Strony

niedziela, 15 listopada 2015

B-Bo Aiko zawsze musi się pytać...;-;

Pewnie każdy z was słyszał kiedyś o Czerwonym Kapturku, nieprawdaż? Mała, słodka niewinna dziewczynka podróżująca w stronę domku swojej ukochanej babci, który znajdował się w środku lasu. Na swej drodze spotyka złego wilka, który udaje aniołka, a tak naprawdę planuje pożreć i dziewczynkę i jej babunię. Tak się dzieje, jednak wszystko kończy się dobrze, dzięki myśliwemu, ponieważ ten w porę reaguje. Jednakże...Aiko wymyśliła zupełnie inną wersję tej historii. Są tu jacyś chętni do wysłuchania jej? Dobroduszni proszeni są o znalezienie sobie wygodnego miejsca i natężenia słuchu...

Pam....
Pam....
Pam....
BĘC, BĘC, BĘC!



Historia o Czerwonym Kapturku dojedzie do skutku, je-jeżeli j-jacyś dobroduszni zasiądą wygodnie przed laptopem/komputerem bądź c-chwycą w łapki tablet/telefon i w-wyrażą jasną chęć przeczytania czegoś takiego..;-; Aiko ma już początek..A-Ale..tak sobie teraz pomyślała, że może to jednak n-nie przejdzie..;-; Co myślicie? C-Czy Czerwony Kapturek w wersji Kuroko no Basket, ma jakąś p-przyszłość..? ;-;


środa, 11 listopada 2015

Takie krótkie...informacje..? ;-;

Ohayo..^^ Z tego co wiecie, zrobiłam ankietę, która (prawdopodobnie) kilka dni temu zakończyła się ^^
Cieszyłabym się gdyby nie pewien fakt...Z-Znowu r-remis...? ;-; *pac głową o stół* Boże Narodzenie, oraz Sylwester...Oj oj ;-; T-troszkę dużo roboty..;-; C-choć jeżeli wezmę się za to t-teraz...*myśli* a-ale piszę jeszcze AoKuro ;-; i AoTakę (zacznę..) bo obiecałam R-Rei...;-; Ale...j-jak myślicie..? Dam radę napisać obydwa teksty..? Zarówno na Święta jak i Sylwester..? R-Ratunku ;-;


sobota, 31 października 2015

Imprezowa gorączka -czyli Haloween według Pokolenia Cudów~!

Cukierek albo psikus!
Wesołego Halloween! ^^
A teraz przyznać się, kto chodził po cukierki..? xD
Aiko dostała dwa ;-; Ale jednak coś...;-; <3
W sumie to po-powinnam się odchudzać...I chyba zacznę...
M-Miałam napisać coś o tekście...A m-mówię o tym że planuję przejść na dietę ;-;
Jeżeli chodzi o to co "stworzyłam" to...N-Nie jestem z tego dumna...Ale chciałam to skończyć na dziś ;-; Tak...D-Dziś zaczęte, dziś skończone...;-;
Z-Zapraszam do czytania ;-;
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
31 październik. Chłodny wieczór przepełniony grozą i tajemniczością. Naprzeciw długa, obszerna ulica a na jej poboczu -tuż przy jednym z domów - stała limuzyna z której wysiadł chłopak. Dość wysoki, czerwonowłosy młodzieniec ubrany w czarne ubrania, w tym długą ciemną pelerynę. Po nieco sinej wardze spływała mu czerwona ciecz, którą chwilę później zlizał językiem. Na bladej, prawie że białej twarzy pojawił się perfidny uśmiech, gdy przed ów osobą pojawił się niebieskowłosy chłopak w prześcieradle. Jego kąciki ust jednak nie unosiły się ku górze, a wręcz przeciwnie. Twarz niższego wyrażała zero ekspresji. Wyższy chopak zrobił krok w przód, aby znaleźć się bliżej aktualnego obiektu zainteresowania. W ten sposób mógł normalnie się z nim przywitać.
-Witaj, Tetsuya.
-Dobry wieczór...-odpowiedział wbijając wzrok w ubiór przyjaciela. Chwilę później zwrócił również uwagę na "makijaż". Znacznie zmrużył oczy.
-Hm? Czyżby blask mej niesamowitości Cię oślepił?
-Nie do końca. To przez księżyc...-stwierdził kręcąc lekko głową. Tak jak i Akashi, Kuroko wybierał się na imprezę do entuzjastycznego modela. Niekoniecznie jednak tryskał z tego powodu radością. Szedł tam tylko i wyłącznie dlatego, że jego partner się uparł. No i oczywiście nie chciał sprawić przykrości organizatorowi imprezy. Tak więc jeżeli by nie zgodził się uczestniczyć w tej farsie, dwie ważne dla niego osoby byłyby na niego złe. Co więcej, byłoby im bardzo smutno...
Ciszę przerwały chichoty dzieci i głośna muzyka dochodząca z mieszkania obok. Oczy dwójki przyjaciół, skierowane były w stronę przyozdobionego domu. Obydwoje udali się w jego stronę. Akashi nie trudząc się zbytnio, zwyczajnie otworzył drzwi i szybkim krokiem wszedł do środka. Tetsuya natomiast został na zewnątrz. Sam nie był do końca pewny,czy rzeczywiście powinien tam wejść. Zanim jednak zdecydował się na cokolwiek, tuż za sobą usłyszał ciche kroki. Odruchowo obrócił się. Błękitnym oczom ukazał się nieco wyższy chłopak, mniej więcej we wzroście Akashiego. O jasnobrązowych włosach średniej długości, oraz tęczówkach tego samego koloru. Na twarzy malował się delikatny uśmiech, a ubrany był w dość nietypowy strój. Choć można byłoby przewidzieć że właśnie taki wybierze. Czarna sutanna, delikatnie ciągnąc się po ziemi. Innymi słowy, po prostu odrobinę za duża. Na szyi zawisł wisiorek z ozdobnym krzyżem. Osoba tuż przed niebieskołowsym najwyraźniej go nie dostrzegła, co nie było zbyt dużym zaskoczeniem...
-Dobry wieczór -powiedział cicho, jednocześnie wystarczająco głośno aby chłopak usłyszał.
-Ła?! -ciało młodzieńca zadrżało, a on sam o mało co nie przewrócił się, robiąc kilka kroków w tył -K-Ku-Kuroko..? Ni-nie strasz mnie tak! -krzyknął lekko stłumionym przez strach głosem.
-Przepraszam...I dziękuję że przyszedłeś, Furihata-kun.
-Nie ma sprawy, czego nie robi się dla przyjaciół nie? A poza tym, znam Cię aż za dobrze, żeby wiedzieć że nienawidzisz takich imprez...A Kagami?
-Spóźni się...
-Rozumiem -pokiwał głową, po czym spojrzał w niebieskie tęczówki - To jak..? Wchodzimy?
-Chyba tak...-odpowiedział i wyciągnął rękę do przodu. Zapukał. Przez chwilę stali w bezruchu czekając, jednak nie było żadnego rezultatu. Tym razem czynność ponowił Kouki. Drzwi otworzyły się, a w progu stanęła granatowowłosa pokojówka. Niskiego wzrostu, około 30 lat..."A więc Kise ma pokojówkę..?" -pomyślał brunet, wchodząc do środka, a zaraz za nim szedł Kuroko. Wnętrze mieszkania było większe, niż wydawało się być na zewnątrz. Prowadzeni przez pokojówkę, udali się do obszernego salonu, gdzie zebrała się już reszta gości. Pomieszczenie, tak jak zewnętrzna strona domu, było pięknie przyozdobione. Panowała mroczna, a zarazem miła atmosfera. Jedynym minusem była głośna muzyka, której Tetsuya nie potrafił zdzierżyć...

