciągu uśmiechając się spojrzał na niego. Było coś co go zastanawiało. Akira wyglądał tak samo jak on sam. To było dziwne...Ale cóż, chyba na zawsze pozostanie tajemnicą. Nagle chłopczyk przytulił się do niego. Kuroko odruchowo wziął go na ręce i ruszył na poszukiwanie Kagamiego. Rozejrzał się dookoła.
-Kuroko! Bierzemy tego! -usłyszał nagle i odwrócił się.
-Kagami-kun? Co to za chłopiec?
-To jest mały Kei! Wspaniale się dogadujemy! Co nie, Kei? -spojrzał na czerwonowłose dziecko.
-No ba że tak! Jesteś super Kagami!
-Już jesteście ze sobą na "ty"? Cóż, ja też kogoś poznałem -skierował wzrok na Akirę, który w tej chwili obserwował Kei'a.
-Czemu on wygląda jak Ty, Kuroko?
-A czemu Kei wygląda jak Ty? -zaśmiał się cicho -Cóż, weźmiemy was obu, co wy na to?
Dzieci jednocześnie krzyknęły "tak!". No kto by się spodziewał, co? Jednak Kagami nie był do końca pewien czy podjęli dobrą decyzję. Jedno dziecko to już wystarczająco dużo kłopot, a co dopiero dwójka?
Kiedy cała czwórka dotarła do domu, Kuroko postanowił przygotować coś do jedzenia. Tymczasem Kagami, próbował znaleźć jakieś zajęcie małym pociechą. Z Akirą nie było ciężko. Wystarczyło dać mu kartki i kredki. Natomiast Kei...Cóż, tu było trudniej. Strasznie wybredne dziecko.
-Nie chcę oglądać tego programu...To jest dla dzieci!
-Młody, Ty jesteś dzieckiem!
-Kagami-kun nie krzycz na Kei'a! -krzyknął z kuchni niebiesko włosy chłopak.
-Tak, tak! To co Ty chcesz w końcu robić?
-Pograć w kosza. Po drodze widziałem boisko niedaleko waszego domu. Macie jakąś piłkę co?
-Pograć w koszykówkę? Ej trzeba było od razu tak mówić! Kuroko, wychodzimy!
-Ale zaraz będzie kolacja! Gdzie wy się wybieracie? -odpowiedzi nie otrzymał, gdyż Kagami wraz z Kei'em opuścili mieszkanie. Cóż. Postanowił że dokończy co zaczął, a potem pójdzie po nich razem z Akirą.
W końcu ramen samo się nie zrobi, prawda? Sushi też.
-Akira, skończyłem. Chodź, pójdziemy po Kei'a i Kagamiego-kun -uśmiechnął się lekko i złapał chłopca za rękę. Pomógł mu ubrać buty, zamknął drzwi i razem udali się w stronę boiska. Dotarcie tam zajęło im sporo czasu. Ale nie chodziło tu o odległość. Po drodze wstąpili do księgarni. Kuroko zakupił nową książkę dla siebie i dla swojego synka. Co jak co, ale takiej okazji przepuścić nie mogli. Heh, ale wracając do tematu.
Kiedy w końcu dotarli na miejsce, słońce schowało się za horyzontem. Boisko oświetlały nieliczne latarnie, oraz gwiazdy i księżyc na czarnym jak smoła niebie. Piękny widok. Kei i Kagami na przemian rzucali do kosza. Na ich twarzach gościły promienne uśmiechy, a w oczach lśniły iskierki. Pełni energii i radości. Koszykówka była czymś co kochali.
-Kagami-kun! Pora wracać do domu! -krzyknął kiedy czerwonowłosy chłopak odwrócił się w ich stronę.
-Już idziemy!
Kagami zebrał wszystkie rzeczy i ruszył wraz z Kei'em w stronę Kuroko. Ten zaś wziął Akirę na ręce i wszyscy razem udali się w stronę domu. Po drodze spotkali Takao, Midorime i Kise. Midorima i Takao razem, standard. Ale co robił z nimi Kise? Woleli nie wnikać. Cóż, tak to się jakoś potoczyło, że rozmowa między nimi toczyła się około...pół godziny? Przestali liczyć po dwudziestu minutach.
-Ach Kurokochi, Akira jest taki uroczy! Tak jak Ty! -krzyknął podekscytowany Kise -Ale kiedy Ty go urodziłeś? Wygląda jakby miał 3 latka!
-Kise-kun...
-Ale Ty jesteś durny Kise! Przecież oni adoptowali te dzieci! -krzyknął Midorima marszcząc brwi, zirytowany zachowaniem blondyna.
-Tetsu-chan, przyjdę jutro okej? Pomogę Ci się nimi opiekować -uśmiechnął się szeroko Takao.
-Okej -odpowiedział Tetsuya -Ale teraz musimy już iść...Kagami-kun -spojrzał na ukochanego.
-Tak, tak idziemy. Nara! -krzyknął, obrócił się na pięcie i ruszył swoją drogą. W jego ślady poszła pozostała trójka.W domu zjedli kolację, później oglądali telewizję....Około godziny 23 dzieci w końcu zasnęły. Kagami i Kuroko siedzieli w sypialni wykończeni. Opieka nad dziećmi nie była prosta. Niebiesko włosy rozłożył się na łóżku i przeciągnął się leniwie. Ziewnął przeciągle.
-Oi, Kurokooo, żyjesz?
-Żyję, Kagami-kun...
-A nie mówiłem, że będzie ciężko? Ech, a Ty jak zwykle mnie nie posłuchałeś!
-Ciszej, dzieciaki śpią...
-No tak...sorki..
-Jest ciężko, to prawda. Ale popatrz tylko na nich. Są szczęśliwi, że w końcu mają nową rodzinę. Tu nie chodzi o doświadczenie, warunki czy też pieniądze. Oni na to nie patrzą. Po prostu chcieli mieć kogoś kto okazałby im odrobinę miłości, zrozumienia...A my staliśmy się tym kimś. Czy to nie wspaniałe?
-Ach, Kuroko...Ty i te Twoje kazania. Ale masz rację -uśmiechnął się i położył obok partnera -Ej, Kuroko...nie masz może ochoty na---
-Zapomnij, jestem wykończony....Dobranoc...-oświadczył i przykrył się kołdrą, zamykając oczy.
-Okej okej....No to jutro...Ale, wiesz co?
-Hm?
-W dalszym ciągu zastanawiam się, dlaczego oni wyglądają tak jak my -założył ręce za głowę. Kuroko zamyślił się na chwilę. W sumie, jego również to zastanawiało. Czyżby to był tylko zbieg okoliczności? Prawdopodobnie tak. Ale na pewno? Sam już nie wiedział.
-Ja również, ale...to chyba pozostanie tajemnicą -pokiwał głową -Jednak cieszę się, że Kei ma normalne brwi -zachichotał cicho.
-Czy Ty coś sugerujesz?!
-Nie, nic -pokręcił głową dalej się śmiejąc.
~~Aiko
Subskrybuj:
Posty (Atom)