*****
W rogu salonu, na jednej z kanap siedział czerwonowłosy wampir, Akashi Seijuro, popijający wino z kieliszka. Szeroki uśmiech na białej twarzy utrzymywał się przez cały czas, a sine wargi wszystkim rzucały się w oczy, budząc strach.
-Ne, Akashichi...Nie przesadziłeś aby z tym makijażem..? -spytał Kise, patrząc na przyjaciela, który co chwilę czkał.
-Nie, a czemu? Tetsuya słyszałeś go? Przesadziłem z makijażem!
-Akashi, nie rozumiem tego, ale cały czas gadasz do Kuroko, a jego tu nie ma. Haha~~! -upomniał go Midorima, który nawiasem mówią był już pijany, podobnie jak większość tam obecnych osób. Kazunari siedzący obok chłopaka przebranego za marchewkę, gapił się w sufit twierdząc że to jego święty obowiązek. Obowiązek szanującego się chrześcijanina. W ręku trzymał pusty kieliszek po winie, czekając aż Bóg ulituje się nad nim i pozwoli mu wypić jeszcze jedną kolejkę.
Tymczasem Kagami, który przybył znacznie później niż inni, kłócił się właśnie z Daikim. Standard. Jednak przyczyną sporu było...
-To moje miejsce czekoladowa mufino! -krzyknął czerwonowłosy uczeń liceum Seirin.
-Mój dywan, moje miejsce! Spieprzaj Bakagami! -odkrzyknął z powrotem kładąc się na wygodnym, puchatym dywaniku. Tak, alkohol zdecydowanie za szybko uderzył mu do głowy. Był taki zmęczonyyy~~

*****

-Muro-chin! Ja chcę cukierka! -marudził fioletowowłosy gigant, tupiąc przy tym nogami jak sześcioletnie dziecko z przedszkola.
-Atsushi, przestań. Już nic nie ma! Sam wszystko zjadłeś! -krzyknął marszcząc brwi. Jego partner był niemożliwy!
-Muro-chin jest okrutny!
-Ja jestem okrutny? Ja?!
-Uspokójcie się! -usłyszeli za sobą. Stała tam różowooka czarownica. Ta to miała czym oddychać...
-No ale Muro-chin nie chce dać mi cukierka! -poskarżył się nadymając policzki.
-Atsushi chcesz wojny?
-Muro-chin jest wredny!
-No to będziesz ją miał. Celibat! -krzyknął wychodząc z pomieszczenia. Kiedy to nastąpiło, do uszu giganta i czarownicy dotarł dziwny dźwięk. Akashi Seijuro parsknął nieopanowanym śmiechem i chwiejnym krokiem podszedł do Murasakibary.
-Celibat~! Ahahaha! Oj Atsushi! Ja nie mam takich problemów, jak chcę to gwałcę, po dobroci być nie musi~~ -stwierdził wzruszając ramionami -I jeszcze jeden i jeszcze raz...! -z kieszeni spodni wyjął czerwone nożyczki i delikatnie przejechał nimi po swoim policzku. Przymknął powieki rozkoszując się chłodem ostrza.
-On jest chory -stwierdziła Momoi powoli wycofując się.

*****

Głośna muzyka w dalszym ciągu podrażniała delikatną błonę bębenkową niebieskowłosego chłopaka. Siedział gdzieś w kącie, co chwilę sięgając po szklankę soku. Nienawidził alkoholu. A wszyscy jego przyjaciele, w tym jego chłopak, byli pijani. Nawet Furihata, który bez przerwy dotrzymywał mu towarzystwa...Może i by się z tego cieszył, ale przyjaciel zachowywał się nieracjonalnie...
-Życie, życie jest nowelo~~ Kurokooo...napij się..!
-Nie...ja podziękuję...
-Tu jest pełno demonów..Powybijam..Panie daj mi siłę! -zerwał wisiorek z szyi i skierował krzyż ku górze. Miał wrażenie, że boska moc stępuje na niego z obłoków, których nawiasem mówiąc nie było na suficie. Czując się silniejszym, ruszył w stronę wampira. Ten zaś nie spodziewając się natarcia wroga, uporczywie, wraz z nożyczkami poszukiwał Tetsuyi.
-Biedny, nieszczęsny duszek zaginął w akcji! Przecież on niczym nie zawinił!
-Znikaj siło nie-nieczysta..! -usłyszał tuż obok siebie czerwonowłosy. Obrócił głowę w bok, odrobinę zdezorientowany. Zmarszczył brwi, zauważając w ręku drżącego chłopaka wisiorek z krzyżem. Odwaga jaką był przepełniony Kouki uleciała w jednej chwili. Dwukolorowe tęczówki przeszywające go na wylot, były przerażające...To najprawdziwszy wampir! Tutaj sam krzyż nie pomoże, pomyślał brunet, po czym z kieszeni sutanny wyjął zaostrzony kołek. Skąd go miał? Nikt nie wiedział. Ostrą stronę skierował w stronę Seijura, rozpędził się i pobiegł w jego stronę. Kuroko zauważywszy co się szykuje, poderwał się z dotychczasowego miejsca i krzyknął najgłośniej jak tylko potrafił.
-RATUNKU! -w jednej chwili muzyka ucichła, goście zamilkli i spanikowanie zebrali się przy Tetsuyi. Nawet egzorcysta Kouki, który jeszcze chwilę wcześniej prawie zabił człowieka...Nieumyślnie..Ale jednak...-Jak dzieci...-Kuroko pokręcił głową z dezaprobatą, po czym ruszył w stronę drzwi. Zanim jednak opuścił pomieszczenie, stanął w progu.
-Kagami-kun...Celibat przez miesiąc. -powiedział i opuścił pomieszczenie.
-A-Ale..
-Ahahahaha~~ Bakagami! To sobie nagrabiłeś! -zaśmiał się Aomine, a już chwilę później uderzył twarzą o podłogę.
Obok leżała na wpół przytomna marchewka, a obok klęczał czarnowłosy chłopak, trzymający różaniec. Nie modlił się jednak o życie zielonowłosego, a o kieliszek wina dla niego. W końcu jak się bawić to się bawić nie?
Nagle po domu rozległ się dzwonek do drzwi. Ku wyjściu skierował się Kise. Osobiście otworzył drzwi.
-Cukierek albo psikuuuus! -krzyknęły poprzebierane dzieci, nadstawiając torby ze słodyczami pod nos blondyna. Ten uśmiechnął się i już miał coś odpowiedzieć kiedy ubiegł go w tym karzełkowaty sadysta.
-Cukierek...-odpowiedział na wpół przytomny i zabrał torby z łakociami, zamykając za sobą drzwi.


środa, 28 października 2015

....;-;

Dobry wieczóóóór ^^ Ano...Aiko jest leniem...I nie chce jej się na razie niczego pisać...Właściwe to..unika pisania ;-; Wystarczy że zobaczy jakiś fajny art, a w główce rodzi się pomysł na dany tekst. Jednak nie związany ani z AoKuro do którego druga część powinna się już tworzyć, ani z AoTaką...
Tak w sumie to...T-Ten post powinien dotyczyć jednego zasadniczego pytania. A może k-kilku..?
W każdym bądź razie...Niedługo Święta, oraz Sylwester..^^ (za...dwa miesiące..? niecałe..?)
Dlatego też za-zapytuję was kochani...Na którą z tych okazji powinnam napisać fanfik? *patrzy*
Sylwester czy Święta Bożego Narodzenia..?
Dlaczego pytam o to akurat teraz i to w tak dużym odstępie czasu..? B-bo...C-chciałabym zacząć to pisać jak najszybciej...;-; Poza tym, jeżeli Aiko na czymś bardzo, bardzo, bardzo, bardzoooo zależy...t-to pisze to dużo dłużej n-niż "przeciętny" tekst...Około miesiąca..? Może więcej..? *myśli*
T-Tak więc..D-Decyzja należy do was, M-Minna...*lekki uśmiech*
G-Głosy możecie oddawać w ankiecie po prawej stronie na blogu..---->
M-Mam nadzieję, że zagłosujecie...^^"


poniedziałek, 26 października 2015

AoKuro

Trucizna cz.1
Skończyłam pierwszą część *^* Na początku miałam napisać jeden, długi tekst. Jednakże...Jakoś tak podkusiło mnie, żeby napisać kilka części...Albo tylko dwie, jeżeli to w ogóle możliwe...;-;
W każdym bądź razie teraz już nie ma odwrotu. Nie ma weny i no...
W najbliższym czasie planuję napisać AoTake - którą nawiasem mówiąc, tworzy również Rei - i mam nadzieję, że jakoś to wyjdzie ;-;
Ech...Za-zapraszam do czytania...;-;
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jesienny, chłodny wieczór. Wiatr co jakiś czas zdmuchiwał kolorowe liście z koron drzew. Zaczęło robić się ciemno. Niebo pokryte zostało ciemnymi chmurami, z których już chwilę później lunął deszcz. Zimne krople spadały na ziemię z niesamowitą szybkością, tworząc naturalną zasłonę. Nikt nie wiedział co tak naprawdę się za nią znajduje. Może dalsza dróżka, prowadząc do parku? A może ulica, która uchyla wrota do śmierci? Dowiedzieć można się było w jeden sposób. Wystarczyło przekroczyć kurtynę przed sobą. Mało kto, potrafił się na to odważyć. Ludzie po kolei wycofywali się, poszukując schronienia w pobliskich kafejkach i restauracjach. Do tych właśnie osób, należała dwójka przyjaciół. Kagami Taiga, as drużyny Seirin, oraz Kuroko Tetsuya, były, szósty zawodnik widmo Pokolenia Cudów, mistrz podań. Wstąpili do swej ulubionej knajpki, pod nazwą "Maji Burger". Czerwonowłosy po coś na ząb, oczywiście. Natomiast jego towarzysz, aby nabyć jeden ze swych ukochanych szejków waniliowych. Siedzieli przy oknie, na swych stałych miejscach. Niebieskooki uporczywie wpatrywał się w krajobraz za szkłem, co chwilę popijając zimny napój. Nie odzywał się, ponieważ nie widział ku temu żadnego powodu. Jego przyjaciel był głodny, a do tego przemoczony. Nie chciał przeszkadzać mu w konsumowaniu ukochanych burgerów. Jednak Taiga najwidoczniej nie był zachwycony postępowaniem niższego. Zmarszczył brwi i przez jakiś czas nie odrywał wzroku od Kuroko, jednakże sam obserwowany nie zwracał na to większej uwagi. Można by nawet powiedzieć, że zwyczajnie nie zauważył, że Kagami przyglądał mu się z tak komiczną, a zarazem odrobinę przerażającą miną.
-Kuroko, chcesz mnie zdenerwować? -spytał podirytowany. Niebieskowłosy obrócił głowę w jego stronę.
-Nie. Czemu tak uważasz..?
-Bo mnie olewasz.
-Nie olewam, zdaje Ci się, Kagami-kun -stwierdził, ponownie przekierowując wzrok na okno. Czerwonowłosy nic więcej już nie powiedział. Westchnął jedynie, po czym wrócił do jedzenia.
Ulewa nie zamierzała ustać, wręcz przeciwnie. Przybierała na sile, a towarzyszył jej porywisty wiatr. Po jakimś czasie licealiści uznali, że czas wracać do domu, W końcu nie byli z cukru. Opuścili knajpę i ruszyli w stronę parku, przy którym jak zwykle później się rozeszli. Tetsuya szedł w stronę swojego domu, gdy nagle przypomniał sobie, że w torbie ma klucze do mieszkania Kagamiego. Przyjaciel dał mu je na przechowanie, ponieważ sam nie miał gdzie ich schować. Odwrócił się i szybkim krokiem ruszył w przeciwną stronę. Coraz to szybciej i szybciej, aż w końcu zaczął biec. Chciał jak najszybciej zwrócić Taidze jego własność. Jednak jak na złość, nie mógł go znaleźć. Gęsta, szarawa zasłona deszczu nie ułatwiała mu zadania. Stanął w miejscu i rozejrzał się dookoła. Był przemoczony do suchej nitki. Miał wrażenie, że kręci się w kółko bez żadnego celu. Westchnął i ponownie ruszył naprzód, oczywiście po chwili zaczął biec. Nagle ktoś na niego wpadł, przez co chłopak upadł na ziemię. Odrobinę zdezorientowany, podniósł głowę w górę.
-Nic Ci nie jest? -usłyszał nad sobą, a osoba przed nim, wyciągnęła rękę do przodu, aby pomóc mu wstać.
-Kagami-kun...?
-Ach, Kuroko?! Szukałem Cię! A tak w ogóle to sorki! -krzyknął i nie czekając, aż przyjaciel poda mu rękę, zwyczajnie go podniósł, a później postawił na ziemię. Tetsuya odsunął się od Taigi i zaczął pospiesznie przyglądać wnętrze swojej torby.
-Ja Ciebie też, Kagami-kun...Proszę..-podał mu klucze, które chwilkę wcześniej wyjął z torby.
-No i właśnie po to Cię szukałem! Dzięki Kuroko! -uśmiechnął się szeroko. Przejął klucze i już miał zamiar udać się do mieszkania, kiedy kątem oka dostrzegł, że niższy chłopak okropnie się trzęsie.
-Zimno Ci? -głupie pytanie, ale chciał się upewnić.
-Trochę..-pokiwał głową.
-Chodź tutaj -powiedział, a kiedy Tetsuya wykonał polecenie, Kagami ściągnął kurtkę i okrył nią przyjaciela.
-A-Ale, Kagami-kun teraz Ty będziesz marznąć..!
-Bez przesady, ja przeżyję. Kurtkę możesz oddać mi jutro. Pa! -krzyknął oddalając się od Kuroko. Na jego twarzy widniał rumieniec. Sam nie wiedział kiedy, ale zwyczajnie zakochał się w tym ekspercie od zawałów. Jego hipnotyzujące, pełne głębi oczy...Delikatna, blada skóra...Odrobinę przydługie, błękitne kosmyki włosów...Jego zapach...Charakter...Wszystko w nim było takie...idealne, perfekcyjne...Zwyczajnie oszalał na jego punkcie. Cholernie mu na nim zależało. Nie wybaczyłby sobie, gdyby coś mu się stało. Dlatego też oddał Tetsuyi swoją kurtkę, aby ten się nie przeziębił. I tak był już dostatecznie zmarznięty i przemoczony.
Tymczasem Kuroko, również był już w drodze do domu. Zachowanie Taigi, wydało mu się dziwne. Do tego zawstydzające...No bo zwykle to dziewczyny doświadczają czegoś takiego. Jednak nie zastanawiał się nad tym zbyt długo, ponieważ już chwilę po rozpoczęciu rozmyśleń, rozbolała go głowa. Do mieszkania dotarł w dość szybkim tempie i na tym mu zależało. Wszedł do środka, przywitał się z mamą, która rzuciła mu się na szyję i mocno przytuliła, a później udał się do kuchni. Był okropnie spragniony.
-Tetsuya, gdzie byłeś tak długo? -spytał ojciec, wchodząc do pomieszczenia.
-Najpierw na treningu, a potem poszedłem razem z Kagamim na szejka...Wróciłbym wcześniej, gdyby się tak nie rozpadało...Postanowiliśmy to przeczekać...
-Rozumiem, ale telefon masz chyba po to, aby informować nas o takich rzeczach, prawda? Trzeba było zadzwonić i o tym powiedzieć. Matka panikuje, ja krzyczę. Już chciała zgłosić zaginięcie na policji.
-Przepraszam...-powiedział, ze skruszoną miną. Nie sądził, że jego rodzice tak zareagują. Doskonale wiedział, że bardzo go kochali, w końcu był ich jedynym dzieckiem, ale...To było tylko kilka godzin...
-Ech. Co my z Tobą mamy...Dobra, zapominamy o tym, ale następnym razem pamiętaj o informowaniu nas.
-Dobrze...-pokiwał głową i zaparzył herbatę, dla siebie i dla swojej mamy. Przejął jeden kubek, po czym szybkim krokiem ruszył do swojego pokoju. Z szafki wyjął suche ubrania, a później udał się do łazienki.
Po przebraniu się i wysuszeniu, na powrót wrócił do pokoju. Usiadł przy biurku i wyjął z torby kilka podręczników. Co chwilę popijając przygotowaną wcześniej herbatę, zaczął się uczyć. Wbrew pozorom nie przychodziło mu to z łatwością, dlatego też każdą wolną chwilę, starał się poświęcać nauce. Po dłuższym czasie, zwyczajnie zasnął. Jego organizm był wykończony, zarówno fizycznie jak i umysłowo. Trening, a potem jeszcze nauka...To dość duży wysiłek, nieprawdaż? Obudził się w dość obszernej sali treningowej. Było cicho...Cicho i zimno...Jednak stan ten nie utrzymywał się długo. Nagle chłopakowi zrobiło się duszno, a po ciele spłynęły krople potu. Na karku pojawił się czarny ręcznik, a zamiast w piżamę, Tetsuya ubrany był w krótkie spodenki, oraz szarawą koszulkę na ramiączkach. Wziął głęboki wdech. Usłyszał pisk butów, po czym odruchowo delikatnie uniósł głowę w górę.
-Oi, Tetsu żyjesz? -zapytała odrobinę rozmazana postać tuż przed niebieskowłosym.
-Aomine..kun...
-Tetsu, coś nie tak? -spytał Daiki kucając przed nim. Kuroko był zdezorientowany. Przez cały czas zadawał sobie jedno i to samo pytanie: "Co się dzieje..?".
Ciemnoskóry chłopak przyłożył dłoń do jego czoła. Wyglądał na zmartwionego. Jednak po chwili uśmiechnął się lekko, jakby pobłażliwie -Ty nigdy się nie zmienisz, co?
Tetsuya nie wiedział co odpowiedzieć. Pokręcił głową z dezaprobatą po czym odwzajemnił uśmiech. Daiki wyciągnął rękę ku przyjacielowi, aby pomóc mu wstać. Zaczęli grać razem, jak za starych czasów. To było cudowne. Jednak...W pewnym momencie...na boisku pozostał tylko Kuroko. Piłka, którą dotychczas trzymał Aomine, odbiła się od parkietu, a dźwięk temu towarzyszący rozniósł się echem po całym pomieszczeniu. Po chwili przeważająca martwota dała się chłopakowi we znaki. Przerażony i odrobinę zdezorientowany karzełek, rozejrzał się nerwowo dookoła. Po plecach przeszły mu ciarki, gdy do uszu dobiegł go słyszany jeszcze niedawno głos. Odwrócił się, a błękitnym oczom, na powrót ukazał się Daiki Aomine. Lecz czy aby na pewno..? Głos, fryzura, karnacja i postawa...Pozostawały te same. Wyjątkiem były oczy, oraz wyraz twarzy chłopaka. Wystarczyło jedno perfidne spojrzenie z jego strony, aby ciało Tetsuyi zadrżało. Na myśl nasuwało mu się jedno, jedyne pytanie: "Kim jesteś..?".
Ciemnoskóry zrobił krok naprzód, zmniejszając dystans pomiędzy sobą, a niebieskowłosym. Znacznej wielkości dłoń, zacisnęła się na bladej, kościstej ręce, ściskając ją coraz to mocniej. Wyższy zaśmiał się, ukazując śnieżno białe zęby, a w kobaltowych tęczówkach, pojawił się przerażający błysk.
-Tetsuya! Tetsuya! -usłyszał odrobinę stłumiony głos, po czym błyskawicznie podniósł się do pozycji siedzącej. A więc zasnął? Ale przecież się obudził..Może to kolejny sen? A może nie? Sam już nie wiedział...Wstał z podłogi, na której raczył wylądować zaraz po oddaniu się w opiekę Morfeusza i podszedł do drzwi, które chwilę później otworzył.
-Tak mamo?
-Kolega do Ciebie przyszedł! -krzyknęła kobieta, a w jej głosie można było wyczuć nutkę radości. Nie dziwne to zjawisko, w końcu do jej syna mało kto przychodził. Jak już, to tylko po to, aby robić projekty do szkoły.
-Kolega..? -zapytał sam siebie. Po schodach na górę wszedł ów gość. Wysoki, bynajmniej wyższy od Kuroko, chłopak o czerwonokrwistych włosach i dwukolorowych tęczówkach z nożyczkami w ręku. Ubrany w elegancki, szarawy garnitur. Nie było wątpliwości, to nie był nikt inny jak sam Akashi Seijuro, były kapitan Pokolenia Cudów. Młodzieniec o sadystycznych zapędach i gniewnej naturze, aczkolwiek niektórymi czasy życzliwy, oraz empatyczny.
-Witaj, Tetsuya -przywitał się z delikatnym uśmiechem na twarzy.
-Dobry wieczór, Akashi-kun...Co Ty tu robisz?
-Co tu robię? Dobre, aczkolwiek zbędne w tej sytuacji pytanie. -odpowiedział, lekko marszcząc brwi.
-Ale chyba mam prawo wiedzieć..
-Niekoniecznie. Pomyśl sobie że mnie tu nie ma. Ja się tylko u Ciebie kimnę.
-Kimniesz?
-Tak, masz ku temu jakieś obiekcje? Tetsuya?
-Powiedzmy, chciałem się pouczyć...
-To się pouczysz. Ja będę polerował nożyczki -wzruszył ramionami i nie czekając na zgodę właściciela, wszedł do jego pokoju.
Kuroko spuścił głowę i pokręcił nią zrezygnowany. Akashi w jego pokoju...To nie do pomyślenia. Jak tak na to spojrzeć, to zwykle przebywali u Seijura, a nie na odwrót. Więc co się stało, że tym razem tak nie było? Niższy chłopak usiadł na łóżku, tuż naprzeciwko przyjaciela. Smukłymi palcami przeczesał błękitne kosmyki, Przejmował się nie tylko przybyciem Akashiego, ale i swoim snem. O ile można go było tak nazwać...
-Coś nie tak, Tetsuya? -spytał czerwonowłosy, uporczywie wbijając wzrok w niebieskie tęczówki.
-Co się stało, że tu przyszedłeś?
-Pokłóciłem się z ojcem, bo chciał na siłę znaleźć mi narzeczoną. Rozumiesz to? Licealiście. Narzeczoną.
-Och...Nie zapytał Cię o zdanie..?
-Nie, tylko z góry poinformował mnie o swoich planach. Do tego po fakcie dokonanym. Przyprowadził do domu jakąś wytapetowaną prostytutkę.
-Chyba kobietę lekkich obyczajów...Ale wątpię, aby Twój ojciec wybrał kogoś takiego...
-Doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale jej twarz wyraźnie do mnie przemówiła.
-Rozumiem...-pokiwał głową, wzdychając ciężko. Był w stanie zrozumieć gniew przyjaciela, jednakże jego zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Siedzieli chwilę nic nie mówiąc. Milczenie przerwał nikt inny jak czerwonowłosy sadysta.
-Nie tylko to Cię trapi, prawda? -spytał, a niebieskooki uniósł lekko głowę w górę. W dalszym ciągu milczał, rozmyślając jeszcze chwilę nad wszystkim.
-Ja...Miałem naprawdę d-dziwny sen...-wydukał cichutko.
-Sen? -uniósł specyficznie brew w górę.
-Tak...
-O czym? Czyżby miał związek z inwazją zabójczych nożyczek z kosmosu?
-Akashi-kun...-sarkastyczne docinki czerwonowłosego nie były na miejscu..A może mówił to co myślał? To było możliwe...
-Ale tak na poważnie, czego dotyczył? -ponowił swe pytanie, tym razem jednak na twarzy gościła powaga.
Tetsuya wziął wdech, po czym spuszczając głowę w dół zaczął opowiadać. Emocjonował się coraz bardziej, z każdym wypowiedzianym słowem, a błękitne oczy jakby zachodziły mgłą, którą rozpraszały krople napływających łez. Akashi nie mogąc patrzeć na to, jak jego przyjaciel męczy się z napływem negatywnych emocji, przytulił go. Dlaczego? Możliwe, że to był odruch...Najzwyczajniejszy odruch, spowodowany wzbudzeniem w czerwonowłosym współczucia. Co zdarzało się bardzo rzadko. Drobniejszy chłopak zacisnął dłoń na marynarce Seijura i przygryzł wargę.
-C-chciałbym...Aby Aomine-kun , był taki jak kiedyś...-wydukał z siebie, próbując powstrzymać łzy.
-Nie zapominaj o tym, co Ci zrobił. To niewybaczalne..-upomniał chłopaka, głaskając go po głowie, aby choć trochę go uspokoić. Z całego serca nienawidził ciemnoskórego licealisty, podobnie jak i reszta Pokolenia Cudów, za to co ten zrobił ich Tetsuyi. Niebieskooki odsunął się i szybko otarł łzy.
-Akashi-kun...A Ty, zamierzasz znaleźć sobie dziewczynę? -spytał, aby odstąpić od poprzedniego tematu.
-Dziewczynę? Hah, Tetsuya...Jestem pewien, że już kiedyś Ci to mówiłem, ale mogę powtórzyć. Żadna kobieta nie jest mnie warta. Resztę życia spędzę z moimi nożyczkami. -zaśmiał się czochrając błękitne włosy przyjaciela. Nie bardzo spodobało mu się to, że Kuroko próbował odskoczyć od tego co miało miejsce chwilę wcześniej. Jednakże po części rozumiał, dlaczego to zrobił. Chwilę "beztroski" przerwał dzwonek w telefonie. Urządzenie należało do Tetsuyi który najwyraźniej nie miał ochoty sprawdzać, kto do niego napisał.
-Nie sprawdzisz od kogo?
-Sam nie wiem...-wzruszył ramionami, wzdychając przy tym.
-I tak w końcu będziesz musiał to zrobić -stwierdził, zaczynając polerować nożyczki. Niebeskowłosy wpatrywał się w telefon trzymany w dłoni. Ostatecznie postanowił odczytać wiadomość. Jednak już chwilę po jej ujrzeniu, świat jakby stanął w miejscu.
-Aomine-kun...-wyszeptał cicho, aby tylko dla niego te słowa były słyszalne. Jednak nazwisko które wypowiedział, obiło się również o uszy Seijiura, który natychmiastowo zmarszczył brwi. Jednakże szybko opanował się, a na twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Wstał, poprawił marynarkę i podszedł do drzwi.
-Tetsuya, zaraz wrócę dobrze? Muszę wykonać telefon. -poinformował przyjaciela i opuścił pokój. Szybko zszedł po schodach i wyszedł przed mieszkanie do ogrodu. Z kieszeni spodni wyjął dość nowoczesny telefon. Wybrał numer, zadzwonił. Na odzew z drugiej strony czekał około 5 minut. Nikt nie odebrał. Ponowił czynność. Tym razem pod drugiej stronie usłyszał wyczekiwany, lekko wyniosły głos, co nawiasem mówiąc nie bardzo mu się spodobało. Żyłka na jasnej skroni zaczęła delikatnie pulsować.
-Kagami Taiga, mam dla Ciebie wiadomość.
-Ty? Dla mnie? Serio? -dopytywał z niedowierzaniem.
-Wiesz, jak bardzo Cię nienawidzę prawda? Jednak...Na pewno mniej niż Daiki'ego, który dziś skontaktował się z Tetsuyą.
-Aomine..?
-Owszem. Nie wiem czy wiesz, do czego doszło w czasach gimnazjum, jednakże...Zdaje sobie sprawę z tego, że darzysz mojego przyjaciela szczególnym uczuciem. Nie pozwól, aby odszedł.
Tym oto dekretem zakończył rozmowę. Odchylił głowę do tyłu, przymykając powieki. Rozkoszując się błogą ciszą wziął wdech. Delikatny powiew wiatru rozwiał czerwone jak krew włosy, oraz materiał szarawej marynarki. Czyżby właśnie zaczęło się coś...Do czego nigdy dojść nie powinno? 

poniedziałek, 28 września 2015

Eren x Levi (xErwin?)

To dla niego
Tak więc..um, jakby tu zacząć..Pytałam was, który paring byłby lepszy, niestety jak na złość, wraz z komentarzami i głosami poza nimi...REMIS. Czemu..? ;-; Dlaczego ;-;
Takie pytania kłębiły mi się w główce, standard...;-; Ale pewnego pięknego wieczoru, do-doznałam olśnienia...Bo w końcu, nie musi chodzić tu tylko i wyłącznie o miłość, prawda? W sumie powinno...
Ale co miałam zrobić..? ;-; Nie chciałam zawieść, ani fanów paringu Eren x Levi, ani
fanów Erwin x Levi...Dlatego też powstało to, co powstać niekoniecznie musiało...;-;
Ale przynajmniej ujęłam to co...to co chciałam..? ;-; Miałam tę fabułę do Erwin x Levi. Ale postanowiłam to jakoś inaczej połączyć...Gomene za ten z lekka..um..nieogarnięty wstęp ;-;
Tak czy inaczej, napisałam, załamałam się i siedzę za łóżkiem, czekając na waszą opinię ;-;
Zapraszam do czytania...;-;
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Świat jest okrutny. Każdego dnia, ocieramy się o śmierć. Walczymy z chorobami, toksynami, katastrofami globalnymi...Dochodzi również do wojen domowych i nie tylko. Jednak największym niebezpieczeństwem dla siebie, jesteśmy my sami. Mówią, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz. Dlaczego więc nie uchwycił również klejnotu, który drzemać powinien w sercu? Chodzi tu głównie o dobroć, miłość, a także o akceptowanie siebie nawzajem i empatię. To niby niewiele, a jak dużo by zmieniło...
Uśmiechając się delikatnie pod nosem, wysoki brunet trzymał rękę niższego mężczyzny w dłoniach. Uczucie jakie towarzyszyło mu w tej chwili, było nie do opisania. Miłość, którą obdarzył tą osobę, była ogromna. W najśmielszych snach, nie wyobrażałby sobie, że Levi odwzajemni jego uczucia. Jego twarz, która dotychczas wyrażała zero ekspresji, w tej chwili ukazywała nikłe szczęście. Lekki, lecz szczery uśmiech na bladej jak śnieg twarzy utrzymywał się przez cały czas. Drobne ciało wtulające się w odrobinę masywniejszego chłopaka, było zimne. Zimne nie od chłodu panującego na zewnątrz. Po prostu zawsze takie było. Kościste ręce oplotły się wokół szyi wyższego, a głowa oparta została o jego klatkę. Jaeger objął ukochanego w pasie, opierając się brodą o głowę czarnowłosego. Było tak przyjemnie. Tak ciepło, tak miło. Na wrażliwej skórze niższego mężczyzny, zaczęły lądować drobne płatki białego puchu. Delikatne małe kryształki lodu, połączone w niesamowicie urodziwe dzieło sztuki. W kobaltowych tęczówkach odbiło się światło włączających się latarni, powodując natychmiastowe przymknięcie jednej z powiek. Brunet odsunął się odrobinę od aktualnego obiektu zainteresowania, przekierowując wzrok w niebo. Kąciki jego ust w dalszym ciągu uniesione były ku górze, a ręce spoczywały na dłoni czarnowłosego. Na powrót spoglądając w oczy ukochanego, przekrzywił lekko głowę w bok. Zdając sobie sprawę z tego, że mężczyźnie jest coraz zimniej, w dalszym ciągu trzymając jego dłoń ruszył w stronę przystanku autobusowego. Nie zwracając większej uwagi na ludzi ich obserwujących, usiadł na ławce obok przystanku, a tuż obok, miejsce zajął Levi. Wydawał się być naprawdę zmęczony...Jednak nie było to nowością, a standardem. Codziennością. Podobnie jak jego złe samopoczucie. Eren wpatrywał się w dal, jakby było tam coś wartego uwagi. Choć uśmiech nie znikał z jego twarzy, w sercu panował niepokój i strach. Bał się. Sprowadził nie dość że na siebie, to jeszcze i na swego ukochanego, wiele problemów.
-Levi...przepraszam Cię -powiedział patrząc w dół.
Ackerman westchnął jedynie, przekierowując wzrok gdzieś w bok. Może i powinien był coś powiedzieć, lecz co mógłby..? Nie potrafił ująć w słowa, tego co czuł...
-Levi, proszę powiedz coś..-wyszeptał lekko marszcząc brwi, lecz jego partner w dalszym ciągu milczał. Brunet zacisnął mocniej pięść i przygryzł delikatnie wargę -Levi do jasnej cholery, nie jesteś na mnie zły?! -krzyknął w końcu, nie mogąc się już dłużej powstrzymać.
-....jestem. -odpowiedział, w dalszym ciągu jednak nie utrzymywał kontaktu wzrokowego z Erenem.
-Więc czemu jesteś taki spokojny...? Przecież oni mogli Cię zabić! -zerwał się na równe nogi i potrząsnął ciemnowłosym mężczyzną, który najwyraźniej nie przywiązywał do tego większej wagi.
-Nie zrobili tego, więc o co ten raban?
-Ale mogli! Czy Ty nie rozumiesz powagi sytacji?!
-Po pierwsze, zwracaj się do mnie z należytym szacunkiem. To ja tu jestem straszy. Po drugie, nie wydzieraj się na ulicy. A po trzecie...Rozumiem powagę sytuacji, aż za dobrze. Pomijając jednak ten fakt...Dlaczego wracasz do wydarzeń z przed paru dni? Mieliśmy o tym zapomnieć, a później razem wymyślić rozwiązanie, nieprawdaż?
-Levi do cholery..!
-Eren, irytujesz mnie. -skwitował i obrócił się tyłem do szczeniaka. Nie miał ochoty dalej ciągnąć tej dyskusji, która i tak nie doprowadziłaby ich do czegoś sensownego. Po paru minutach nadjechał wyczekiwany przez nich autobus. Nie odzywając się już do siebie przez całą podróż, wpatrywali się w okna.
A wszystko zaczęło się miesiąc temu, może więcej? Eren uzależnił się od hazardu. A to karty, a to jakieś automaty. Wszystko to wydawało się być miłym dodatkiem do życia. Jednak czy aby na pewno? Sam Jaeger nie potrafił dostrzec problemu, aż do tej pory. Najpierw przetracanie swoich własnych, a później również cudzych pieniędzy. Zapożyczanie się u obcych ludzi i rosnące długi z odsetkami każdego dnia. Ackerman, który nie był świadom tego co się dzieje, nie potrafił pomóc. Pewnego dnia jednak przyłapał swojego chłopaka na gorącym uczynku. Tym razem Eren grał w gry internetowe za pieniądze. Przetracił naprawdę sporą sumę. Para skłócona była ze sobą długi okres czasu. Brunet jednak zamiast zaprzestać swoich działań, dalej uprawiał hazard. Nie wyszło to na dobre, lecz to chyba oczywiste. Sprawiało mu to wielką przyjemność, frajdę. Swego rodzaju atrakcja z haczykiem...Dopiero kilka dni temu, seledynowe oczy dostrzegły to co ich właściciel spowodował. Wierzyciele, którym Jaeger winien był sporą ilość pieniędzy, porwali Levi'ego. Grozili zabiciem zakładnika, jeżeli brunet nie zwróci długu wraz z odsetkami. Na szczęście jednak, policja w porę zareagowała. Czarnowłosemu nie stało się nic, prócz otrzymania paru siniaków i zadrapań. Sprawa przycichła, ale dług pozostał, a mężczyźni wysyłali do Erena listy z pogróżkami. Chłopakowi nie pozostało nic innego jak poddać się jakiejś pracy, przynajmniej na pół etatu. Zarobki marne, ale zawsze coś. Każdy grosz się liczył. Jednak większość zarobionych przez parę pieniędzy, przekazywana była na terapię bruneta. W końcu trzeba było zacząć walczyć z uzależnieniem. Tak więc co by nie zrobili, zawsze wracali do punktu wyjścia...

****

-Więc mówisz, że masz duże problemy finansowe? -spytał Armin patrząc w seledynowe zapłakane oczy.
-Ta...A Levi się do mnie nie odzywa...A już prawie go udobruchałem! -lamentował, co jakiś czas ocierając łzy o rękaw białej koszuli swego przyjaciela, który nawiasem mówiąc, miał już tego serdecznie dość. Nie po to suszył ją rano, aby ponowić tą czynność wieczorem.
-Eren...J-ja sądzę, że powinieneś z nim porozmawiać na spokojnie...-stwierdził odsuwając się odrobinkę od bruneta.
-Próbuję od dobrych paru tygodni! Ach..ja już nie daje rady.
-Nawarzyłeś piwa, to teraz powinieneś je wypić...
-Armin doskonale wiesz, że ja nie rozumiem tych Twoich metafor czy co to tam jest...
-Prościej ujmując, musisz ponieść konsekwencje swojego postępowania. Ech...Wiesz..M-mam zaoszczędzone 5000...Może to niewiele...ale zawsze coś, racja?
-Co Ty chcesz przez to powiedzieć..?
-No...pożyczę Ci tą kasę -powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy. Blond włosy rozwiał silny powiew wiatru.
-Ale...Te pieniądze..Nie miałeś ich przeznaczyć na studia? I na remont w domu..?
-No niby tak, ale studia mogą poczekać. Jeżeli chodzi o remont...Jean powiedział że sam się tym zajmie. -stwierdził wzruszając lekko ramionami. Widać jednak było, że blondynowi wcale nie łatwo było podjąć tą decyzje. Kąciki bladych ust niższego unosiły się ku górze, a wzrok skierowany był w stronę Erena. Ten zaś wpatrywał się w chodnik. Miał się zgodzić? Czy może raczej odmówić, aby przyjaciel spełnił swoje marzenia? Z jednej strony, te pieniądze pozwoliły by brunetowi spłacić chociażby część długu...Ale z drugiej...
-Jesteś pewien...? -spytał niepewnie, przy okazji delikatnie przygryzając wargę.
-Owszem. Czego nie robi się dla przyjaciół -zachichotał cicho i wyjął z kieszeni telefon komórkowy. Wszedł w kontakty, wybrał numer i zadzwonił do Jeana. Poprosiwszy go, aby wypłacił z konta zaoszczędzone 5000 rozłączył się. Nie musiał tłumaczyć dla kogo i z jakiego powodu. Doskonale znał sytuację finansową seledynowookiego idioty. Może nie spodziewał się tak do końca, że Arlert odda właśnie swoje pieniądze, ale cóż...Blondyn z powrotem schował urządzenie do kieszeni spodni, po czym skierował wzrok ku niebu. Ze swym przyjacielem nie zamienił już ani słowa. Po paru minutach ciszy, oznajmił że powinien już iść do pracy, więc kulturalnie pożegnał się i odszedł. Brunet znów został sam. Sam ze swoimi myślami. Już sam nie wiedział, dlaczego on właściwie tak bardzo kochał hazard. Przecież nigdy nie udało mu się wygrać, więc czemu zawsze liczył, że może następnym razem mu się poszczęści? To było bez sensu. Jak tak na to spojrzeć, Armin cały czas mu to powtarzał...
-Ech..Szkoda, że nie posłuchałem go wcześniej...


****

Dzień od rana zapowiadał się nie za dobrze. Niska temperatura utrzymująca się już od kilku dni, wcale nie zamierzała wzrosnąć, wręcz przeciwnie. Może i zbliżała się zima, lecz opady śniegu i wspomniana już wcześniej niska temperatura, nie były częstym zjawiskiem w Japonii. Owa pogoda niestety nie ułatwiała nikomu życia. Ludzie musieli jakoś dojechać do pracy, dzieci dotrzeć do szkoły, a studenci na ważne egzaminy...W tym oto gronie znajdował się niejaki Levi Ackerman. 34-letni pracownik jednej z firm marketingowych. Zarobki w miarę na poziomie, ludzie nie spoufalają się ze sobą, a to było dla czarnowłosego najważniejsze. Cisza. Mógł wykonywać zleconą robotę w spokoju, bez słuchania wywodów starszych, a już tym bardziej młodszych "kolegów" z pracy. Po prostu robił co musiał. Czasami nawet pracował po godzinach, aby więcej zarobić. W końcu, wraz z Erenem, jakoś musieli pozbyć się tego długu. Jednak co mógł, za taką śmieszną pensję?
-Levi, słyszałeś już? -spytała Isabel związując rozczochrane włosy w dwie kitki.
-O czym?
-No o tym, że będziemy mieli nowego pana naczelnego~~! -zatrajkotała radośnie podnosząc się z krzesła.
-I co w tym fajnego? -zapytał, nie odrywając się jednak od dotychczas wykonywanej pracy.
-No bo ten Takeda był okropnym zrzędą! Przestarzała generacja! Teraz pewnie dadzą jakiegoś młodego~!
-Isabel, czyżbyś desperacko poszukiwała faceta? -do rozmowy wtrącił się Farlan.
-Zamilcz śmiertelniku! -krzyknęła, jednocześnie uderzając przyjaciela w głowę.
Podczas kiedy pomiędzy dwójką "dzieciaków" toczyła się zacięta kłótnia, Ackerman wykonywał zlecone mu zadanie. Projekt reklamy odzieży męskiej. Dość wyzywającej odzieży męskiej. I tu rodzi się pytanie. Czy coś takiego w ogóle istniało? Sam nie wiedział o tym, że ubrania dla mężczyzn mogą być tak...skąpe. Aż do tej pory...Cóż, robota to robota, przynajmniej kasa za to była. Jedyny plus tej pracy.
Tego samego dnia, faktycznie pojawił się nowy naczelny wydziału marketingowego. Wysoki blondyn o niebieskich oczach. Stanowczy i surowy...Naprawdę nieprzyjemny gość. Może to niezbyt wiarygodne, ale Levi, tak jak i reszta pracowników, bardzo się tym przejął. W końcu chodziło tu o jego nowego szefa. Relacje z nim musiały być dobre.

****

Po rozmowie z Arminem, Jaeger wrócił do domu. Rozsiadł się wygodnie na kanapie i włączył telewizor. W sumie nie bardzo obchodziło go to co w nim puszczali. Chodziło jedynie o "sensowne" spędzanie czasu.
Co chwilę przełączał programy, jeden po drugim, w poszukiwaniu tego jedynego. W rezultacie jednak westchnął głośno, wyłączył urządzenie i powędrował do kuchni w celu przygotowania sobie czegoś ciepłego do picia. Zaparzył herbatę, a później jak to miał w zwyczaju, stanął z nią w progu wejścia do mieszkania. Wypatrywał swojego partnera. Było już późno. Zaniepokoił go fakt, że Ackerman'a w dalszym ciągu nie było w domu.
-Może znowu został po godzinach..? -zapytał, a odpowiedzi oczywiście nie uzyskał. Stał tak jeszcze kilka minut, po czym wrócił do mieszkania i okrył się kocem. Na zewnątrz było okropnie zimno. Dobrze, że wcześniej przygotował sobie herbatę.
-A może zrobię jakąś kolację? Levi musi być okropnie głodny..-w dalszym ciągu rozmawiając ze samym sobą, co chwilę popijając gorący napój, myślał. Powinien coś przygotować? Czy może nie? Jego zdolności kulinarne nie były najlepsze...Zwykle to jego partner gotował. Po dość długich przemyśleniach, zdecydował, że jednak lepiej będzie, kiedy nie zbliży się więcej do kuchenki.

****
-Levi, pozwól jeszcze na chwilę -usłyszał za plecami, kiedy już szykował się do wyjścia. Wypuścił powietrze z płuc, lekko zdenerwowany. Niedługo odjeżdżał jego ostatni pociąg. Musiał się pospieszyć, aby zdążyć.
Odwrócił się, a kobaltowym oczom, ukazał się nikt inny jak Erwin Smith, nowy naczelny działu marketingowego.Mimo iż miał ochotę zwyczajnie wyjść, nie zwracając na niego większej uwagi...Poszedł za blondynem do jego gabinetu. Sam nie wiedział czemu. Tak dla zasady? W końcu pracownik podlega swojemu szefowi...
-O co chodzi? -spytał patrząc w błękitne oczy.
-Cóż, jest coś co mnie dręczy...
-Przykro mi, ale nie jestem psychologiem. Mogę już iść?
-Źle mnie zrozumiałeś. Chodzi o to, że skądś Cię kojarzę...Znasz może chłopaka o imieniu Eren? Eren Jaeger.
Levi zaniemówił. Znał, znał aż za dobrze. Ale w tej chwili zastanawiało go jedno. Czyżby Erwin i Eren...znali się? Ale to byłoby mocno podejrzane.
-Tak, ale co to ma do rzeczy? -spytał marszcząc delikatnie brwi.
-Ach, więc dobrze skojarzyłem. -uśmiechnął się do siebie i podszedł odrobinę bliżej do ciemnowłosego pracownika.
-A mianowicie..?
-Hazard. Mówi Ci to coś? -jego uśmiech z delikatnego, zmienił się na szyderczy. Ackerman odruchowo cofnął się do tyłu i spojrzał na Erwina, jakby mówił: "Skąd o tym wiesz..?". To wszystko wydawało się być takie dziwne...Takie...niepoukładane...Dlaczego ktoś obcy, wiedział o ich problemach? -Zaskoczyłem Cię, prawda? Pewnie jesteś ciekaw, skąd posiadam takie informacje.
-Nie bardzo...-odpowiedział, choć tak naprawdę, bardzo go to ciekawiło.
-Haha, zadzierasz nosa co? A co gdybym...Pomógł wam spłacić długi?
-Stop. Znasz Erena, ale skąd wiesz o jego długach, co?
-Czyli jednak jesteś ciekaw. Cóż. Często bywam w salonie gier, do którego ten dzieciak przychodził.
-Uhm -czarnowłosy pokiwał lekko głową, że niby rozumie, ale tak naprawdę to...trudno było mu to wszystko przyswoić -Mam jednak pytanie.
-Pytaj.
-Powiedziałeś, że skądś mnie kojarzysz, ale ja nigdy w życiu nie widziałem Cię na oczy. Aż do teraz.
-Och, fakt. W gazetach było odrobinę głośno o Twoim zniknięciu -odpowiedział spokojnie blondyn, zaglądając do jednej z szafek. Wyjął stertę papierów, które najwyraźniej musiał po podpisywać.
-Aha...-faktycznie, po tym jak porwano Levi'ego, dziennikarze opublikowali wiele informacji na ten temat.
-Więc jak? Potrzebujecie pomocy, prawda?

****

Aby się nie nudzić, na powrót włączył telewizor, jednak jak na złość, nie leciało nic wartego uwagi. Oprócz bajek edukacyjnych dla dzieci. Nie było tajemnicą, że Jaeger z nudów, potrafił obejrzeć po kilka odcinków takich kreskóweczek. Bo co innego miał do roboty? Czekał jedynie na swojego partnera, który najwyraźniej wybrał wolność...Godzina 00:00, a Ackermana dalej nie było w mieszkaniu. Brunet powoli zaczął się poważnie martwić. Podniósł się z dotychczasowego siedziska, chwycił kurtkę którą wcześniej niedbale rzucił na kanapę i już miał wychodzić, kiedy drzwi do domu otworzyły się, a w ich progu pojawił się nikt inny jak Levi. Wszedł do środka, wcześniej otrzepując buty ze śniegu. Ściągnął szalik, szarawą czapkę i czarną przydługą kurtkę.
-Levi, gdzie byłeś? Martwiłem się o Ciebie! -krzyknął Eren patrząc w oczy mężczyzny.
-Nie ma o co. Jestem z powrotem, tak? -odpowiedział, po czym skierował się w stronę kuchni, aby zaparzyć sobie herbaty.
-No ale tak na poważnie, gdzie byłeś?
-W pracy. A gdzie miałbym być? -spytał specyficznie unosząc brew w górę.
-Z Tobą to się ciężko rozmawia...
-Cóż, jestem zmęczony. Idę się myć, a potem spać. Tobie też to radzę.
-Ja już się myłem!
-Akurat. Podejdź no mnie tu -wskazał palcem miejsce tuż przed sobą. Brunet posłusznie wykonał polecenie i podszedł do niższego mężczyzny.
-No i..?
-Chuchnij -powiedział spokojnie.
-A co Ty, alkomat..?
-CHUCHNIJ -zmienił ton głosu marszcząc brwi.
-O-okej...-ponownie zmuszony był do wykonania polecenia Ackermana. Kiedy chuchnął, wypuszczając powietrze z ust, Levi odwrócił się na pięcie i runął na ziemię. Brunet odruchowo zakrył usta dłońmi i przykucnął obok partnera. Ten powoli wstał, chwiejnym krokiem podszedł do lady, po czym otworzył okno i zaczerpnął świeżego powietrza. Tak, tego w tej chwili potrzebował. Kiedy doszedł już do siebie, skierował wzrok na wielkoluda.
-Eren, czy słyszałeś może o czymś takim jak pasta czy szczoteczka do zębów?
-A czemu nie? Wiem co to jest.
-A nie chciałbyś się z nimi bliżej poznać?
-Hę..?
-Jazda do łazienki szczylu, albo wepchnę Ci tą cholerną szczoteczkę do gardła. -powiedział stanowczo, marszcząc brwi. Przy okazji zacisnął też pięść. Nienawidził ludzi, którzy nie dbali o higienę osobistą. Z Erenem nie było jeszcze tak źle, wystarczyłoby go jedynie naprowadzić na dobrą drogę. Drogę ku czystości. Pełną środków dezynfekujących. Oj tak. Jaeger tymczasem siedział w łazience. No...może nie dosłownie. Szukał szczoteczki do zębów. Pasta była, ale bez szczoteczki nie da rady...
-No i co teraz? -zapytał sam siebie i westchnął głośno.
-Eren, w dalszym ciągu zanieczyszczasz środowisko?
-Levi?! J-Jak tu wszedłeś?!
-Otworzyłem wytrychem. Drzwi były otwarte, nie zamknąłeś ich. Mogę wiedzieć co Ty odstawiasz? Miałeś umyć zęby. To takie trudne?
-Nie mam szczoteczki!
-No i?
-To czym niby mam je umyć? Palcem?
-A znasz jakieś inne rozwiązanie? -uniósł specyficznie brew w górę, po czym wyszedł z łazienki. Seledynowooki ponownie westchnął i wycisnął trochę pasty na palec...

****

Następnego dnia, Ackerman tak jak każdego ranka, wstał i zaczął szykować się do pracy. Właściwie w nocy w ogóle nie spał. Za dużo spraw na głowie, ten cały stres dobijał go psychicznie. Do tego...Była jeszcze ta propozycja ze strony Erwina Smith'a. Nie podobała mu się, ani trochę. Jednak coś postanowić musiał, dlatego też rozmyślał nad tym całą noc, już miał odpowiedź. Wziął szybki prysznic, wypił herbatę, ubrał kurtkę, szalik i buty, po czym jak obowiązek nakazywał, wyszedł z domu.
W firmie pojawił się równo o 6:00. Zanim jednak zajął swoje stanowisko, udał się do gabinetu naczelnego wydziału marketingowego. Stanął na przeciwko wejścia, zapukał. Usłyszał pozwolenie na wejście, więc nacisnął klamkę i wszedł do środka.
-Och, to Ty. Chcesz czegoś konkretnego? -spytał Erwin patrząc na niższego mężczyznę.
-....Zgadzam się...
-Hm? Jeszcze raz, bo niedosłyszałem.
-Zgadzam się na Twoją propozycję...-ponowił odpowiedź przygryzając lekko wargę.
Blondyn zaśmiał się jedynie pod nosem, po czym podniósł się ze swojego krzesła obrotowego. Powolnym krokiem ruszył w stronę swojego pracownika. Wyciągnął rękę w jego stronę, gładząc blady, zimny policzek.
Drugą ręką objął mężczyznę w pasie.
-Kocham jedynie Twoje ciało, więc niczego więcej sobie nie wyobrażaj -szepnął mu do ucha ozięble, po czym przygryzł jego płatek. Na ten gest Levi wzdrygnął się odrobinę. Więc tak to miało od teraz wyglądać...?


****

Eren obudził się przed południem. Nad podziw wyspany. Podniósł się do pozycji siedzącej i przeciągnął leniwie. Rozejrzał się dookoła, przez chwilę siedział wpatrując się w jeden punkt przed sobą, a mianowicie w ścianę. Czy było tam coś ciekawego? Albo wartego uwagi? Nieszczególnie. Po prostu...Można powiedzieć, że chłopak zwyczajnie się zawiesił. W końcu jednak wstał i udał się do kuchni. Szybko przygotował sobie parę kanapek, którym tradycyjnie nadał miano swojego śniadania, a później tak jak podświadomość nakazywała, włączył telewizor.
-Same wiadomości~ Co to za telewizja...-westchnął głośno, biorąc do ust kanapkę. Po chwili usłyszał znajomą melodię. Dzwonił jego telefon. Chwycił urządzenie i odebrał.
-Halo?
-Dzień dobry Eren, chyba się już obudziłeś nie? -brunet po drugiej stronie słuchawki usłyszał głos Armina.
-Armin? Tak...Powiedzmy.
-Cóż, w każdym bądź razie...Dzwonię, żeby powiedzieć Ci, że jednak nie wypłaciłem tych pieniędzy. Przelałem je na Twoje konto.
-Ach, okej...Ale, na pewno nie będą Ci one potrzebne? Co na to Jean?
-Wam są potrzebne bardziej niż mnie. A Jean...Zgodził się, oczywiście po paru kłótniach...
-Kłótniach? Przecież mówiłeś mi wcześniej że zgodzi się bez problemu...
-No i tak było, ale później coś go ugryzło i...
-Aha...
-Nie martw się, tym. Jakoś go później udobrucham. Ja już kończę, tylko to chciałem powiedzieć. To, pa.
-Pa -odpowiedział i rozłączył się. Spojrzał w sufit. Arlert zawsze był taki uczynny i pomocny...Taki miły..
Niczego nie ukrywając, Eren musiał przyznać że blondyn bardzo pomógł. Choć kwota którą pożyczył był śmiesznie mała w porównaniu z kwotą do spłacenia, to jednak była. No i w jakiś sposób pomagała.
Bardzo cieszył się, że posiadał takiego przyjaciela.


****

Z gabinetu szefa wyszedł dopiero godzinę później. A może przebywał tam dłużej niż przypuszczał? To co tam przeżył, było okropne, obrzydliwe. Czuł się brudny...Każdy, nawet najostrożniejszy ruch, sprawiał mu ból. Zapach Erwina...Dalej był odczuwalny. Kiedy ten składał pocałunki na jego ciele, robił malinki i gryzł go...Kiedy sapał mu do ucha i powtarzał jego imię...Na samą myśl o tym, Levi'emu robiło się słabo i niedobrze. A to był dopiero początek...Dzień w pracy okropnie się dłużył. Na szczęście dobiegł końca. Aby uniknąć spotkania pana naczelnego, wyszedł wcześniej niż zazwyczaj. Idąc w stronę metra, jednym z ośnieżonych chodników, z kieszeni spodni wyjął plik pieniędzy.
-....-zacisnął powieki i przygryzł wargę. Schował pieniądze i ponownie ruszył naprzód.
Do domu wrócił o 22:00, co bardzo zdziwiło jego chłopaka.
-Co tak wcześnie?
-Tak wyszło...-odpowiedział ściągając kurtkę.
-Ej, to super! Możemy zjeść razem kolację! Choć może trochę na nią za późno...Ale co tam!
-Eren...Nie obraź się, ale jestem zmęczony...Miałem ciężki dzień.
-Och...No tak. Rozumiem, spoczko, odpowiedział z lekkim uśmiechem na twarzy. Ackerman wyjął pieniądze otrzymane od Erwina i przekazał je brunetowi.
-He? Co to jest?
-Dostałem podwyżkę...-odpowiedział i poszedł do łazienki.
Od tamtego dnia, minęło sporo czasu. Levi sprzedając swoje ciało zarobił sporą sumę. Za każdym razem, otrzymane pieniądze przekazywał Erenowi, który zanosił je wierzycielom. Mężczyźnie wydawali się być usatysfakcjonowani tym faktem. Aż pewnego dnia...
-Levi, spłaciłem ten dług!!! -po mieszkaniu rozniósł się radosny krzyk Jeager'a.
-To super. Nareszcie jeden kłopot z głowy...-odpowiedział czarnowłosy, uśmiechając się delikatnie.
-To wszystko dzięki Tobie! Tak ciężko pracowałeś!
-Ta...To nic takiego...Ne, Eren. Pójdę się przejść -powiedział i zanim ktokolwiek zdążył się obejrzeć, mężczyzna opuścił mieszkanie. Postanowił pospacerować trochę po parku. Ogarnąć się jakoś. Ciężko pracował, tak? Ciekawe...Krzątał się jakiś czas bez celu, aż w końcu usadowił się na jednej z ławeczek. Wpatrując się w dal bez żadnych emocji, w dalszym ciągu rozmyślał. Smith, w końcu da mu spokój, ale na jak długo? Poza domem spędził około kilku godzin. Było zimno, to fakt, ale w niczym to nie przeszkadzało.
Podjęcie decyzji o powrocie do mieszkania, było trudne, ale ostatecznie tak właśnie postanowił.
-Wróciłem...-powiedział wchodząc do środka budynku.
-Ale zaraz stąd wyjdziesz! -krzyknął zapłakany brunet.
-E-Eren, co Ci jest?
-Co mi jest...? To mi jest! -rzucił w niższego mężczyznę jakąś kopertą. Czarnowłosy wyjął z niej jakieś zdjęcia. Zdjęcia, których w ogóle nie powinno tam być. Źrenice kobaltowych tęczówek zmniejszyły się. Fotografie przedstawiały jego osobę, w trakcie współżycia z Erwinem...
-Eren, ja to wytłumaczę...!
-Nic mi nie musisz tłumaczyć...! Zwyczajna z Ciebie dziwka i tyle...!
-Eren..!
-Wynoś się! Nie chcę Cię tu widzieć...! -ponownie krzyknął, ocierając strumienie łez. Levi nie chcąc jeszcze bardziej komplikować sytuacji, zwyczajnie opuścił mieszkanie. Słowa Erena, bardzo go zabolały. Nie sądził, że chłopak kiedykolwiek tak się zachowa. To wszystko co przeżył, aby pomóc spłacić ten cholerny dług...To wszystko się nie liczyło..? Kiedy Smith mu to robił...Czuł się okropnie...Czuł się jak zwykły śmieć, jednak kiedy wracał do domu i przekazywał pieniądze temu szczeniakowi...Kiedy widział jego szczęśliwą twarz...To zupełnie wystarczało i było warte tego cierpienia. A teraz? To wszystko prysło jak mydlana bańka. Eren nie powinien się o tym nigdy dowiedzieć...Jednak tak się stało. Czasu nikt nie cofnie...

czwartek, 3 września 2015

Informacje odnośnie bloga..? ;-;

Ano...tak więc..Jak niestety wiecie, zaczął się nowy rok szkolny...Nikomu się to nie uśmiecha, ale co można poradzić..? ;-; To że znowu trzeba chodzić do przybytku zwanego szkołą, nie sprzyja napływie w-weny...;-; Nadmiar zajęć, prac domowych i późne powroty do domu...;-; Przez to wszystko Aiko...Nie będzie mogła dodawać postów zbyt często, a przy okazji ciężko jej będzie czytać teksty innych blogerek...;-; Jednak o-obiecuję, że się postaram robić to jak najszybciej, tak samo z komentarzami...;-;
Jeżeli chodzi o poprzednią ankietę...Wygrało Shingeki no Kyojin..^^ A-Aiko zacznie pisać tekst już jutro, po powrocie ze szkoły...przez weekend...Możliwe że skończy ;-; Ale nic nie obiecuję *kręci głową*
Jeżeli chodzi o paring...Prawdopodobnie Eren x Levi, bądź Erwin x Levi....Który byście woleli..? ;-;


Szablon wykonała Nessa Daere.